Kochani Czytelnicy! Dla Leny nadszedł ważny moment - nie zdradzę jaki, w końcu zaraz się dowiecie, lecz od razu zadam Wam pytanie:
Co zrobilibyście na miejscu Leny?
Na odpowiedzi oraz opinie na temat rozdziału czekam w komentarzach, a oprócz tego czekają również dobre sny.
***
Lena leżała w białej, krótkiej sukience
na łące pełnej chabrów i maków. Podparła się na ramieniu w półleżącej pozycji i
spoglądała w stronę zbliżającego się powoli Snu. Wonny zapach nagrzanych
kwiatów pieścił jej nozdrza, lecz ona nie zwracała na to uwagi. W głowie miała
chaos. Jedna druga część tego mętliku w głowie szła właśnie ku niej, a
pozostała połowa była w tym momencie poza jej zasięgiem.
- Lena – Sen usiadł obok niej i zgarnął
dłonią włosy rozproszone po jej twarzy. Spojrzała na niego i nic nie
powiedziawszy zbliżyła usta do ust przyjaciela. Pocałowała go namiętnie,
zbliżając się coraz bardziej do niego, aż w końcu Sen przewrócił ją na plecy i
kontynuował z jeszcze większym zaangażowaniem pocałunek, jednocześnie
uchwyciwszy jej dłonie w stalowym uścisku ponad jej głową. Uśmiechnęła się,
kiedy jego usta zjechały niżej, tuż nad jej obojczyki. Przygryzł jej skórę i
zamruczał cicho.
- Mogłabyś mnie zawsze tak witać –
szepnął, owiewając jej ciało chłodnym oddechem. Wolną dłoń przeniósł pod jej
kolano i zaczął przesuwać ją do góry. Znowu odnalazł jej usta i jego język
rozpoczął dziki taniec.
Sen wiedział, że coś jest nie tak.
Lena poddawała się tym pieszczotom,
chociaż była nieco spięta. Jej ciałem owładną strach – w jego dotyku,
dotychczas tak niepowtarzalnym i pożądanym, coś się zmieniło. Musiała to
sprawdzić. Musiała sama się przekonać.
Poczuła rozpacz.
Kiedy Sen dotknął dłonią koronki pod
sukienką, jej ciałem wstrząsnął lekki dreszczyk. Oderwał się od jej ust i
patrząc w jej otwarte oczy powoli cofał rękę. Próbowała zachować zimną krew,
ale w głębi serca bała się, że zdoła ujrzeć coś w jej spojrzeniu, że
zobaczy tą niepewność i niezdecydowanie.
- Może jednak powiesz mi o co chodzi? –
zapytał z uśmiechem i uwolnił ją. Wstał i podciągnął ją do góry. Nie chciała na
niego patrzeć, lecz złapał palcami jej brodę i zmusił, by na niego spojrzała.
- Jesteśmy przyjaciółmi – przypomniał jej.
- Czy ta przyjaźń nie miała przerodzić
się w coś innego? – zapytała cicho. Sen spojrzał na nią pytająco. –Tyle, że ja
nie czuję tego.
- Czego nie czujesz?
- Pożądania. Kocham cię, ale jak
przyjaciela – odwróciła się od niego. Kiedy usłyszała jego wdzięczny śmiech,
zdezorientowana wbiła w niego wzrok.
- Lena, myślałem, że powiesz mi coś,
czego nie wiem.
- Jak to? – zapytała z oburzeniem. Nie
wiedziała co myśleć o jego dziwacznej reakcji. Sen uśmiechnął się szeroko.
- Nie wierzę, że czujesz się winną
swoich uczuć. To, że niegdyś mieliśmy jakieś plany… To nie znaczy, że musisz
dostosować swoje życie. Przecież uczucia się zmieniają.
- Ale od tak dawna miałam być z tobą!
Nie czujesz złości?! – krzyknęła ze zdenerwowaniem, lecz jej gniew tylko
spowodował większy uśmiech na twarzy przyjaciela.
- Myślisz, że jestem jakimś draniem bez
uczuć? – zapytał żartobliwie. – To mnie rani.
Na twarz Leny wstąpiła ulga. Mimo jego
wyjaśnienia i wykluczenia jednej z dwóch ścieżek, którą mogłaby podążyć, nadal
nie miała pojęcia czy wybierając drugą nie spotka znaku „koniec drogi”.
