niedziela, 5 kwietnia 2015

XIV. Na rozstaju dróg

Kochani Czytelnicy! Dla Leny nadszedł ważny moment - nie zdradzę jaki, w końcu zaraz się dowiecie, lecz od razu zadam Wam pytanie:
Co zrobilibyście na miejscu Leny?
Na odpowiedzi oraz opinie na temat rozdziału czekam w komentarzach, a oprócz tego czekają również dobre sny.

                                                                           ***


Lena leżała w białej, krótkiej sukience na łące pełnej chabrów i maków. Podparła się na ramieniu w półleżącej pozycji i spoglądała w stronę zbliżającego się powoli Snu. Wonny zapach nagrzanych kwiatów pieścił jej nozdrza, lecz ona nie zwracała na to uwagi. W głowie miała chaos. Jedna druga część tego mętliku w głowie szła właśnie ku niej, a pozostała połowa była w tym momencie poza jej zasięgiem.
- Lena – Sen usiadł obok niej i zgarnął dłonią włosy rozproszone po jej twarzy. Spojrzała na niego i nic nie powiedziawszy zbliżyła usta do ust przyjaciela. Pocałowała go namiętnie, zbliżając się coraz bardziej do niego, aż w końcu Sen przewrócił ją na plecy i kontynuował z jeszcze większym zaangażowaniem pocałunek, jednocześnie uchwyciwszy jej dłonie w stalowym uścisku ponad jej głową. Uśmiechnęła się, kiedy jego usta zjechały niżej, tuż nad jej obojczyki. Przygryzł jej skórę i zamruczał cicho.
- Mogłabyś mnie zawsze tak witać – szepnął, owiewając jej ciało chłodnym oddechem. Wolną dłoń przeniósł pod jej kolano i zaczął przesuwać ją do góry. Znowu odnalazł jej usta i jego język rozpoczął dziki taniec.
Sen wiedział, że coś jest nie tak.
Lena poddawała się tym pieszczotom, chociaż była nieco spięta. Jej ciałem owładną strach – w jego dotyku, dotychczas tak niepowtarzalnym i pożądanym, coś się zmieniło. Musiała to sprawdzić. Musiała sama się przekonać.
Poczuła rozpacz.
Kiedy Sen dotknął dłonią koronki pod sukienką, jej ciałem wstrząsnął lekki dreszczyk. Oderwał się od jej ust i patrząc w jej otwarte oczy powoli cofał rękę. Próbowała zachować zimną krew, ale w głębi serca bała się, że zdoła ujrzeć coś w jej spojrzeniu, że zobaczy tą niepewność i niezdecydowanie.
- Może jednak powiesz mi o co chodzi? – zapytał z uśmiechem i uwolnił ją. Wstał i podciągnął ją do góry. Nie chciała na niego patrzeć, lecz złapał palcami jej brodę i zmusił, by na niego spojrzała.
- Jesteśmy przyjaciółmi – przypomniał jej.
- Czy ta przyjaźń nie miała przerodzić się w coś innego? – zapytała cicho. Sen spojrzał na nią pytająco. –Tyle, że ja nie czuję tego.
- Czego nie czujesz?
- Pożądania. Kocham cię, ale jak przyjaciela – odwróciła się od niego. Kiedy usłyszała jego wdzięczny śmiech, zdezorientowana wbiła w niego wzrok.
- Lena, myślałem, że powiesz mi coś, czego nie wiem.
- Jak to? – zapytała z oburzeniem. Nie wiedziała co myśleć o jego dziwacznej reakcji. Sen uśmiechnął się szeroko.
- Nie wierzę, że czujesz się winną swoich uczuć. To, że niegdyś mieliśmy jakieś plany… To nie znaczy, że musisz dostosować swoje życie. Przecież uczucia się zmieniają.
- Ale od tak dawna miałam być z tobą! Nie czujesz złości?! – krzyknęła ze zdenerwowaniem, lecz jej gniew tylko spowodował większy uśmiech na twarzy przyjaciela.
- Myślisz, że jestem jakimś draniem bez uczuć? – zapytał żartobliwie. – To mnie rani.
Na twarz Leny wstąpiła ulga. Mimo jego wyjaśnienia i wykluczenia jednej z dwóch ścieżek, którą mogłaby podążyć, nadal nie miała pojęcia czy wybierając drugą nie spotka znaku „koniec drogi”.
            Lena obudziła się w świetnym nastroju. Przy śniadaniu zaproponowała Śmierci, by zrobili dzisiaj piknik. Usiedli na łące. Śmierć najwidoczniej postanowił nie komentować wydarzeń z poprzedniego dnia, lecz Lenie wydawało się, że jest nadzwyczaj pogodny.
Patrzyła na niego uważnie, oceniając go. Jego twarz rozjaśniona uśmiechem była najbardziej pociągającym obrazem jaki Lena mogła sobie wyobrazić – być może dlatego, że tak rzadko się uśmiechał. Przy oczach pojawiły mu się zmarszczki, które dodawały mu uroku i bardziej ludzkiego wyglądu. W jej umyśle zakiełkowało pytanie – co takiego się stało, że Śmierć na ogół jest taki smutny, taki ponury.
- Coś się stało? – zapytał, zaniepokojony jej nieobecnym wzrokiem. Wyrwała się z rozmyślań i zarumieniła.
- Nie, nic – odpowiedziała gorączkowo i opuściła wzrok na złożone na kolanach ręce. Przypomniała sobie podsłuchaną dawniej rozmowę Śmierci i Snu. To, jak Śmierć z rozpaczą w głosie zapytał brata czy „ją” pamięta. Tajemnicza „ona”, czy raczej „jej” los był zapewne odpowiedzią na jej pytanie, lecz bała się zapytać.
Śmierć patrzył na nią badawczo, widząc, że nie jest całkiem szczera.
- Tak tu pięknie – powiedziała rozglądając się dookoła. Wiatr poruszał liśćmi, które błyszczały w świetle słońca. Ciepłe promienie muskały jej twarz, powodując mimowolnie uśmiech.
- To dzięki tobie – oznajmił cicho. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. – Odkąd tutaj jesteś na niebie nie pojawiła się prawie żadna chmura. Cały krajobraz się zmienił – nie zauważyłaś?
Dopiero kiedy to powiedział zdała sobie z tego sprawę – przedtem nie pamiętała żeby było tu tak słonecznie, tak porażająco. Nawet powietrze nie było takie ciężkie – chociaż możliwe, że to przyzwyczajenie.
- Czyli wygląd tego świata odzwierciedla to, jak się czujesz? Tak jak w tę deszczową noc? – palnęła głupio, obserwując jak jego twarz kamienieje na moment. – Przepraszam – powiedziała szybko. – Nie chciałam…
- Nic się nie stało, Lena – wykrzywił usta. Wspomnienie tamtego bolesnego spotkania z Pożądaniem na moment zaćmiło mu umysł, lecz kiedy tylko spojrzał na dziewczynę wszystko odpłynęło. Ona zamilkła, zawstydzona.
- Ale teraz jest już dobrze – wyszeptała cicho.
- Tak. Teraz tak – potwierdził.
Zamilkli na parę minut.
- Lena, o co chciałaś mnie zapytać?
Zaczerwieniła się ponownie.
- Potrzebujesz czegoś? – pokręciła szybko głową, chcąc się zapaść pod ziemię. – A więc, o co chodzi?
- Hmm. – próbowała zebrać w sobie odwagę. – Ja… Zastanawiałam się nad czymś tylko.
- A konkretnie?
- Sen mi powiedział, że… - zawahała się. – Że kiedyś byłeś inny. A po jakimś wydarzeniu zmieniłeś się. Zastanawiałam się, co takiego się stało – dokończyła, nie patrząc na niego. Każda sekunda oczekiwania na jego reakcję zmieniała się w wieczność.
- Straciłem kogoś, na kim mi zależało – powiedział z prostotą. Lena zerknęła na niego i ujrzała ból na jego twarzy.
- Przepraszam, nie musisz nic więcej mówić.
- Dziękuję ci, Lena.
- Ale myślę również, że nie powinieneś tego w sobie tłumić. Więc jeśli będziesz chciał mi o czymś powiedzieć… - ściszyła głos – To po prostu mów. Jak będziesz gotowy.
- Będę o tym pamiętał.
Jego wzrok stał się odległy. Widząc to Lena delikatnie położyła dłoń na jego dłoni. Drgnął i skupił wzrok na niej – zaczerwieniła się i cofnęła rękę. Wpatrywał się w nią z niemałym zaskoczeniem. Nie powiedział już ani słowa, ani dzisiaj, ani przez następne dni, wciąż zastanawiając się nad jej niespodziewanym dotykiem. Chociaż prawda była taka, iż jej unikał. Unikał rozmowy z nią.
W końcu, pewnego dnia spotkał ją w bibliotece. Zabrakło mu refleksu by dostatecznie szybko wyjść.
- Śmierć – zauważyła go, odwracając wzrok od książki. Spojrzenie miała smutne i zatroskane.
- Lena.
Spuściła wzrok z jego oczu.
- Jesteś na mnie zły za moje słowa.
Zaczerpnął głośno powietrza.
- Nie! Nie rozumiesz…
- Więc mi wytłumacz! – krzyknęła ze złością. - Chcę wiedzieć dlaczego się nie odzywałeś!
Popatrzył na nią wzrokiem winnego.
- Ja… Dawniej byłem dla ciebie zły. A ty z taką łatwością mnie dotknęłaś – powiedział, a ona poczuła w umyśle rozgrzany do białości pręt wściekłości.
- Nie mów tak! Mówiłam, że to przeszłość. Sam wiesz, że to nie była twoja wina!
- A ja ci tłumaczyłem, że to nie do końca prawda – odpowiedział zachowując spokój, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
- Och, wkurzasz mnie! – walnęła ze zdenerwowania pięścią w stolik. Popatrzył na nią ze złością.
- Dziwi mnie, że tak szybko zerwałaś z przeszłością.
- Wcale z nią nie zerwałam! Ale wybaczyłam ci wszystko, pogodziłam się. A ty… Może również powinieneś spróbować!
Jego twarz skamieniała. Lena położyła dłoń na czole, przeklinając się w duchu.
- Znowu to zrobiłam. Ja po prostu nie wiem co cię dręczy, ale nie potrafię wyobrazić sobie czegoś, z czym nie mógłbyś się pogodzić. Owszem, przeszłość nas kształtuje, ale powinieneś skupić się na tym, co jest teraz, i na tym, co będzie w przyszłości – jej głos załamał się, widząc jego zrozpaczoną minę. – Chcę ci tylko pomóc...
Wstała z krzesła i odwróciła się od niego, nie chcąc, by zobaczył jej zaszklony wzrok.
- Nadzieja –usłyszała i spojrzała na niego przez ramię. – Tak nazywała się ta, którą kochałem.
- Śmierć… - zaczęła, lecz uciszył ją gestem.
- To było tak bardzo dawno temu. Była idealna. Odnajdowała piękno i dobro we wszystkich istotach. Odnalazła je we mnie… Spędziłem z nią mnóstwo czasu. Wytłumaczyła mi, że nie robię nic złego, bo przecież istoty, którym zabieram życie nie umierają tak naprawdę. Dała mi siebie samą… Ale nie pasowaliśmy do siebie. Pożądanie to wykorzystała i sprawiła, że ona… Że musiała odejść.
Zaczerpnął głośno powietrza, jakby mówienie o tym sprawiało, że się dusi.
- A w rzeczywistości – kontynuował – wykorzystała fakt, że moja istota wiąże się z zanikaniem nadziei. A moja ukochana nie mogła tego wytrzymać. Chciałem ją mieć dla siebie, Pożądanie sprawiła, że nie pozwoliłem, by odeszła nim będzie za późno. Ja naprawdę ją kochałem… Ale nie pozwoliłem jej odejść. To ją zgubiło. Pożądanie sprawiła, że obudził się we mnie ten egoistyczny instynkt, zrobiła to specjalnie. Od tamtej pory… - załamał mu się głos i odwrócił się od Leny. – Po prostu nie mogę…
Lena przeszła bezszelestnie przez dzielącą ich odległość i nieśmiało objęła jego ramiona.
- Tak mi przykro, Śmierć – szepnęła z bólem. Poluźniła uścisk, kiedy niespokojnie drgnął i odwrócił się do niej.
- Dlaczego to robisz? – zapytał, marszcząc brwi. Lena zmieszała się i zrobiło jej się gorąco. Był tak blisko. Przysunęła się tak, że stykali się ciałem na całej długości. Wyciągnęła dłoń i przytknęła ją do jego policzka.
- Nie chcesz, żebym to robiła? – przymknął oczy, ale po chwili jego ciało napięło się i zrobił zdecydowany krok w tył.
- Powinnaś się już położyć. Jutro rano przyjdzie Sen – powiedział chłodno i odszedł, nawet na nią nie patrząc. Zaczerwieniła się ze złości, zgrzytając zębami.

