niedziela, 12 kwietnia 2015

XVI. Perspektywa

            W dniu dwudziestych drugich urodzin Leny Śmierć i Sen postanowili urządzić dla niej małe przyjęcie w Śnieniu. Śmierć obudził się bardzo wcześnie – pogładził śpiącą Lenę po plecach, na których igrały nieśmiało płomyki słońca wkradającego się przez okno. Zarumieniony delikatnie policzek wspierała na jego torsie, tak, że czuł na skórze jej głęboki oddech. Starając się zachowywać jak najciszej, Śmierć delikatnie ułożył ją na poduszce, odgarnął jej splątane włosy z czoła i złożył na nim delikatny pocałunek. Usta dziewczyny uniosły się w uśmiechu, lecz nie obudziła się – Śmierć wiedział, że to sprawka Snu. Chciał, żeby wstała wypoczęta, dlatego jego brat obdarzył ją najsłodszymi snami jakie tylko mógł stworzyć.
            Chwilę później był już w Śnieniu. Jego brat naprawdę się postarał – chociaż przewidywali, że na przyjęciu nie pojawi się dużo osób, to wielka sala była urządzona z przepychem, udrapowana jasnym, lawendowym materiałem. Olbrzymie lustra na ścianach tylko podkreślały jej monumentalizm. W Sali krzątało się wiele stworzeń snu, lecz swego brata nie dostrzegł. Skierował swój wzrok na młodego mężczyznę o hebanowych włosach zaczesanych do tyłu.
- Cauchemar – zawołał go. Koszmar podszedł do niego, w uśmiechu ukazując zaostrzone, małe zęby.
- Witaj, panie Śmierć – skłonił się nisko. Jego szmaragdowy frak błyszczał w ogniu świec.
- Gdzie twój pan?
- Na górze. Przygotowuje prezent dla panienki Leny.
Śmierć skinął mu głową i odszukał Sen. Pochylał się nad biurkiem, a wokół jego palców unosiła się błyszcząca, srebrna mgła.
- Łapacz Snów? – zapytał Śmierć podchodząc bliżej.
- Daj mi jeszcze moment – powiedział ze skupieniem Sen. Na biurku leżał mały przedmiot wykonany ze srebra. Wokół niego kłębiła się magia Snu, tworząc w okręgu delikatną, srebrzystą siateczkę, a na jego obrzeżach miniaturowe piórka, wykonane z taką precyzją, iż wydawały się być prawdziwe, zgubione przez srebrnego ptaka. Cała przywieszka była wielkości małego kciuka.
- Skończyłem – oznajmił z satysfakcją. – Odpowiadając na twoje pytanie – i tak i nie. Ten Łapacz gromadzi wszystkie najlepsze wspomnienia, a poza tym dzięki niemu będzie mogła w każdej sytuacji przybyć do mojego królestwa.
- Dobry prezent – stwierdził z uznaniem Śmierć. – Widzę, że zmobilizowałeś całe swoje królestwo do przygotowań. Dziękuję.
- Chcę, żeby była zadowolona – Sen uśmiechnął się do brata. – A ty? Jaki masz dla niej prezent?
Wydawało mu się, że Śmierć delikatnie się zarumienił.
- Nic wielkiego. To jest… - wyciągnął z kieszeni błyszczące, czarne pudełeczko i otworzył je. Sen spojrzał na jego zawartość i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Czy naprawdę ją kochasz?
- Tak, Śnie, kocham ją.
- Jeśli tak, to zapewne wiesz o co chcę się ciebie zapytać. – Musiał z nim poruszyć pewną kwestię, kwestię, która dręczyła Sen od niefortunnego „wypadku” Śmierci.
- Wiem. Wierz mi, że sam mam pewne wątpliwości do tego, czy powinienem z nią być. To znaczy chcę z nią być, ale boję się, że coś może jej się stać. Mam wielu wrogów. Wciąż pamiętam, jak Azazel rozkazał ją porwać. I nadal myślę, że to Życie była jego zleceniodawcą.
- Właśnie. Nie obawiasz się, że twoi... wrogowie będą mieli teraz na ciebie sposób? Co zrobisz, kiedy zrobią Lenie coś złego?
Spojrzał na Sen pewnie, a w jego oczach zabłysnął gniew.
- Nigdy. Nigdy na to nie pozwolę. Nie tkną jej, nie dopóki będę ją chronić.