Lena
obudziła się w świetnym nastroju. Przy śniadaniu zaproponowała Śmierci, by
zrobili dzisiaj piknik. Usiedli na łące. Śmierć najwidoczniej postanowił nie
komentować wydarzeń z poprzedniego dnia, lecz Lenie wydawało się, że jest
nadzwyczaj pogodny.
Patrzyła na niego
uważnie, oceniając go. Jego twarz rozjaśniona uśmiechem była najbardziej
pociągającym obrazem jaki Lena mogła sobie wyobrazić – być może dlatego, że tak
rzadko się uśmiechał. Przy oczach pojawiły mu się zmarszczki, które dodawały mu
uroku i bardziej ludzkiego wyglądu. W jej umyśle zakiełkowało pytanie – co
takiego się stało, że Śmierć na ogół jest taki smutny, taki ponury.
- Coś się stało? –
zapytał, zaniepokojony jej nieobecnym wzrokiem. Wyrwała się z rozmyślań i zarumieniła.
- Nie, nic –
odpowiedziała gorączkowo i opuściła wzrok na złożone na kolanach ręce.
Przypomniała sobie podsłuchaną dawniej rozmowę Śmierci i Snu. To, jak Śmierć z
rozpaczą w głosie zapytał brata czy „ją” pamięta. Tajemnicza „ona”, czy raczej „jej”
los był zapewne odpowiedzią na jej pytanie, lecz bała się zapytać.
Śmierć patrzył na nią
badawczo, widząc, że nie jest całkiem szczera.
- Tak tu pięknie –
powiedziała rozglądając się dookoła. Wiatr poruszał liśćmi, które błyszczały w
świetle słońca. Ciepłe promienie muskały jej twarz, powodując mimowolnie
uśmiech.
- To dzięki tobie –
oznajmił cicho. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. – Odkąd tutaj jesteś na
niebie nie pojawiła się prawie żadna chmura. Cały krajobraz się zmienił – nie
zauważyłaś?
Dopiero kiedy to
powiedział zdała sobie z tego sprawę – przedtem nie pamiętała żeby było tu tak
słonecznie, tak porażająco. Nawet powietrze nie było takie ciężkie – chociaż
możliwe, że to przyzwyczajenie.
- Czyli wygląd tego
świata odzwierciedla to, jak się czujesz? Tak jak w tę deszczową noc? – palnęła
głupio, obserwując jak jego twarz kamienieje na moment. – Przepraszam –
powiedziała szybko. – Nie chciałam…
- Nic się nie stało,
Lena – wykrzywił usta. Wspomnienie tamtego bolesnego spotkania z Pożądaniem na
moment zaćmiło mu umysł, lecz kiedy tylko spojrzał na dziewczynę wszystko
odpłynęło. Ona zamilkła, zawstydzona.
- Ale teraz jest już
dobrze – wyszeptała cicho.
- Tak. Teraz tak –
potwierdził.
Zamilkli na parę minut.
- Lena, o co chciałaś
mnie zapytać?
Zaczerwieniła się
ponownie.
- Potrzebujesz czegoś?
– pokręciła szybko głową, chcąc się zapaść pod ziemię. – A więc, o co chodzi?
- Hmm. – próbowała
zebrać w sobie odwagę. – Ja… Zastanawiałam się nad czymś tylko.
- A konkretnie?
- Sen mi powiedział,
że… - zawahała się. – Że kiedyś byłeś inny. A po jakimś wydarzeniu zmieniłeś
się. Zastanawiałam się, co takiego się stało – dokończyła, nie patrząc na
niego. Każda sekunda oczekiwania na jego reakcję zmieniała się w wieczność.
- Straciłem kogoś, na
kim mi zależało – powiedział z prostotą. Lena zerknęła na niego i ujrzała ból
na jego twarzy.
- Przepraszam, nie
musisz nic więcej mówić.
- Dziękuję ci, Lena.
- Ale myślę również, że
nie powinieneś tego w sobie tłumić. Więc jeśli będziesz chciał mi o czymś
powiedzieć… - ściszyła głos – To po prostu mów. Jak będziesz gotowy.
- Będę o tym pamiętał.
Jego wzrok stał się
odległy. Widząc to Lena delikatnie położyła dłoń na jego dłoni. Drgnął i skupił
wzrok na niej – zaczerwieniła się i cofnęła rękę. Wpatrywał się w nią z
niemałym zaskoczeniem. Nie powiedział już ani słowa, ani dzisiaj, ani przez
następne dni, wciąż zastanawiając się nad jej niespodziewanym dotykiem. Chociaż
prawda była taka, iż jej unikał. Unikał rozmowy z nią.