Kto powiedział, że druga droga będzie prostą autostradą. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

XIII. Poznać Śmierć

Pożądanie szła szarym korytarzem pałacu matki kręcąc ponętnie biodrami. Jej czerwona, zwiewna suknia falowała z każdym jej ruchem. Na jej pięknej twarzy nie było, jak zwykle uśmiechu – jej usta były zaciśnięte, a w oczach błyskały gniewne iskry.
Czuła Zazdrość – była już blisko, ale czuła ją również w sercu. Pożądanie bowiem bardzo dawno temu sama czegoś pożądała. A raczej kogoś. Śmierci.
Była zła na matkę, która nie chciała podjąć żadnych kroków, by zniszczyć Śmierć. Chciała, by cierpiał, by cierpiał teraz.
Otworzyła drzwi komnaty i zastała tam bladą, czarnowłosą postać siostry. Zazdrość była jej ulubioną siostrą – często Pożądanie działała z pobudek Zazdrości i wiedziała, że jej siostra w połączeniu z jej mocą może być bardzo groźna.
- Ciągle o nim myślisz. Porzygam się zaraz – powiedziała wysokim, dziewczęcym głosem Zazdrość. – Dobrze wiesz, że to za wysokie progi dla ciebie.
Pożądanie parsknęła śmiechem. Przeszła przez szarą, przytłaczającą komnatę i usiadła na zakurzonym łożu.
- A ty powinnaś wiedzieć, że jego już nie chcę. Jedyną rzeczą jaką chcę jest jego cierpienie.
- Matka kazała ci czekać – przypomniała jej siostra i podeszła do niej bliżej. – Nieładnie, siostro. Chcesz się jej sprzeciwić?
- Nie. Chcę przyśpieszyć to, co i tak jest nieuniknione. Pomożesz?
Jej siostra przegarnęła długimi palcami włosy. Usiadła obok niej i przysunęła usta do ucha siostry.
- Mogłabym – szepnęła i uśmiechnęła się pożądliwie.
- Czuję to cholerne uczucie jakim Śmierć obdarzył tą dziwkę – powiedziała z obrzydzeniem Pożądanie. - Nie chcę tego czuć.
- Ty czegoś „nie chcesz”? – na lekko wydłużonej twarzy Zazdrości zaigrał kpiący uśmieszek. Pożądanie zacisnęła zęby.
- Ta suka musi umrzeć. Musimy to tak rozegrać, żeby Śmierć w jakiś sposób nam ją wystawił. On jest bardzo podatny na nasze wpływy, więc nie powinno przysporzyć to nam problemu – głos Nieczystości przybrał profesjonalny ton, jakby takie rzeczy planowała codziennie.
- Nasza matka wie co mówi – znienacka rozległ się głos pełen wyższości. W ciemności za otwartymi drzwiami wyłoniła się następna postać. Miała skórę jak mleko i ubrana była we wspaniałą pudrową suknię opadającą do ziemi. Jej blond włosy opadały w falach do ramion, a blade usta były bez wyrazu.
- Nikt nie prosił cię o zdanie, Dumo – wysyczała Pożądanie. Pycha zmroziła ją szarym chłodem oczu.
- Kiedy zaplanowałaś, by nasz wuj wziął dziewczynę do siebie jakoś ci nie przeszkadzała moja ingerencja – odwróciła wzrok od sióstr. – Po prostu mówię, że nasza matka może na zewnątrz jest zniszczona, ale jej umysł jest nadprzeciętny. Jeśli mówi, że mamy czekać to znaczy, że ma jakiś plan.
- Trzeba działać szybko! Dopóki ich uczucie jest najgorętsze! – krzyknęła Pożądanie, na co Duma tylko zachichotała zakrywając usta dłonią.
- Ale zemsta najlepiej smakuje na zimno…