- Nie wątpię w to, że potrafisz ją ochronić. Obawiam się tylko, że Pożądanie może wymyślić sposób, by obejść twoją ochronę.
- Śnie, ja to rozumiem. Nie musisz szczepić we mnie tego ziarna niepewności i strachu.
- Źle mnie zrozumiałeś. Chciałbym, byś powiedział o tym Lenie. Być może się tego domyśla, jest świadoma niebezpieczeństwa, ale wolałbym, byś jej to powiedział.
- Powiem jej o tym. Chociaż przewiduje jej odpowiedź. Jedno mnie tylko martwi.
- Co takiego?
Śmierć spuścił wzrok.
- Czy ja... Czy nie zachowuję się jak egoista? Pozwalając na to, by miała ze mną jakikolwiek kontakt wystawiam ją na niebezpieczeństwo.
- Nie mów tak. Oboje będziemy ją chronić, nie jesteś sam. Ona cię kocha i jeśli teraz zdecydujesz się z nią związać, to nawet nie waż się zmieniać swojego zdania. Jeśli ją opuścisz, obiecuję, że zapłacisz mi za to. Przepraszam, że brzmi to jak groźba – uśmiechnął się lekko.
- Nie masz pojęcia, jak wiele znaczą dla mnie twoje słowa – Śmierć odwrócił się od niego.
- Budzi się. Wracaj już – przyjęcie będzie gotowe i bez twojej pomocy.
Śmierć znalazł się w swojej sypialni w momencie, gdy Lena otworzyła oczy. Przysiadł na łożu i musnął palcami jej policzek.
- Dzień dobry – powiedział uśmiechając się do niej.
- Która godzina? – zapytała, przeciągając się i ziewając.
- Dziewiąta – odpowiedział.
- Jeszcze wcześnie – zaczęła marudzić. Wyciągnęła dłoń  w jego stronę. – Chodź do mnie.
Przyciągnęła go do siebie, tak, że leżeli przodem do siebie, stykając się niemal czołami.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin – powiedział.
- Dziękuję – musnęła jego usta pocałunkiem i przytknęła palce do jego chłodnego policzka. Przekręcił się na górę i pocałował jej słodkie usta. Jęknęła cicho, łapiąc jego włosy i nie pozwalając uciec. Ich pocałunek został jednak przerwany przez głośny odgłos wydobywający się z brzucha Leny. Roześmiała się dźwięcznie.
 - Chyba muszę coś zjeść – powiedziała, rumieniąc się delikatnie. Chciała wstać, lecz Śmierć popchnął ją z powrotem na poduszki.
- Poczekaj – poprosił i chwilę później wrócił do pokoju z tacą, na której spoczywały tosty, dżem i szklanka soku. Dziewczyna usiadła na łóżku.
- Mogłabym obchodzić urodziny codziennie – stwierdziła smarując grzankę słodkim dżemem.
- Jeśli chcesz, mogę przynosić ci śniadanie do łóżka każdego dnia.
- Nie, lepiej nie – uśmiechnęła się. – Wtedy to straci cały urok.
            Po południu Lena wykąpała się, zrobiła sobie wieczorowy makijaż i założyła szarą suknię z matowego materiału. Góra sukni była dopasowana do ciała, z półokrągłym dekoltem, zarówno z przodu jak i z tyłu. Jej dół rozszerzał się, a z tyłu, parę centymetrów za nią ciągnął się tiul. Zdecydowała się na ciemniejszą kreację, ponieważ wydawało jej się, że wtedy bardziej pasuje do Śmierci. Włosy uwięziła w wytwornym upięciu. Na koniec ubrała ciemne, prawie przezroczyste rękawiczki sięgające połowy ramion.
            Zeszła na dół, gdzie czekał na nią Śmierć – zauważyła, jak nabrał głęboko powietrza, kiedy ją ujrzał. Uśmiechnęła się do niego gdy wziął ją pod rękę.
- Wyglądasz oszałamiająco – stwierdził całując jej policzek. On sam zresztą nie wyglądał gorzej – wybrał czarny smoking i białą jak śnieg koszulę, całość wieńcząc wytworną muszką.
- Idziemy? – zapytała tylko, a w następnej chwili znajdowali się w przestronnym hallu zamku Snu.