W
końcu, pewnego dnia spotkał ją w bibliotece. Zabrakło mu refleksu by
dostatecznie szybko wyjść.
- Śmierć – zauważyła
go, odwracając wzrok od książki. Spojrzenie miała smutne i zatroskane.
- Lena.
Spuściła wzrok z jego
oczu.
- Jesteś na mnie zły za
moje słowa.
Zaczerpnął głośno
powietrza.
- Nie! Nie rozumiesz…
- Więc mi wytłumacz! –
krzyknęła ze złością. - Chcę wiedzieć dlaczego się nie odzywałeś!
Popatrzył na nią
wzrokiem winnego.
- Ja… Dawniej byłem dla
ciebie zły. A ty z taką łatwością mnie dotknęłaś – powiedział, a ona poczuła w
umyśle rozgrzany do białości pręt wściekłości.
- Nie mów tak! Mówiłam,
że to przeszłość. Sam wiesz, że to nie była twoja wina!
- A ja ci tłumaczyłem,
że to nie do końca prawda – odpowiedział zachowując spokój, co jeszcze bardziej
ją zdenerwowało.
- Och, wkurzasz mnie! –
walnęła ze zdenerwowania pięścią w stolik. Popatrzył na nią ze złością.
- Dziwi mnie, że tak
szybko zerwałaś z przeszłością.
- Wcale z nią nie
zerwałam! Ale wybaczyłam ci wszystko, pogodziłam się. A ty… Może również
powinieneś spróbować!
Jego twarz skamieniała.
Lena położyła dłoń na czole, przeklinając się w duchu.
- Znowu to zrobiłam. Ja
po prostu nie wiem co cię dręczy, ale nie potrafię wyobrazić sobie czegoś, z
czym nie mógłbyś się pogodzić. Owszem, przeszłość nas kształtuje, ale
powinieneś skupić się na tym, co jest teraz, i na tym, co będzie w przyszłości
– jej głos załamał się, widząc jego zrozpaczoną minę. – Chcę ci tylko pomóc...
Wstała z krzesła i
odwróciła się od niego, nie chcąc, by zobaczył jej zaszklony wzrok.
- Nadzieja –usłyszała i
spojrzała na niego przez ramię. – Tak nazywała się ta, którą kochałem.
- Śmierć… - zaczęła,
lecz uciszył ją gestem.
- To było tak bardzo
dawno temu. Była idealna. Odnajdowała piękno i dobro we wszystkich istotach.
Odnalazła je we mnie… Spędziłem z nią mnóstwo czasu. Wytłumaczyła mi, że nie
robię nic złego, bo przecież istoty, którym zabieram życie nie umierają tak
naprawdę. Dała mi siebie samą… Ale nie pasowaliśmy do siebie. Pożądanie to wykorzystała
i sprawiła, że ona… Że musiała odejść.
Zaczerpnął głośno
powietrza, jakby mówienie o tym sprawiało, że się dusi.
- A w rzeczywistości –
kontynuował – wykorzystała fakt, że moja istota wiąże się z zanikaniem nadziei.
A moja ukochana nie mogła tego wytrzymać. Chciałem ją mieć dla siebie,
Pożądanie sprawiła, że nie pozwoliłem, by odeszła nim będzie za późno. Ja
naprawdę ją kochałem… Ale nie pozwoliłem jej odejść. To ją zgubiło. Pożądanie
sprawiła, że obudził się we mnie ten egoistyczny instynkt, zrobiła to
specjalnie. Od tamtej pory… - załamał mu się głos i odwrócił się od Leny. – Po
prostu nie mogę…
Lena przeszła
bezszelestnie przez dzielącą ich odległość i nieśmiało objęła jego ramiona.
- Tak mi przykro,
Śmierć – szepnęła z bólem. Poluźniła uścisk, kiedy niespokojnie drgnął i odwrócił
się do niej.
- Dlaczego to robisz? –
zapytał, marszcząc brwi. Lena zmieszała się i zrobiło jej się gorąco. Był tak
blisko. Przysunęła się tak, że stykali się ciałem na całej długości. Wyciągnęła
dłoń i przytknęła ją do jego policzka.
- Nie chcesz, żebym to
robiła? – przymknął oczy, ale po chwili jego ciało napięło się i zrobił
zdecydowany krok w tył.
- Powinnaś się już
położyć. Jutro rano przyjdzie Sen – powiedział chłodno i odszedł, nawet na nią
nie patrząc. Zaczerwieniła się ze złości, zgrzytając zębami.
Kto powiedział, że druga droga będzie prostą
autostradą.