            Śmierć siedział naprzeciwko Leny i wpatrywał się w nią. Dziewczyna nie zwracała na to uwagi, albo tylko udawała, że nie widzi i nie krępując się jadła obiad. Zamyślił się.
Kiedy grał jej na pianinie kątem oka zobaczył jej wzruszenie. Widział jak się w niego wpatruje i jak wiele emocji wywołała w niej jego gra. Śmierć był ciekaw, o czym dokładnie myślała w tamtej chwili.
- Nie jesteś głodny? – z zamyślenia wyrwał ją jej głos. – Nic nie zjadłeś.
- Nie, Lena, nie jestem głodny – uśmiechnął się lekko, jakby jej słowa były zrozumianym tylko dla niego żartem. Spojrzała na niego pytająco.
- Nie czuję głodu – pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Mogłam się domyślić – uśmiechnęła się szeroko i napiła się czerwonego wina. – Sen zawsze tak dużo je, ale wspominał kiedyś, że nie jest mu to potrzebne. Czasami zapominam, że przecież nie jesteście ludźmi.
- Tak? – zainteresował się Śmierć. Dziewczyna widząc jego badawcze spojrzenie nieco się zaczerwieniła, ale ciągnęła dalej.
- W końcu wyglądacie jak ludzie. I po prostu… Twoje zachowanie czasami również jest bardzo ludzkie. Wiesz co mam na myśli? – odkaszlnęła speszona i spuściła wzrok na swój talerz.
- Nigdy nie zwracałem uwagi na to, żeby zachowywać się jak człowiek – odpowiedział cicho.
- Może i nie zwracałeś, ale wierz mi, że w wielu sprawach jesteś podobny do ludzi.
- Czy to jest, twoim zdaniem, dobre? – zapytał z ciekawością. Lena popatrzyła mu w oczy i miała już przytaknąć, lecz przypomniała sobie rozmowę ze Snem po tym, jak spotkała Śmierć w hospicjum.
- Nie. To znaczy… - zawahała się. – Nie do końca. Gdybyś był człowiekiem i pełnił rolę Śmierci… To nie byłoby dla ciebie dobre. Wiesz, kiedy spotkaliśmy się w hospicjum i zabierałeś ze sobą Petera pomyślałam, że takie odejście nie jest ani złe, ani smutne. Ale później Sen powiedział mi, że nie powinieneś tak robić, bo kiedy angażujesz się uczuciowo mógłbyś ulec destrukcji.
Śmierci zaschło w gardle.
- Czyli w ogóle nie powinienem zachowywać się jak człowiek?
- Nie – zaprzeczyła gwałtownie. – Chodziło mi o to, że podczas… pracy nie powinieneś być taki empatyczny. A w… innych sytuacjach owszem. Uczucia nie są niczym złym, każdy chce coś czuć. A wy… Nie wyobrażam sobie takiego istnienia. Jesteście tutaj od początku i…
- Rozumiem co masz na myśli – powiedział widząc, że dziewczyna nie do końca jest w stanie ubrać w słowa swoje myśli. Po jego sercu rozlało się ciepło. Czyli uważała, że ma prawo do ludzkich uczuć. Do przyjaźni, smutku… Do miłości. Jako tak długowieczna istota poszukiwanie sensu istnienia było dla niego bardzo ważne. Z początku nie brakowało mu niczego, lecz kiedy pojawili się ludzie… Widząc ich uczucia i emocje chcąc nie chcąc pożądał odczuwać to samo co oni – paradoksalnie, wywyższał się nad inne istoty, lecz pragnął być chociaż w części jak one. Jednak w sprawie emocji był laikiem – to dlatego tak bardzo bolało, kiedy jego dawna miłość zniknęła. Ludzie potrafią sobie radzić ze stratą – byli w tym mistrzami, a on, chociaż zawierał pierwiastek doskonalszy od człowieka nie potrafił poradzić sobie z jej odejściem. Przez to, że Śmierć nie był człowiekiem jego uczucia były takie silne, tak nieopanowane. Jeśli chciał być jak ludzie, musiałby uczyć się od nich – i oto nadarzyła się okazja, siedziała tuż przed nim.
            Wiedział, że Lena już wiele w nim zmieniła. Widział to patrząc na swoje odbicie w lustrze, widział to w krajobrazie swego królestwa, czuł to w sercu. Jedyną rzeczą, jakiej się bał była ponowna utrata czegoś, na czym będzie mu zależeć. Tego nie da rady znieść. Wcześniej sądził, że nic nie jest w stanie go zniszczyć, lecz teraz wiedział, że to nieprawda. Destrukcyjna jest strata swojej miłości, niszczy ona od wewnątrz, aż w końcu chce się zapaść w nicość, nie istnieć. Śmierć musiał nauczyć się życia, tak, jak dziecko uczy się pisać, metodą prób i błędów. A dzięki Lenie miał szansę, żeby błędów było o wiele mniej.
            Po obiedzie wybrali się na spacer. Postanowili wspiąć się na najwyższy z okolicznych pagórków – Lena chciała zobaczyć całe królestwo. Droga nie była męcząca, chociaż czasami Śmierć musiał pomagać dziewczynie przytrzymując ją za ramię, by nie upadła – miejscami było dosyć stromo, a jej pantofelki nie były dobrym obuwiem na takie wędrówki. Za każdym razem, kiedy ją przytrzymywał na jej policzki wstępował rumieniec, a jej oddech na moment zamierał. Kilkadziesiąt minut później znaleźli się na szczycie. Lena miała zaczerwienioną twarz z wysiłku i dosyć porywistego wiatru. Rozejrzała się dookoła. Mimo, że znajdowali się w najwyższym okolicznym miejscu i tak nie była w stanie dojrzeć granic królestwa. Gdzie nie sięgnąć wzrokiem widać było łąki, kolorowe lasy, jeziora. Lenie zdawało się, że na północy widzi jakieś większe wzniesienia, lecz było to tak daleko, że mogły się one okazać przewidzeniem. Na południe od zamku rozciągał się ocean, również zdający się nie mieć końca.
- Nie sądziłam, że twoja kraina jest tak wielka – jej oddech powoli się uspokajał.
- Jestem pewien, że ona nigdy się nie kończy – odpowiedział. Widząc jej pytające spojrzenie pośpieszył z wyjaśnieniami. – Jeśli obrałabyś sobie jakiś kierunek, to wątpię, że znalazłabyś nagle jakąś nieprzekraczalną granicę. Podejrzewam, że idąc na północ w końcu doszłabyś do morza. Ale tutaj wszystko lubi się zmieniać.
- Czyli ta kraina jest jak osobna planeta? Kula? – zapytała z zafascynowaniem. Wzruszył ramionami.
- Czemu nie. Kula to figura doskonała. Zresztą nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Nieczęsto zwiedzam swoje królestwo. Nie mam na to czasu.
- Ale za to byłeś we wszystkich miejscach na świecie. To takie… Fascynujące. – zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad czymś. – Jak to jest, Śmierć, że jesteś tutaj ze mną, a jednocześnie gdzieś indziej, i to nie tylko w jednym miejscu?
- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Jestem tutaj jako antropomorficzna idea, lecz moja świadomość jest bardzo podzielna. Nie wiem jak inaczej to wyjaśnić.
- A odczuwasz zmęczenie? Przecież ciągle coś robisz.
- Prawie nigdy nie odczuwam fizycznego zmęczenia – powiedział tylko.
- A psychiczne częściej? – wypaliła nie myśląc. Jego twarz skamieniała na moment. – Przepraszam, ja nie chcę być wścibska.
- Prawie zawsze – odpowiedział cicho na jej pytanie. – Dawno nie czułem się psychicznie wypoczęty. Być może potrzebuję pomocy Snu.
- To dlaczego go nie poprosisz? – na jej pytanie uśmiechnął się krzywo.
- Jeśli Sen pomoże mi naprawdę zasnąć, to i moja świadomość zostanie uśpiona – w ten sposób na wszystkich światach nikt nie będzie mógł odejść. Niestety, ale nie mogę na to pozwolić. Ja i moje rodzeństwo jesteśmy tutaj po to, by utrzymać równowagę i harmonię. Kiedy zabrakłoby któregokolwiek z nas… Szkody mogłyby być nieodwracalne.
- Mogłyby? A nie mógłbyś później się pośpieszyć i zabrać tych, którzy mieli umrzeć?
Jego twarz się rozpogodziła – widząc jej zaangażowanie w temat miał ochotę się roześmiać, po raz pierwszy od tak dawna.
- Nie mam pojęcia. Widzę, że usilnie chcesz mnie uśpić – powiedział łagodnym tonem, na co ona zachichotała.
- Po prostu chcę, żebyś był wypoczęty – uśmiechnęła się do niego. Przez moment patrzyli na siebie, a później jednocześnie odwrócili głowy, jakby ich zachowanie zabrnęło nie w tym kierunku.  
- To wspaniałe, że byłeś w tylu miejscach. Tyle widziałeś – powiedziała rozmarzonym głosem.
- Jeśli tego pragniesz mogę cię zabrać ze sobą w kilka miejsc. Nawet teraz – zaproponował z wahaniem.
Lena na początku przeraziła się – miałaby towarzyszyć mu podczas jego pracy? Lecz wrodzona ciekawość  nie pozwoliła odmówić. Skinęła głową i podała mu dłoń. Ujął ją delikatnie i rozpłynęli się w powietrzu.