            Goście przywitali ją z radością – zauważyła dobrze jej znane sny, w tym piękną Revasserie, która na powitanie pocałowała ją w policzek. Ujrzała Bastet i Anubisa – pomachała im wesoło. Prócz nich, z niemałym zdziwieniem ujrzała Hell, patrzącą nieco zawistnym wzrokiem, a także paru japońskich bogów wiśni, których miała przyjemność kiedyś poznać. Największym zdziwieniem było ujrzeć jednego z bezimiennych demonów, o którym wiedziała tylko tyle, że należał do Legionu – najwyraźniej nie był zadowolony z miejsca, w którym się znalazł, lecz założyła się, że to jego pan kazał mu przybyć.
Sen podszedł do niej i z radością uściskał.
- Wszystkiego najlepszego Lena! – powiedział z uśmiechem i pocałował ją w policzek.
Brakowało tu tylko jej przyjaciół ludzi.
            W jadalni czekał na nią ogromny tort. Pomyślała życzenie z uśmiechem na twarzy i zdmuchnęła wszystkie świeczki. Rozległy się brawa – wyglądało to tak zabawnie, bo każda z obecnych istot o wieki przewyższała ją wiekiem, może tylko prócz jakiegoś młodszego senku.
- O czym pomyślałaś? – zapytał Śmierć, kiedy usiadła obok niego.
- Przecież wiesz, że nie mogę ci tego zdradzić – nie był usatysfakcjonowany tą odpowiedzią, chociaż uśmiechnął się. Skąd miał wiedzieć, że to, o co ją dzisiaj poprosi jest również jej marzeniem.
            Obok tortu zaczęła piętrzyć się mała górka prezentów. Kiedy obecni złożyli Lenie życzenia podszedł do niej Sen i poprosił o rozmowę w cztery oczy. Wyszła z nim do jednej z bawialni.
- Lena, czy jesteś szczęśliwa?
Roześmiała się uroczo.
- Gdyby szczęśliwość można było zważyć, a statystyczna waga szczęścia wahałaby się w gramach, to moje szczęście trzeba by zważyć w tonach. Mam Śmierć, no i mam najlepszego przyjaciela na wszystkich światach, ciebie. Czy ktoś może być szczęśliwszy ode mnie?
Przytulił ją do siebie. Później wyjął zza pazuchy mały, aksamitny woreczek i podał jej do ręki. Lena wyjęła z niego przywieszkę zawieszoną na srebrnym łańcuszku.
- To Łapacz Snów – wyjaśnił. – Możesz tutaj przechowywać swoje najlepsze wspomnienia. A jeśli coś się będzie działo, po prostu złap go w dłoń i pomyśl, że chciałabyś przybyć do mojego królestwa – od razu przeniesie cię do mnie. Pomyślałem, że może ci się przydać… - zawahał się, lecz nie powiedział nic więcej.
- Dziękuję Śnie – powiedziała cicho. – Jest piękny.
Lena podała mu misterny łańcuszek i poprosiła, by pomógł jej go założyć. Stanęła tyłem do niego i odchyliła szyję na bok – Sen zgarnął jej włosy na jeden bok i delikatnie muskając jej skórę opuszkami palców zapiął zapinkę. Później odwróciła się do niego i pocałowała w policzek.
- Zawsze będę cię kochać, Śnie – obiecała. Zobaczyła w jego oczach łzy, lecz wiedziała, że są to łzy szczęścia.
- Lena – zza Snu dobiegł ją głos Śmierci. Przyjaciel chciał odejść, lecz Śmierć powiedział, by został. Śmierć chciał najpierw powiedzieć Lenie o tym, jak wielkie niebezpieczeństwo na nią czyha ze strony jego siostry i jej córek, ze strony Azazela i innych, którzy pożądają jego mocy. A kiedy Śmierć wyjaśnił Lenie całą sytuację, ona znowu go zadziwiła swoją odpowiedzią.
- Czy wiedząc to wszystko, nadal pragniesz ze mną pozostać? – zapytał z powagą.
- Ufam ci. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz, ani nie pozwolisz na to nikomu innemu. Chcę być przy tobie, nigdzie indziej, rozumiesz?
Skinął głową, czując szczęście i miłość. Podszedł do niej bliżej i przyklęknął na jedno kolano, uważnie obserwując reakcję Leny. W ręku trzymał czarne, kryształowe pudełeczko. Lena otworzyła usta ze zdziwienia.
- Jeśli… Jeśli twoje słowa są prawdziwe… - zaczął z niepewnością. – Kocham cię, Lena. I chcę, byś była moją towarzyszką, moją królową.