            W Lenę uderzyła fala ciepła. Zdezorientowana rozglądała się dookoła – najpierw ujrzała piękne, lazurowe morze, nieskazitelnie biały piach i palmy. Błękitne niebo pozbawione było chmur, a świeża bryza orzeźwiła jej ciało. Była na jakiejś rajskiej wyspie. Obejrzała się za siebie – Śmierć przyglądał się badawczo niebu, jakby widział w czystym błękicie coś niezwykłego. W czarnym stroju stanowił kontrast jasnej wyspy. Uśmiechnęła się do niego, ale on nadal patrzył nad nią. Dziewczyna zaniepokoiła się, kiedy usłyszała głośny szum. Odgłos narastał i narastał,  aż w końcu zza drzew wyłonił się płonący śmigłowiec. Usłyszała krzyki, a później maszyna uderzyła w ziemię jakieś pięćdziesiąt metrów od nich i nastąpił wybuch. Lena otworzyła szeroko oczy i zakryła dłonią usta. Fala uderzeniowa nie była silna, lecz dziewczyna opadła na kolana, a jej włosy rozwiały się we wszystkie strony. Spojrzała na Śmierć ze łzami w oczach – jego postać rozmyła się na moment, a na jego twarzy dostrzegła ten nieludzki, obcy wyraz. Sekundę później pojawił się przy niej i złapał ją za rękę. W następnym momencie klęczała na wybrukowanej uliczce, a zewsząd otaczały ją kolorowe domy. Śmierć pochylił się nad nią z zatroskaną miną.
- Przepraszam, Lena. Nie wiedziałem co dokładnie się wydarzy.
Dziewczyna była w szoku i nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Drżały jej ręce.
- Lena? – Śmierć oczekiwał odpowiedzi, przeklinając się w duchu za to, że zaproponował jej tą podróż. – Musimy iść. Wstań, odeślę cię do zamku.
- Nie… - zaschło jej w ustach i przełknęła ślinę. – Nic mi nie jest.
- Naprawdę przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć. Dla mnie takie rzeczy są normalne…
- Chodźmy dalej – wyszeptała tylko. Pomógł jej wstać i oparła się na jego ramieniu. Nadal drżała. Powolnym krokiem udali się do obdartej kamienicy. Z zaobserwowanych szyldów nad drzwiami wywnioskowała, że są w Meksyku. Pozwoliła Śmierci, by wychodząc po schodach budynku objął ją i pomógł wejść. Śmierć otworzył jedne z drzwi i w jej nozdrza uderzył odór choroby.
- Muerte – usłyszała chrapliwy, męski głos. W rogu zagraconego mieszkania, na kanapie siedział mężczyzna. Był stary, a jego skóra spalona przez słońce. Odkaszlnął i z jego ust wyleciała krew. – On wie kim jesteś? – zapytała słabym głosem. Śmierć skinął tylko głową.
- Octavio, twój czas dobiegł już końca – powiedział ze spokojem, na co mężczyzna uśmiechnął się. Następnie przeniósł spojrzenie na Lenę, paraliżując ją. Po chwili jego oczy zmatowiały, a głowa opadła na bok. Postać Śmierci ponownie się rozmazała i jego twarz ponownie straciła ludzki wyraz.
Lena nie mogła oderwać wzroku od zwłok mężczyzny. Czuła, jak z jej twarzy odpływa krew. Zakołysała się, w głowie jej zawirowało – w ostatniej chwili mężczyzna złapał ją i wziął na ręce.
- Lena! – w jego krzyku usłyszała… niepokój? Sama nie wiedziała. Poczuła przytłaczającą ciemność, jednak nie zemdlała. Przycisnęła głowę do torsu mężczyzny, próbując odzyskać jasność myślenia. Mrugnęła, a kiedy otworzyła oczy byli już w zamku. Śmierć posadził ją delikatnie na fotelu i przyklęknął przy niej.
- Powiedz coś! – rozkazał rozpaczliwie. – Jesteś blada jak…
- Śmierć? – weszła mu w słowo i mimo osłabienia uśmiechnęła się.
- To nie jest śmieszne, Lena. Gdybym wiedział, że tak zareagujesz…
- Daj spokój. Sama nie wiedziałam, że tak to we mnie uderzy – zamknęła oczy i posmutniała.
- Nadal czujesz się słabo? – zapytał z troską.
- Nie. Nie o to mi chodzi – odpowiedziała, lecz bała się dokończyć. Zobaczyła dwie śmierci i zareagowała tak impulsywnie. A on… Kto wie ile śmierci widzi na co dzień. Nie mogła tego pojąć. Zrobiło jej się go żal, zrozumiała bowiem, jak wielkie brzemię nosi.
- Jak ty to znosisz? – zapytała po chwili. Jego twarz stężała i Lena zobaczyła w nim tylko starą istotę, zmęczoną, smutną i samotną.
- Wyłączam to, co nazywasz człowieczeństwem. Wtedy jest trochę lżej – wyszeptał z bólem. W jego oczach zalśniły łzy. Lena nie wiedziała jak zareagować – impulsywnie objęła jego głowę i przytuliła do siebie, próbując go pokrzepić. Śmierć znieruchomiał na chwilę, lecz poddał się jej dotykowi. Po chwili odsunął się od niej i na jego twarz ponownie wstąpił chłód i dystans.
Ona jednak nie dała się oszukać. Nareszcie poznała Śmierć. Prawdziwego, bez nieludzkiej maski, którą przybiera na co dzień. 

                                                                          ***

Nadszedł czas na kolejny rozdział - powiedziałabym, że kluczowy, ale każdy może go odebrać inaczej. Czasami wydaje się, że kogoś znamy - w końcu wiem jak ma ten ktoś na imię, gdzie mieszka, czym się zajmuje... Ale nadchodzi taki moment, kiedy ten ktoś na chwilkę się odsłania - odsłania swoje prawdziwe oblicze. I to zawsze jest ten kluczowy moment, apogeum sytuacji, po którym wszystko albo wróci do normy, albo... albo wszystko się zmieni.
Czytelniku, jeśli przeczytałeś, pozostaw po sobie jakiś ślad. Dobre sny czekają do rozdania :)


niedziela, 29 marca 2015

XII. Senne wspomnienia

Nareszcie wena mi dopisała - przepraszam Was, Czytelnicy, że mimo obietnicy dodania nowego rozdziału ponad tydzień temu (wiem to haniebne) dodaję go dopiero dzisiaj. Muszę za to podziękować Nocnej Łowczyni (fantastyka-raja-kalpana.blogspot.com), Citruss Tree (blackperlage.blogspot.com) oraz Wytrwałej na Zawsze (demony-13.blogspot.com), które poprzez dodanie nowych rozdziałów zmobilizowały mnie do ukończenia i dodania ciągu dalszego mojego opowiadania. A teraz zapraszam do czytania :) Proszę o opinie i krytykę, a dostaniecie dobre sny :)


                                                                ***


Szła ostrożnie, jakby podłoże po którym stąpała miało zniknąć, rozpłynąć się niczym sen. Dębowy las dookoła niej szumiał, poruszany przez wiatr, szeptał, tworzył zdradzieckie cienie. Mimo, że było ciepło na jej skórze pojawiła się gęsia skórka, a jej ciało przeszły lekkie dreszcze. Nie chciała, by przyjaciel ją znalazł, a odgłosy lasu brzmiały jak kroki i nawoływania. W pewnym momencie spojrzała przez ramię, a w następnej chwili jej stopa nie natrafiła na równe podłoże, i wirowała wśród liści. Śmiejąc się otworzyła oczy – znajdowała się na plaży, w objęciach Snu. Mężczyzna uśmiechał się zawadiacko, patrzył głęboko w jej oczy, nie widząc żadnego świata – ani to realnego, ani Śnienia – poza nią.
- Oszukujesz –stwierdziła Lena.
- To nie jest oszustwo – odpowiedział. – Gdybyś była ostrożniejsza na pewno nie mógłbym cię odnaleźć.
- Tworzenie snów jest strasznie łatwe – powiedziała Lena rozglądając się dookoła.
- Trudniejsze jest ich odróżnienie od jawy – przyznał Sen. – Sny bardzo rzadko są pozbawione surrealnej cząstki, jednak sama wiesz, że tutaj wszystko jest inne.
Zaczęli spacerować wzdłuż morza, ich stopy obmywane były przez łagodne fale. Wiatr rozpościerał jasną suknię Leny powodując, że wyglądała ona niczym egzotyczny ptak wzbijający się w powietrze. Sen złapał jej dłoń, jakby obawiał się, że wzleci do góry i ucieknie – faktem było, że zdradził Lenie wiele swoich tajemnic, dzięki którym (i za jego pozwoleniem) mogła sama tworzyć, kształtować swoje sny. Zrobił to, bo wiedział, że to jej sprawi przyjemność.
Po krótkim spacerze położyli się na piasku, nadal trzymając swoje dłonie. Wpatrywali się w niebo, na którym raz po raz pojawiały się obłoki. W pewnym momencie Lena przekręciła się, tak, że siedziała na Śnie opierając ręce na jego torsie. Pochylała się delikatnie, muskając jego twarz włosami. Sen złapał ją za talię i powolnym ruchem zjechał rękami na uda, przyciskając ją mocno do siebie. Ich oddechy stały się głębsze, a zarówno morze i wiatr oddaliły się od nich. Byli tylko we dwoje, a wokół nich słodka nicość – nieświadomie sprowadzili ten sen do nich samych.
Delikatnie pocałowała go, przygryzając jego dolną wargę. Czując jego dłonie wodzące po jej ciele wydała z siebie cichy jęk – widząc chwilę jej słabości Sen odwrócił się tak, że znalazł się nad nią, a w następnej sekundzie już nie leżeli, tylko wirowali wokół siebie. Nie było już przyciągania ziemskiego – grawitacja należała teraz do ich ciał, jakby Sen był planetą, a Lena jego księżycem. Zatopieni w przyjemności pocałunku, senni kochankowie.
Dawne wspomnienia często wracają w snach.

            Lena otworzyła oczy – jej oddech nadal był głęboki, jakby sen, który jej się przyśnił był prawdziwy – chociaż trudno powiedzieć, że nie był. Rzadko kiedy śniła jej się przeszłość, nie lubiła tego, nawet jeśli wspomnienie to było przyjemne. Śniąc o przeszłości skupiamy się na niej na jawie, a tego nie chciała.
Rozejrzała się wokół siebie – przez krótką chwilę zdezorientowania nie pamiętała gdzie jest. Zza zasłoniętej zasłony zaglądało słońce. Pogoda w krainie Śmierci najwidoczniej dopisywała – wiedziała, że to dobry znak.
Ubrała się w turkusową sukienkę sięgającą do kostek i zeszła do jadalni, czując niemiły ścisk w brzuchu. Tam czekał na nią Xavier.
- Dzień dobry, panienko – przywitał się.
- Dzień dobry – powiedziała obdarzając go uśmiechem. – Gdzie Śmierć?
- Mój pan kazał panienkę poinformować, że opuścił tymczasowo swoją krainę, by załatwić pewną sprawę. Powiedział również, że niebawem wróci i, że może panienka pozwiedzać zamek. Być może znajdzie panienka coś, co ją zaciekawi. W razie czego służę pomocą – jeśli panienka powie mi, co lubi robić w wolnym czasie mógłbym pani pomóc w poszukiwaniu odpowiedniego pokoju.
- Dziękuję – odpowiedziała grzecznie. – Spróbuję sama coś znaleźć. Na razie chciałabym coś zjeść.
- Oczywiście. Na co ma panienka ochotę?
- Tosty z dżemem. I sok pomarańczowy.