Ujął delikatnie jej dłoń i powolnym ruchem włożył na jej palec piękny pierścionek z białego złota, pośrodku którego błyszczał czarny kryształ o kształcie rombu – sam Śmierć go stworzył, był niepowtarzalny. Sam kryształ był obramowany maleńkimi, białymi diamencikami, które skrzyły się w świetle świec. Wstał powoli, nadal trzymając jej dłoń i czekając na jej słowa.
- Ja też cię kocham, Śmierć – powiedziała cicho wpatrując się szklistym wzrokiem w założony na jej palec dowód miłości. Później przeniosła wzrok na jego oczy, dwa czarne kryształy tak bardzo podobne do tego na jej palcu i objęła jego szyję, pozwalając mu się pocałować. Czuła jak jego usta rozszerzają się w uśmiechu i teraz już była pewna swego szczęścia.
Przypomniała sobie swoje życzenie. „Żeby nikt nie mógł rozdzielić naszej trójki”. I wiedziała, że żadna siła tego nie zrobi.
Perspektywa to bardzo ważne pojęcie. Jest zależna od tego, w którym miejscu stoimy. Dlatego też trzeba o niej pamiętać i nie lekceważyć jej. To, co z pewnej perspektywy wydaje się pewne i niezniszczalne, z innej może być równie liche jak porcelana, której wystarczy lekkie stłuczenie, by rozpadła się na kawałki.
Pożądanie wiedziała, że nie dostanie się do Leny. Ona i Życie mogły tylko z niecierpliwością czekać.

                                                                            ***

Dziękuję za tak ogromną liczbę wyświetleń - gdyby nie to i Wasze komentarze z pewnością nie miałabym motywacji do dodawania nowych rozdziałów. 
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Co o nim sądzicie? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy Leny i Śmierci?
Jak zawsze proszę o komentowanie - inaczej nie będę wiedziała czy piszę dobrze, czy źle :) 

Muzyka, która mnie inspirowała do napisania tego rozdziału:

Marianelli "Stars and Butterflies"



środa, 8 kwietnia 2015

XV. Uwieść Śmierć

Parę pełnych chłodu i napięcia dni później Sen zapowiedział swoją wizytę. Lena wyszła w towarzystwie Śmierci przed zamek, by go przywitać. Atmosfera między nimi była dosyć napięta. Kiedy przybył Sen od razu wyczuł, że coś jest nie tak.
- Lena – przytulił ją krótko, by następnie podać swojemu bratu dłoń. – Śmierć. Miło was widzieć.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad ich dziwnym zachowaniem. Postanowili wspólnie, by wybrać się na spacer na plażę. Plaża znajdowała się dosyć daleko, lecz marsz minął szybko – chociaż wszyscy byli małomówni, a dokładniej tylko Sen próbował podtrzymywać rozmowę. Nad morzem Śmierć odłączył się od nich, dzięki czemu mogli porozmawiać w cztery oczy.
- Co się między wami wydarzyło, Lena?
- Nic.
- Przecież widzę.
- Opowiedział mi o Nadziei, a później… -  zaczerwieniła się. – A później coś mu odbiło i po prostu… nie wiem o co mu chodzi.
Popatrzyła na odległą sylwetkę Śmierci. Wpatrywał się w linię łączącą błękitne morze z lekko zachmurzonym niebem.
- Mogę ci zadać osobiste pytanie? – zapytał wprost. Skinęła z wahaniem głową.
- Czujesz coś do niego?
Zrzedła jej mina i oczywiście oblała się rumieńcem.
- Śnie! O czym ty… - chciała zaprotestować, lecz jego sroga mina sprawiła, że głos utknął jej w gardle. Uśmiechnęła się delikatnie i ponownie spojrzała na Śmierć.
- Tak.
- W takim razie nie pozwól, by zamknął się w sobie. Przez ostatnie miesiące był taki szczęśliwy. Nie do poznania. Ale kiedy dzisiaj go zobaczyłem… Będę szczery, nie wyglądał najlepiej.
- Ale co ja mogę zrobić? On ciągle… Ciągle rozpamiętuje to co mi zrobił. Nie wierzy mi, że ja już o tym zapomniałam. Jest taki cholernie uparty, jakby przyrzekł sobie, że już nigdy mnie nie tknie, a ja…
- Nie pozwól mu na to. Chyba nie powiesz mi, że nie dasz rady przekonać go do swojej racji? Kobiety mają takie zdolności, a ty to już na pewno.