            Po zjedzonym posiłku Lena wyruszyła w głąb zamku. Czuła się niepewnie chodząc (chociaż za pozwoleniem) po pokojach, bojąc się, że wejdzie gdzieś, gdzie nie powinna. W końcu natrafiła na olbrzymi, biały pokój, na środku którego stało białe pianino. Ściany były udrapowane białą, grupą tkaniną, być może dla akustyki, ale Lena nie znała się na tym. Weszła do środka zmierzając w stronę instrumentu. Obok niego stał niski mebel, wystarczający by się położyć, obity czerwoną skórą. Oparcie po jednej stronie było wyższe, tak, że można było się podeprzeć. Wyobraziła sobie jak na nim leży, a przy pianinie siedzi Śmierć racząc jej uszy słodką muzyką. Ona sama nie potrafiła grać – kierowana samą ciekawością usiadła na ławie przed instrumentem i zaczęła przyciskać delikatnie przypadkowe klawisze. Uśmiechnęła się słysząc tą zmyśloną melodię.
- To wcale nie jest takie trudne – usłyszała głos i gwałtownie wstała. Obejrzała się przez ramię i ujrzała Śmierć.
- Nie wiedziałam, że już wróciłeś – powiedziała, odchodząc od instrumentu. Śmierć powolnym krokiem zbliżał się do niej, a jej serce biło jak oszalałe.
- Mogę ci coś zagrać, jeśli chcesz.
Skinęła głową i minęła go, siadając na kanapie. Śmierć usiadł – ubrany nie we frak, tylko zwykły, szary podkoszulek i czarne spodnie. Wyglądał tak… zwyczajnie. Jakby był człowiekiem. Lena zrozumiała, że jedyną rzeczą, która zdradzała, że nie jest człowiekiem były te oczy – nienaturalnie mądre, stare, chociaż wciąż bystre, których spojrzenie mogło utopić w czarnym oceanie. Pomyślała, że są tak głębokie, tak niepoznane jak kosmos. Nieświadomie zmieniła swoją pozycję na półleżącą, opierając się na przedramieniu.
A później Śmierć zaczął grać. Widziała jego profil. Jego palce tańczyły po klawiszach, delikatnie, zwinnie, jakby to była czynność, którą wykonywał na co dzień. Widziała jego skupione spojrzenie i delikatnie rozchylone usta. Jego blada twarz przywodziła na myśl idealną rzeźbę. Grał smutną melodię, której Lena nigdy nie słyszała. W tej melodii rozbrzmiewała rozpacz, ale jednocześnie była przepełniona spokojem. Poczuła w niej miłość i stratę.
Pomyślała, że Śmierć przelał w te nuty swoje serce.
Niespodziewanie poczuła w oczach łzy. Muzyka pełna uczucia rozbrzmiewała w jej umyśle, wydawało się, jakby rozbrzmiewała w całym królestwie.
Nie mogła już wytrzymać – zbyt dużo uczuć zaatakowało jej serce, zbyt wiele wspomnień zaatakowało jej umysł. Nie zauważyła nawet, że wstrzymuje oddech – dopiero po ostatniej nucie wypuściła powietrze, zasłuchana w ciszę, która tak nagle nastała. Przetarła szybko oczy, żeby nie zauważył jak wiele emocji wywołał tym występem.
- Piękne – tylko to zdołała wydusić przez zaciśnięte gardło. Śmierć spojrzał na nią – z pewnością zauważył jej spięcie, lecz nie skomentował tego. Patrzył się na nią tymi bezkresnymi oczami, mając najbardziej ludzki wyraz twarzy, jaki kiedykolwiek u niego zauważyła.
- Jeśli chcesz mogę cię nauczyć – powiedział, lecz Lena wątpiła, że kiedykolwiek będzie grała tak jak on – uświadomiła sobie jak wielkie ma doświadczenie, po raz pierwszy pomyślała o jego istnieniu, które trwało tak długo, i które będzie trwać jeszcze długo po niej.
Pomyślała o tym, z jak wielką samotnością wiąże się jego los. I poczuła smutek i chęć, by go objąć, by pocieszyć. A przecież była zwykłym człowiekiem, jakich jest miliardy, a siedziała tutaj, przy nim, słuchając muzyki jego serca.
Wspomnienia przeszłości niech żyją w snach – pomyślała i w myślach zabrzmiało to jak obietnica, chociaż nie była pewna czego ona dotyczyła.

poniedziałek, 16 marca 2015

XI. Płomień nadziei

Życzyliście mi weny no i jest rozdział :) Chciałam opublikować go trochę później, lecz nie mogłam się powstrzymać... jednocześnie chciałam zakomunikować, że nie mogę przewidzieć kiedy pojawi się następny. Dlaczego? Po pierwsze studia, po drugie chcę go jeszcze bardziej dopracować. Oczywiście jeśli będę miała czas to być może pojawi się już około weekendu, ale nie mogę nic obiecać. Dziękuję również tej małej grupce osób, którą zaciekawiłam tą historią i która tak motywacyjnie obsypuje mnie komentarzami :) 
Hmm... Jeden komentarz, jeden dobry sen ;)
A teraz kończę zanudzać i zapraszam do czytania.


                                        ***

Lena czuła świeży, znajomy wietrzyk na twarzy. Na jej obliczu igrało słońce, pieszcząc ciepłem skórę. Pod nagimi stopami wyczuła miękki, drobny piasek. W jej uszach brzmiała słodka muzyka morza. Czuła odprężenie i spokój.
- Lubię, jak mnie tu zabierasz, Śnie – powiedziała otwierając oczy. Znała to miejsce bardzo dobrze – to był jej ulubiony sen, który sama zaplanowała spędzając czas w krainie swego przyjaciela. Zimne morze znajdowało się zaledwie kilka metrów od niej, a biały piach zdawał się migotać w słońcu. Za nią rozciągały się wzgórza, pełne roślinności, tętniące zielenią. Niecały kilometr wędrówki stąd znajdował się wysoki klif – to było jej miejsce, jej i Snu, i tylko oni wiedzieli, że skrywa ono różne niespodzianki – tam właśnie się skierowała. Przypomniała sobie odległe wspomnienie pocałunku ze Snem na tym właśnie klifie – nie rozłączając ust rzucili się do morza, kończąc pocałunek w wodzie. Uśmiechnęła się.
Kąpiel w tym lodowatym morzu z pewnością nie należała do przyjemnych – jeśli weszłaby do niego z plaży. Ale sprawa przybierała innego brzmienia, jeśli wskoczyło się do niego z klifu. I po bardzo krótkiej wędrówce, trwającej może parę sekund (to z pewnością zaleta snów), Lena znalazła się na klifie. Podeszła do jego krańca i spojrzała w dół. Spienione fale rozbijały się o skałę, szeptały groźby i ostrzeżenia. Z powierzchni morza wystawały ostre skałki, lśniące niczym ogromne brzytwy. Ale Leny wcale to nie zniechęciło - odwróciła się tyłem do złowrogiej kipieli, rozłożyła ręce i rzuciła się do tyłu.
Po sekundzie, może dwóch, poczuła za plecami ścianę wody. Wszystko działo się w spowolnionym tempie, bo czas to pojęcie względne w snach. I gdy znalazła się pod wodą całe wzburzenie morza ustało – woda otaczała jej ciało, lecz nie rzucała nim, muskała je delikatnie. Lena potrafiła bez problemu poruszać się w tym świecie. Wyglądała jak morska bogini – zwiewna suknia jakby rozpłynęła się w wodzie, aureola włosów otaczała jej twarz.
Otaczała ją głębia sennego oceanu.
A kiedy ujrzała Sen uśmiechnęła się i wzięła głęboki oddech.
- Szukałam cię – krzyknęła do niego, a z jej ust wyleciały bąbelki powietrza – mimo tego jej głos był wyraźny i zrozumiały. Sen nienaturalnie szybko pojawił się obok niej. Miał zatroskaną minę. Objął ją mocno i pocałował w czoło.
- Lena, tak bardzo się cieszę, że nic ci nie jest – powiedział z ulgą. – Czekałem tu na ciebie.
- Ale… - zaczęła i nagle wróciły jej wspomnienia z jawy. – Co tam się wydarzyło? – zapytała z przestrachem w głosie. Jej brwi się zmarszczyły, gdy próbowała sobie przypomnieć szczegóły.
- Azazel cię porwał. Na szczęście mój brat... – głos mu się załamał, kiedy zrozumiał, że mogła zginąć. – Odnalazł cię.
- Śmierć mnie uratował? – zapytała zaskoczona. – Więc… Gdzie ja jestem?
- Jesteś w jego królestwie. Stwierdziliśmy, że tam będzie najbezpieczniej.
Spięła się cała. Sen pogładził ją po policzku.
- Jeśli chcesz obudzę cię dopiero jak tam dotrę – przypomniał jej, lecz ona pokręciła głową.
- Nie musisz – szepnęła. – Ja tylko… Nie wiem dlaczego tak zareagowałam…
- Spokojnie. Wiesz, że on cię nie skrzywdzi.
- Wiem – uśmiechnęła się lekko. – Ale powroty są najgorsze.