- Czyli jesteś za?
- Jak najbardziej. Jeśli tylko ty tego chcesz.
Zrobiła smutną minę.
- Nie jesteś zły? Wiesz, że to nie tak miało być.
- Lena, nic nie dzieje się bez powodu. A ja i tak zawszę cię będę kochać, to pozostanie niezmienne. Jesteś moją przyjaciółką – jego uśmiech ją zupełnie uspokoił.

Przez następne dni Lena układała w głowie plan. Śmierć nadal jej unikał – spotykali się jedynie przy posiłkach, czasami natknęli się na siebie na korytarzu, lecz mężczyzna bardzo skrupulatnie ograniczał ich kontakt, powodując, że Lena czuła coraz większą wściekłość.
Tego wieczoru brała długą kąpiel. Za niedługo miała zejść na kolację – chociaż wcale nie była głodna. Przez chwilę rozważała zostanie w swoim pokoju, jednak w głowie zapaliła jej się mała żaróweczka.
Wyszła z wanny. Pachniała wonnymi olejkami, które pod wpływem gorąca wody otuliły ją swym zapachem niczym jedwabna suknia ciało. Powoli podeszła do lustra.
Jej skóra lśniła, jakby zroszona złotymi drobinkami. Wilgotne włosy ukryły piersi. Podniosła dłoń i przyłożyła ją do szyi, pod palcami czuła szybkie drgania, spowodowane gorącą kąpielą. Na twarzy miała delikatne rumieńce, a zielone oczy stały się głębokie niczym dwie studnie. Płomienie świec tańczyły na złotej skórze, powodując, że Lena wyglądała jak nieziemska istota, bogini.
Tak, to dobry plan. Nie pozwoli na to, by Śmierć ją ignorował. Sprawi, że będzie na nią patrzył. Nie, nie musi z nią rozmawiać - Dzisiaj wiedziała czego pragnie. Nie miała wątpliwości jak przez minione trzy lata. Nareszcie wiedziała kim jest. W tej chwili nie myślała o nikim innym. Skupiła się na sobie, pewnie unosząc głowę.
Nie spuszczaj wzroku – pomyślała i wbiła spojrzenie w bliźniacze odbicie. Później odwróciła się i obojętnie przeszła obok przygotowanego stroju. W zamian za to nałożyła na siebie cienki, jedwabny szlafrok, tak długi, że ciągnął się po ziemi. Na jego bladozielonym materiale błyszczały płomienie.
Wyszła ze swojej komnaty i, zamiast skierować się do jadalni poszła do pokoju, w którym ostatnio była podczas gdy ratowała Śmierć. Otworzyła drzwi i stanęła pośrodku pomieszczenia. Czekała spokojnie oddychając.

Śmierć siedział przy stole, oczekując jej przybycia. W końcu, zaniepokojony sprawdził jej komnaty. Czuł, że nie opuściła zamku. Delikatny, pieszczący nos zapach kazał mu iść za sobą i doprowadził do jego sypialni. Otworzył drzwi i zamarł.
Lena stała odwrócona tyłem do niego. Może usłyszała jego przybycie, lecz nie dała po sobie tego poznać. Ciemność w pokoju rozjaśniały zapalone świece. Śmierć poczuł chęć odwrócenia się i odejścia, lecz gdy tylko zrobił krok w tył odezwała się.
- Zostań tutaj – ton jej głosu był władczy, nie znoszący sprzeciwu. Zamknął za sobą drzwi, lecz nadal pozostał blisko nich.
- Pamiętasz naszą rozmowę w dzień, w którym stąd odeszłam? – zapytała.
- Tak.
- A czy pamiętasz co powiedziałam na końcu? Szepnęłam tylko i przez cały czas byłam niepewna tego, że usłyszałeś moje słowa.
- Pamiętam je, Lena.
Odwróciła głowę tak, że mógł ujrzeć jej profil.
- Co powiedziałam?
- Powiedziałaś – „nie jest złym pożądać, warto jednak łączyć pożądanie z miłością. Nie inaczej"
Odwróciła się powoli do niego. Szlafrok był luźno zawiązany, ukazując głęboki dekolt ciągnący się niemal do jej pasa. W jej oczach tańczył ogień świec.
- Podejdź do mnie – powiedziała. Pierwszy raz była pewna tego, co miało nastąpić. Nie czuła ani grama strachu. Nie posłuchał jej od razu.
- Lena, nie rób czegoś...
- Dzisiaj patrzę tylko na to, czego chcę.
Podszedł do niej, stając na wyciągnięcie ręki. Pewnym ruchem przyłożyła mu do policzka dłoń, a on wtulił się w nią, jakby była to najcudowniejsza pieszczota. Zrobiła krok naprzód, tak, że ich ciała zetknęły się i przeszył je przyjemny dreszczyk. Cały czas patrząc mu w oczy zjechała z policzka na jego tors i zwinnymi palcami rozpięła mu koszulę. Pomogła mu ją ściągnąć, po czym rozpięła jego pas w spodniach. Następnie pozwoliła, by aksamitne okrycie zsunęło się z niej, by odkryło jej ciało.
Nie spuszczając swych oczu z jego zbliżyła do niego usta i delikatnie je rozwarła.
- Śmierć – szepnęła, otulając go słodkim oddechem. – Kocham cię.
A później go pocałowała, wplatając palce w jego włosy. Czuł jej słodycz i przymknął oczy, w głowie dudniły mu te dwa słowa, które tak wiele znaczą. Pierwszy raz od wieków dano mu poczuć najwspanialsze uczucie, które niegdyś mu towarzyszyło. Nadzieję.
Objął dłońmi jej talię, przyciągając ją jeszcze bliżej. Poprowadziła go do łóżka i odepchnęła go, tak by się położył na plecach, po czym usiadła na nim i ich usta ponownie się złączyły. Z głębi jej gardła wyszedł cichy pomruk, kiedy pomogła mu się rozebrać do końca, nie przerywając pocałunku. Teraz Śmierć siedział, mając nad sobą Lenę, patrząc jej głęboko w oczy, próbując odczytać w nich jej uczucia. Nie było w tym spojrzeniu strachu.
Lena zaczęła poruszać powoli biodrami, usta miała zetknięte z jego szyją, palce wplotła mu we włosy. Głęboki oddech owiewał mu skórę. Odchyliła głowę do tyłu, a jej ruchy stały się nieco szybsze. Śmierć muskał ustami wgłębienie między jej wyraźnie zarysowanymi obojczykami, przymknął oczy czując falę przyjemności, która tak niespodziewanie go zaatakowała.
Jej zmysłowe ruchy doprowadzały Śmierć do szaleństwa, a tylko Lena wiedziała, że jej działanie jest w pełni zamierzone. Pragnęła, by czuł to co ona, by ich ciała były jednym, a jej rozkosz była również jego rozkoszą. Ta myśl potwierdziła tylko prawdziwość jej wyznania uczucia do Śmierci – nie kochając go nie zależałoby jej na tym, by razem z nią odczuwał przyjemność. To właśnie jest miłość – kiedy dbając o swoje potrzeby jednocześnie, zupełnie podświadomie dba się o potrzeby tej drugiej osoby. Miłość to postrzeganie siebie nie jako pojedynczą istotę, lecz postrzeganie siebie jako dwuelementową układankę, która osobno nie przedstawia niczego, a po złączeniu ukazuje to, kim jesteśmy.
A najpiękniejszym momentem układanki jest ta chwila, w której oba elementy wybuchają, jednocześnie, ze zdwojoną siłą.
Lena czując przypływ rozkoszy, czując, że nadchodzi ten finalny moment wygięła ciało w łuk i jęknęła z oczekiwaniem. Wiedziała, że Śmierć również wchodzi na szczyt, bo zaczął odpowiadać na jej ruchy. Na jej biodrach zacisnęły się jego dłonie, przyciągając ją jeszcze bardziej do swojego ciała. Taniec rozkoszy trwał jeszcze przez chwilę, by następnie oba ciała zadrżały i znieruchomiały, wybuchając, chcąc by ten moment trwał wiecznie.
Śmierć i Lena „wybuchali” tej nocy jeszcze wiele razy, a później, kiedy słońce delikatnie rozjaśniło niebo zasnęli w swoich objęciach, zmęczeni, radośni i spełnieni.