            Otworzyła powoli oczy. Ostrożnie wstała, rozglądając się. Znajdowała się w ogromnej sypialni z lawendowymi ścianami i białym umeblowaniem. Siedziała na ogromnym łożu z baldachimem, który delikatnie falował, poruszony przez wiatr wpadający przez otwarte okno. Podeszła do okna i ujrzała dziedziniec. Niebo było zachmurzone, a cały krajobraz ponury. Spojrzała w dół i dostrzegła Śmierć. Stał tylko i wpatrywał się w kamienny posąg – Lena widziała go już parę razy, lecz nie wiedziała kogo on przedstawia. Niepewnie wyszła z pokoju i skierowała się do wyjścia.
Na zewnątrz wiatr przybrał na sile, a i tak ciemne niebo pociemniało jeszcze bardziej. Lena przypomniała sobie tamtą pamiętną burzę, lecz zaraz odegnała od siebie to wspomnienie. Zimne podmuchy wiatru rozsypywały jej włosy na wszystkie strony, a w oddali przez niebo przechodziły błyski.
Podeszła cicho do Śmierci, który najwidoczniej jej nie dostrzegł.
- Kim ona jest? – zapytała nieśmiało. Śmierć drgnął, lecz nie odwrócił się do niej.
- Lena. Obudziłaś się – powiedział ze zdziwieniem, jakby nie spodziewał się tego – Lena zrozumiała, że to on zaproponował, by Sen ją obudził dopiero gdy tutaj przybędzie. Nie odpowiedział jednak na jej pytanie. Odwrócił się do niej, a wiatr machinalnie ustał. Z jego twarzy nie dawało się niczego wyczytać, lecz pogoda mówiła sama za siebie. – Jak się czujesz?
- Dobrze – spuściła wzrok. – Dziękuję, Śmierć. Sen powiedział, że mnie uratowałeś.
W jego oczach przez moment zalśnił smutek, lecz bardzo szybko go zamaskował.
- Dlaczego Azazel mnie porwał? – zapytała cicho. Obserwowała jak jego twarz kamienieje, lecz nie dała po sobie poznać, że zauważyła jego dziwne zachowanie. Śmierć nie był chętny do rozmowy na ten temat, lecz Lena spiorunowała go wzrokiem.
- Chyba mam prawo wiedzieć – oznajmiła. Śmierć popatrzył na nią niepewnie.
- Pożądanie. To ona współpracowała z Azazelem – nie chciał nic więcej mówić, lecz Lena popatrzyła na niego z oczekiwaniem.
- Chciał, żebym oddał mu swoją część Piekła, a w zamian za to cię… - zawahał się. – wypuści.
Lena zaniemówiła. Była przekonana, że to był przypadek, albo, że chciał jakoś wpłynąć na Lucyfera…
- Oddałeś mu Piekło? Za mnie? – zapytała z niedowierzaniem.
- Nie – odpowiedział krótko.
- Więc jak…?
- Po prostu cię wziąłem. Dlatego niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło. Myślę, że będziesz musiała zamieszkać w Śnieniu, ale o tym zadecydujesz kiedy przybędzie Sen.
Lena nie drążyła tematu. Rozejrzała się dookoła i dopiero teraz dostrzegła, że chmury na niebie nieco zrzedły, a przez nie prześwitywało słońce. Zagadkowe było to, że również oblicze mężczyzny się rozpogodziło – nie, nie uśmiechał się, a jego oczy nadal pozostawały beznamiętne, lecz coś w jego twarzy pojaśniało.
- Wracajmy do zamku. Sen już nadchodzi – oznajmił tylko i nie patrząc na dziewczynę i odszedł. Lena podążyła za nim, nie mając pojęcia jak interpretować jego dziwne zachowanie.

            Kiedy Sen przyszedł, Śmierć i Lena siedzieli w pokoju dziennym.
- Śmierć – skinął głową bratu, a następnie podszedł do Leny i ją uściskał. Dziewczyna zmieszała się i próbowała go odepchnąć, lecz kiedy zauważyła jego poważną minę zaprzestała starań.
- Już nigdy do tego nie dopuszczę, Lena – powiedział cicho i odsunął się od niej.
- Śnie, nic się nie stało – powiedziała uśmiechając się krzywo.
- Ale mogło – odparł piorunując ją spojrzeniem. – Azazel nie odpuści tak łatwo, Pożądanie tym bardziej.
- Nie sądzę, żeby cokolwiek mi zagrażało. Skoro Śmierć dał Azazelowi do zrozumienia, że nie dostanie tej części…
- To nie tak – przerwał jej Śmierć. Spojrzał na nią, a w jego oczach było widać nieodgadniony płomień. – Skoro jesteś w to zamieszana musisz to wiedzieć. Pożądanie maczała w tym palce – to oznacza, że moja siostra wymyśliła sobie nowy sposób na zabawę ze mną. Nie odpuści dopóki nie osiągnie swojego celu – odwrócił od niej wzrok. – Problemem jest to, że nie wiemy co planuje.
- Na razie możemy stwierdzić, że chodzi jej o Lenę – wszedł mu w słowo Sen. – Chociaż skłaniałbym się do obwiniania za to, co się stało tylko Pożądania…
- Ile jeszcze będziesz bronił Życie? – zapytał z gniewem jego brat. Sen pokręcił tylko głową.
- Porozmawiam z naszą siostrą – powiedział tylko.
- Nie – uciął Śmierć. Lena była zaskoczona tą ostrą wymianą zdań, lecz nie wszystko zrozumiała.
- Poczekajcie – powiedziała głośno przerywając im piorunowanie się wzrokiem i zmuszając, by spojrzeli na nią. – Dlaczego Pożądanie myśli, że dzięki mnie może zniszczyć Śmierć?
Żaden z nich się nie odezwał. Nie chcieli nawet na nią spojrzeć, przez co poczuła gniew.
- Bo ona wie, że… - Śmierć nie wiedział jak to ująć. – Wie, że nie pozwolę cię skrzywdzić – dokończył spokojnie, patrząc jej w oczy. Lena zaczerpnęła głośno powietrza i zagryzła wargę.
Poczuła ulgę i ciepło na sercu. Niektóre deklaracje, niby pospolite i zwyczajne wydawały się być magicznym zaklęciem. Słysząc te słowa, Lena wiedziała, że są one prawdziwe – biła od nich pewność i szczerość.
- Lena, nie możesz na razie wrócić do swojego świata – oznajmił Sen.
- Najlepiej będzie jak zostanie u ciebie – Śmierć zwrócił się do Snu, lecz tamten pokręcił głową.
- Moje królestwo jest otwarte dla wszystkich – przypomniał. – Pożądanie, demony, nawet… Życie może do niego wejść – wiedzą na czym polega śnienie i wątpię, że Lena byłaby tam bezpieczna.
- Może jej pilnować Cauchemar.
Sen już miał mu coś odpowiedzieć, lecz Lena weszła mu w słowo.
- Mogę zostać tutaj – powiedziała cicho. Mężczyźni popatrzyli na nią – Sen ze zdziwieniem, a Śmierć z dziwnym, nieopisanym wyrazem twarzy. – Oczywiście jeśli się zgodzisz – dodała pewniej, patrząc na swoje ręce złożone na kolanach.
Sen uśmiechnął się lekko.
- Co ty na to Śmierć? – zapytał.
- Nie widzę przeciwwskazań – oznajmił chłodno, nie wiedząc jak się ma zachować. Prawdą było, że nie brał nawet pod uwagę takiego wyjścia z sytuacji. A teraz nie miał pojęcia co o tym wszystkim myśleć.


Wątły płomień nadziei rozpalił się mocniej, oświetlając serce Śmierci.

piątek, 13 marca 2015

X. Zmącony spokój

Minęło kilka dni, odkąd Lena spotkała Śmierć. Stare wspomnienia wyszły na jaw, lecz nie sprawiały już tyle bólu co wcześniej. Z pozornym spokojem chodziła do hospicjum, obawiając się, a jednocześnie chcąc go ponownie spotkać.
Tego dnia, wracając z hospicjum spotkała jedną ze swoich znajomych – Blankę – niską dziewczynę o kruczoczarnych włosach ściętych krótko na jeżyka i nieco okrągłą, zawsze pogodną twarzą.
- Lena! – kiedy ją zobaczyła pomachała do niej radośnie.
- Hej! Dawno się nie widziałyśmy.
- O tym samym pomyślałam – przyznała Blanka. – Ostatnio nie widziałam się z nikim z naszej paczki. Co ty na to żeby to nadrobić?
- Z przyjemnością – odpowiedziała z entuzjazmem. Przynajmniej będzie mogła skupić rozmyślania na czymś innym.
- Zadzwonię do Tomka i do Anki. Może dam radę namówić Fasolkę – szczebiotała uszczęśliwiona. Lena uśmiechnęła się słysząc jej szczęśliwy głos. – A co u ciebie?
- Wszystko dobrze – zmieszała się. Nie była przyzwyczajona do zwierzania się, chociaż czasami miała wielką ochotę porozmawiać z kimkolwiek. Blanka spojrzała na nią badawczo.
- Czyżby?
Lena przygryzła wargę. Lubiła Blankę, ale… Przecież nie mogła jej powiedzieć o tym wszystkim. To było takie nierealne, takie odległe od świata ludzi – sama nie czuła się do końca jak człowiek.
Nabrała głośno powietrza.
- No nie do końca. To znaczy nic się nie stało… - zaczerwieniła się lekko. Blanka roześmiała się.
- Zawsze taka skryta, cała ty! Wszyscy się zastanawiają co ty masz w tej głowie.
- Tak? – podjęła temat.
- Tak. Jesteśmy kumplami, wszyscy się martwią. Nigdy nic o sobie nie mówiłaś. Pomyślałam, że to wścibskie, i dlatego nikt nie pytał. Ale jeśli chciałabyś porozmawiać, to wal śmiało.
Lena uśmiechnęła się.
- Dziękuję – zamyśliła się na moment. – To o której godzinie i gdzie?
- Co powiesz na Hell-Bar? O dziewiętnastej?
Lena prawie się roześmiała.
- Tak, będzie idealnie.
Blanka zaklaskała w dłonie.
- Dzisiaj się porządnie napijemy!
Pożegnały się. Lena wracając do domu nie mogła powstrzymać uśmiechu. Z ludźmi jest zawsze tak łatwo. Tak przyjemnie. Wystarczy uśmiech, wystarczy żart i odrobina szczerości by poprawić sobie humor. Podziwiała Blankę za jej otwartość, brak ograniczeń. Czasami chciałaby tak samo.
Z rozmyśleń wyrwał ją Sen.
- Uważaj, bo wpadniesz pod samochód – podskoczyła słysząc jego głos.
- Przestraszyłeś mnie!
- Wybierasz się gdzieś dzisiaj z przyjaciółmi? Jeśli chcesz mogę cię podwieźć – zaoferował się uprzejmie.
- Ty za kierownicą? Nie masz u siebie elektryczności ani autostrad, a chcesz mnie gdzieś zawieźć? – zadrwiła.
- Zdziwiłabyś się jak dobrym kierowcą jestem.
- Jasne – odpowiedziała z sarkazmem. Bez wątpienia jej humor uległ całkowitej poprawie. – To podjedź swoim powozem za piętnaście dziewiętnasta – roześmiała się, widząc jego minę.
- Widzę, że humor dopisuje – powiedział z zadowoleniem, otwierając przed nią drzwi jej mieszkania.
- Dopisuje jak nigdy – uśmiechnęła się. – A teraz spływaj, muszę się przygotować.
- Masz jeszcze dwie godziny!
- Ale jestem kobietą… - oboje roześmiali się.
Lena wzięła kąpiel, zrobiła nieco mocniejszy makijaż, na który składał się szary cień do oczu, eye-liner oraz porządna porcja mascary. Ubrała obcisłe dżinsy i szarą bluzkę z rękawami trzy czwarte, tak zszytą, że ukazywała całe obojczyki, z dekoltem o kształcie półksiężyca. Na koniec ubrała wiązane, czarne botki i czarną skórzaną ramoneskę. Wzięła jeszcze torebkę i wyszła z mieszkania. Sen już czekał w lśniącym, czarnym samochodzie. Otworzył przed nią drzwiczki i pomógł jej wejść.
- No, no, Śnie, postarałeś się. Ale naprawdę mogłam się przejść na nogach…
- To żaden problem – odpowiedział tylko. – Nie lubię, kiedy wieczorem sama wychodzisz.
Zmarszczyła brwi.
- A ja nie lubię, kiedy jesteś taki nadopiekuńczy.
- To dziwne, że się martwię?
- Nie, Śnie. To nienaturalne.
Pokręcił tylko głową, niezadowolony. Kiedy dotarli na miejsce pożegnali się i Lena weszła do baru. Od razu zauważyła Blankę, później Tomka, Jona, Anię i Fasolkę – Lena nie wiedziała skąd się wzięło to przezwisko, lecz z niewyjaśnionych przyczyn bardzo do niej pasowała. Uśmiechnęła się do wszystkich promiennie. Usiadła i zamówiła piwo.
Rozmawiali o głupotach – o zakupach, związkach, celebrytach, najnowszych filmach. Lena niemal się nie odzywała, chłonąc jak najwięcej tej nieprzydatnej niczemu wiedzy.
Człowiek musi wiedzieć o takich rzeczach – pomyślała.
Lena bez zainteresowania śledziła rozmowę. Mimo, że tematy poruszane przez przyjaciół nie były dla niej fascynujące, to cieszyła się, że może z nimi przebywać – chociaż tak bardzo do nich nie pasowała.
- Ziemia do Leny – usłyszała głos. Spojrzała na Tomka i zaczerwieniła się.
- Przepraszam, zamyśliłam się – wytłumaczyła się szybko.
- Planujemy wypad w góry. Chętna? – zapytał ponownie.
- Pomyślę o tym – obiecała, a on pokręcił głową.
- Więcej spontaniczności! – powiedział i uśmiechnął się szeroko. Odpowiedziała mu tym samym.
- Jeśli tylko będę miała czas…
- To świetnie! – ucieszyli się wszyscy.
Spędzili parę godzin w barze, a później pożegnali się i porozchodzili do domów. Blanka zaproponowała, że może odwieźć Lenę do mieszkania, jednak ona chciała się przespacerować. W nocy miasto miało dużo uroku, a Lena nie chciała tak szybko wracać do domu. Szła bocznymi uliczkami, okrężną drogą.
Od tak dawna pragnęła wieść normalne życie normalnego człowieka – a teraz nie mogła się dopasować. Czuła, że doświadczenia z przeszłości ciągną się za nią niczym nieustępliwy, mroczny cień. I nie myślała tylko o tamtym pobycie w krainie Śmierci – tylko o tym, że poznała inny świat, który nie powinien być jej znany.
Nie raz zastanawiała się, co by było gdyby… No właśnie, gdyby co? Lucyfer powiedział kiedyś, że jej rodzice zginęli. Nigdy za nimi nie tęskniła, miała przecież opiekuna, który starał się, by nie czuła tęsknoty. Nie miała pojęcia dlaczego zginęli, kim byli, ani dlaczego to właśnie Lucyfer ją przygarnął – wątpiła w to, że kiedykolwiek się dowie. Zresztą to nie tak, że chciała się dowiedzieć – dla niej ich nie było, nigdy nie istnieli. Leny nie ciekawił fakt, że trafiła akurat pod skrzydła Lucyfera. Zastanawiała się tylko, jak wyglądałoby jej życie, gdyby rodzice żyli, a ona byłaby z nimi. Czy byłaby zwykłą dziewczyną, tak beztroską jak jej znajome?
No i nie poznałaby Snu.
Takie jedno wydarzenie – śmierć rodziców – było impulsem, dla którego jej życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Im bardziej o tym myślała, tym bardziej straszne to jej się wydawało. Mogło być zupełnie inaczej, gdyby nie ten mały impuls.
- Pomocy! – usłyszała krzyk. Spojrzała w stronę, z której dochodził. W bocznej uliczce zauważyła dwie postacie – mężczyznę i kobietę. Kobieta, na oko w jej wieku, z trudem łapała powietrze, mając zaciśnięte na szyi palce mężczyzny. Nie myśląc Lena pobiegła w tamtą stronę.
- Puść ją! – krzyknęła. Mężczyzna popatrzył na nią z uśmiechem. Puścił kobietę, która również się uśmiechnęła – i dopiero teraz Lena zauważyła, że oboje nie wyglądają normalnie. Ich oczy lśniły, tak podobnie jak oczy Lucyfera, a skóra nagle zrobiła się blada, błoniasta, brzydka. Zęby obnażone w uśmiechu były zaostrzone.
Demony?
Lena zatrzymała się raptownie. Kiedy tamci zrobili krok w jej stronę odwróciła się i pobiegła z zamiarem ucieczki, jednak nim zdążyła wybiec na oświetloną ulicę z góry zleciał jeszcze jeden demon. Zamierzyła się na niego pięścią, jednak ten roześmiał się tylko, złapał jej dłoń i wykręcił, tak, że stała do niego tyłem. Krzyknęła, czując ból w ramieniu.
Zobaczyła, że pozostałe demony zbliżają się do niej. Szarpnęła się mocno, lecz w następnej chwili trzymający ją demon przytknął do jej ust i nosa dłoń, a później jej oczy zamknęły się. Straciła przytomność.
- Dobrze – rozległ się kobiecy głos w ciemności. Ktoś obserwował całe zajście. – Możecie ją zabrać.

            Śmierć poczuł niepokój – niewytłumaczalne uczucie podpełzło do niego, atakując jego myśli. Nie miał pojęcia co ono oznacza. Wstał od stołu, zostawiając niedojedzony posiłek, a w następnym momencie znalazł się w swojej sali tronowej. Zamknął oczy.
Może powinienem ją odwiedzić? – pomyślał, jednak od razu wybił sobie ten pomysł z głowy. Być może ona tego nie chciała, a ponad to… Bał się? Bał się słów, które mogła wypowiedzieć. Słowa tak bardzo potrafią ranić.
Nagle jego niepokój nasilił się jeszcze bardziej. Ktoś próbował wydrzeć się do jego krainy. Skupił się.
- Możesz wejść, Śnie – powiedział cicho. Wstał gwałtownie z tronu widząc przerażoną twarz brata.
- Śmierć… - wydyszał. – Lena zniknęła.
- Jak to zniknęła?
- W ogóle jej nie czuję. Widziałem ją dzisiaj popołudniu, a teraz… Jakby zniknęła ze świata. Pomyślałem, że może jest tutaj, dlatego przyszedłem. Nie mam pojęcia co mogło się stać…
Śmierć zrobił poważną minę.
- Przeszukaj jeszcze raz miejsca, w których mogłaby się ukryć. Sprawdź Lucyfera, może tam pojechała – Śmierć zamyślił się.
- O czym myślisz, bracie? – zapytał z niepokojem Sen.
- O niczym. Muszę sprawdzić jedno miejsce.
Rozpłynęli się w powietrzu w jednej chwili.

Lena leżała na zimnej posadzce. Czuła zawroty głowy, jakby zbyt długo kręciła się na karuzeli. Chłód był nieznośny, a stęchły zapach drażnił nos. Z trudem otworzyła oczy, lecz dookoła panował mrok. Przez chwilę nie wiedziała jak się tutaj znalazła, lecz później do jej głowy nadpłynęły wspomnienia i poczuła panikę.
Jedynym odgłosem, który udawało jej się wychwycić był jej własny, przyśpieszony ze strachu oddech. Wstała chwiejnie i niepewnie szła przez ciemność chcąc natknąć się na jakąś przeszkodę – zrobiła tylko parę kroków i natrafiła na ścianę. Przeszła dookoła pomieszczenia, mając za przewodnika ścianę i mogła określić, że to bardzo mały pokój, pozbawiony drzwi i jakiegokolwiek źródła światła. Strach ją paraliżował – nie wiedziała dlaczego tutaj jest i czy kiedykolwiek się stąd wydostanie. Do oczu napłynęły jej łzy, lecz powstrzymała je.
Zastanawiała się po co demony ją porwały – była pewna, że to nie była sprawka Lucyfera – na pewno nie wtrąciłby jej do lochu, nawet jeśli faktycznie jest na nią wściekły. Pozostawał Azazel. Tylko po co?
- Śnie? – wyszeptała drżącym głosem. – Śnie! – dodała głośniej, lecz na nic były jej prośby.
Usiadła pod ścianą, czując zawroty głowy. Nagle usłyszała cichy syk dochodzący z góry – bezskutecznie próbowała dopatrzyć co jest źródłem tego odgłosu. Zamknęła oczy, a po jej policzku poleciała łza.

            Śmierć stał naprzeciwko na pierwszy rzut oka opuszczonego, rażącego monumentalizmem pałacu. Po ziemi wokół jego stóp wirowała mgła. Po chwili spostrzegł błysk światła za jednym z rozbitych okien. Podążył ostrożnie w stronę wejścia, bacząc na swój każdy krok. Kiedy znalazł się bliżej drzwi, te rozwarły się same, ukazując pogrążone w półmroku, zdewastowane wnętrze. Czuł stęchliznę i nieokreślony odór, który kojarzył mu się z demonami. Lecz nie tropił demonów – tropił swoją siostrzenicę, był pewien, że gdzieś tutaj jest. Jednak czując obecność demonów zaczął się niepokoić.
- A więc trafiłeś. Zaczynałam się nudzić – usłyszał za sobą irytujący głos.
- Pożądanie –powiedział odwracając się. Zachował powagę, lecz w sercu wzbierał się mu gniew, chcąc wybuchnąć. – Gdzie jest Lena?
Ona zachichotała tylko i przeszła obok niego. Złapał jej ramię i pociągnął, tak, by zwróciła się do niego przodem. Jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, lecz oczy emanowały… złem.
- Puść mnie, bo możesz tego pożałować – powiedziała tylko. Posłuchał jej, lecz zaczął odczuwać panikę.
- Gdzie ona jest?
- Ktoś chce z tobą rozmawiać – powiedziała tylko. Poszedł za nią, po schodach. Znaleźli się w przestronnej sali. Śmierć zmarszczył brwi, kiedy zobaczył Azazela. Demon uśmiechnął się widząc gościa.
- Miałaś rację, Pożądanie. No, no, kto by pomyślał, że istnieje tak łatwy sposób na porozmawianie z twoim wujem.
- Do usług, Azazelu – odpowiedziała słodko Pożądanie. Śmierć zacisnął zęby.
- Co to ma znaczyć, demonie? – zapytał siląc się na spokój.
- Chcę z tobą pertraktować. W sprawie twojej części Piekła – obnażył zęby w uśmiechu.
- I po to kazałeś porwać dziewczynę?
- Owszem. Przecież tutaj przyszedłeś.
- Ty…
- Teraz powiem co się stanie. – przerwał mu ostro. – Oddasz mi swoją część Piekła.
- Dlaczego sądzisz, że tak postąpię? – w głosie Śmierci było słychać gniew, chociaż tak naprawdę czuł strach. Azazel na te słowa uśmiechnął się i skinął głową do demona stojącego przy ścianie, który na ten niemy rozkaz wyszedł z sali.
- Chodź za mną, Panie Śmierć – powiedział demon i poprowadził Śmierć do bocznego pomieszczenia.
Na jego środku stała szklana, wielka kostka. Wewnątrz niej, oparta o ścianę siedziała Lena. Jej twarz wyrażała przerażenie, a z nieobecnych oczu płynęły łzy.
- Nie widzi cię – oznajmił Azazel. – Sam zaprojektowałem tą… pułapkę. Wewnątrz tej klatki jest ciemno, tak ciemno, że dziewczyna pewnie zastanawia się czy nie oślepła.
- Wypuść ją – rozkazał cicho Śmierć, nie odrywając wzroku od dziewczyny.
- To nie koniec – Azazel nie zwracał uwagi na jego słowa. – Ta kostka była nieszczelna. Jednak od jakiejś minuty zamknęły się wszelkie otwory, przez które dostaje się jakiekolwiek powietrze. W zamian za to, do komory jest wpuszczony gaz, tak podobny do trujących oparów z Piekła.
Masz dwa wyjścia.
Albo oddasz mi Piekło i wypuszczę dziewczynę, albo – tutaj uśmiechnął się szeroko. – ona umrze. W ciemności i samotności, a jej jedynym towarzyszem będzie strach. Wtedy będziesz mógł zabrać jej duszę.
Nagle Lena drgnęła i złapała się za gardło. Zaczęła kaszleć i ciężko wciągać powietrze. Jej twarz zbladła.
- Czas płynie, Śmierć. Decyduj.
Półmrok w pokoju stał się niewytłumaczalnie wyczuwalny, niemal namacalny. Śmierć wciąż nie odrywał wzroku od Leny, która z minuty na minutę traciła szansę na przeżycie.
Jedyne co czuł to nienawiść.
- Kim ty jesteś demonie, żeby mi rozkazywać – powiedział cicho, ze spokojem. Azazel spojrzał na niego ze zdziwieniem, które przerodziło się we wściekłość. Chyba chciał coś powiedzieć, lecz Śmierć zgromił go wzrokiem. Jednocześnie na szkle otaczającym Lenę pojawiło się pęknięcie.
- Pamiętaj, gdzie twoje miejsce. Jesteś stworzoną przez ludzi istotą. Myślisz, że znasz moją moc? Myślisz, że dasz radę mnie pokonać? – z każdym jego słowem w pokoju robiło się duszniej, a pęknięcia na szybie powiększały się.
- Mógłbym cię zniszczyć jednym słowem. Mógłbym obrócić cię w proch.
Azazel nie mógł wykrztusić ani słowa. Demon obok niego nagle zniknął – to Śmierć sprawił, że rozpłynął się w powietrzu. W następnej chwili szklana cela Leny zbiła się na tysiąc kawałków, a Śmierć pojawił się przy niej, a następnie zniknęli nim wszystkie szklane odłamki upadły na posadzkę.  

            Pożądanie wtargnęła do sali.
- Ty głupcze! Mówiłeś, że ta pułapka jest odporna na jego moc! – jej czerwone usta wykrzywiły się w złowrogi grymas. Azazel spojrzał na nią z szałem.
- A ty mówiłaś, że odda mi Piekło w zamian za dziewczynę – warknął. Pożądanie zrobiła groźną minę, a w jej oczach błyszczała wściekłość.
- Wiem czego pożąda Śmierć – powiedziała przez zaciśnięte zęby i zbliżyła się do demona, który jakby skurczył się w sobie. Następnie przysunęła się jeszcze bliżej, tak, że jej usta znalazły się blisko jego ucha.
- Wiem, czego ty pożądasz – wyszeptała, a demon znieruchomiał. – Jeśli jeszcze raz mnie zawiedziesz… obiecuję, że cię zniszczę. Rozumiesz, przyjacielu? – zaakcentowała mocno ostatnie słowo.
Azazel nie wydawał się być zadowolony słysząc tą groźbę, lecz posłusznie skinął głową. Pożądanie odwróciła się i wyszła, kołysząc biodrami. Kiedy przeszła przez drzwi, zamiast znaleźć się na korytarzu ujrzała ruiny pałacu swej matki. Szybkim krokiem przeszła przez drzwi – za nimi czekała na nią Życie.
- Witaj matko – powiedziała i pocałowała ją w czerwony policzek pełen bruzd. – Niestety ona żyje. Ten idiota, Azazel zapomniał, że Śmierć jest taki silny.
- To dobrze – wychrypiała i odwróciła się od córki. Pożądanie otworzyła ze zdziwienia usta.
- Ale… Teraz nie damy rady zabić dziewczyny! On ją wziął do swego królestwa!
- Czy nie pojmujesz, córko?
- Masz plan? – Pożądanie uśmiechnęła się.
- Życie zawsze zwycięży śmierć. A śmierć zawsze niszczy życie. On ją kocha. To wystarczy, by go zniszczyć.

Zwykle zachmurzone niebo w sercu Życia rozjaśniło się – burzowe chmury odpłynęły w inne miejsce, mącąc inne serca.