Objęcia Śmierci były troskliwe i delikatne, Lena natomiast z całkowitym zaufaniem pozwoliła, by przytulał ją do siebie. Kiedy Lena się obudziła leżała na jego torsie, przytulając policzek do jego piersi. Jego ręka spoczywała na jej lewej piersi, jakby czucie jej serca było dla niego pieszczotą. Palcami rysowała na jego skórze kółka, nieświadoma, że on również się obudził i, spod półprzymkniętych pod wpływem jej dotyku powiek, obserwuje ją.  
- Mógłbym tutaj leżeć w nieskończoność – mruknął cicho. Usłyszawszy jego głos dziewczyna drgnęła i spojrzała na niego z uśmiechem.
- Nigdzie mi się nie śpieszy – odpowiedziała i podciągnęła się tak, by jej twarz znalazła się na wysokości jego. Jej włosy otuliły jego twarz, kiedy musnęła ustami jego policzek, a następnie położyła głowę stykając nos z jego szyją i wdychając jego zapach.
- Nareszcie – powiedziała z satysfakcją.
- Co nareszcie?
- Nareszcie przestałeś zachowywać się jak…
- Czy ty chciałaś mnie obrazić? – zapytał gniewnie.
- Nie, stwierdziłam tylko fakt. – zachichotała i pogładziła go po policzku palcami.
 Śmierć, zamiast rozluźnić się, to znieruchomiał.
- Coś się stało? – zapytała ze zdziwieniem.
- Wydaję mi się, że mamy gościa – odpowiedział. Lena spojrzała na niego z zapytaniem.
- To Lucyfer.
Napięła mięśnie słysząc to imię, które przez ostatnie lata próbowała zapomnieć. Czuła urazę, której nie w sposób było się pozbyć. Śmierć zaczął masować jej ramię.
- Jeśli nie chcesz do niego wychodzić, to zostań tutaj. Pozbędę się go i wrócę.
Pokręciła tylko głową i westchnęła.
- To najłatwiejsze wyjście, ale nie oznacza wcale, że najlepsze. Chodźmy.
Ubrali się i zeszli na dół. Lena podążała parę kroków za Śmiercią, lecz zmniejszył ten dystans tak, że szli ramię w ramię. Kiedy Lena ujrzała Lucyfera miała ochotę wycofać się, lecz nie zrobiła tego. Przyjrzała się mężczyźnie, który z szaleńczym błyskiem w oczach wbijał w nią spojrzenie.
- Nie spodziewałem się twojej wizyty, Lucyferze – powiedział Śmierć, lecz demon nawet na niego nie spojrzał.
- Lucyferze? – Śmierć najwidoczniej oczekiwał odpowiedzi.
- Chcę porozmawiać z Leną.
Lena drgnęła i popatrzyła na Śmierć wzrokiem pełnym obawy. Ten natomiast położył jej dłoń na ramieniu, co nie uszło uwadze Lucyferowi.
- Lena, mam was zostawić?
- Nie! – zarumieniła się, orientując się jak gwałtownie zareagowała. – To znaczy... Tak.
- Będę na dworze – odpowiedział jej i wyszedł. Nastała krępująca cisza. Mężczyzna chciał podejść do niej, lecz cofnęła się o krok, powodując, że znieruchomiał. Uśmiechnął się blado.
- Dlaczego się nie odezwałaś do mnie? Po tym, jak stąd odeszłaś.
- Naprawdę nie wiesz? – zapytała, czując złość. – Jesteś bezczelny.
- Dobrze wiesz, że musiałem to zrobić. Powinnaś była wrócić do mnie, kiedy się stąd wydostałaś.
- Jeżeli dobrze pamiętam sam zrzekłeś się wszystkich praw do mnie – przerwała mu ostro.
- Wróć do mojego domu.
- Nie. Teraz mieszkam tutaj.
- A więc to tak. Skrzywdził cię, a mimo wszystko pragniesz tu pozostać.
- Gdyby nie ty nie doszłoby do tego – przypomniała mu.
- Myślisz, że to miłość? Że on cię kocha? Chce się z tobą pieprzyć, tylko do tego jesteś mu potrzebna.
Stłumiła chęć uderzenia go i zacisnęła na chwilę zęby.
- To nie jest twoja sprawa. Trzy lata temu miałeś inne priorytety, a teraz nagle ci się odmieniło?
Śmierć wyczuł, że sprawy przybierają niebezpieczny obrót, bo wrócił do sali w momencie, kiedy Lucyfer ze złością jej odpowiadał.
- Pamiętaj do kogo mówisz.
- Nie życzę sobie, byś się do niej tak odzywał – powiedział Śmierć, stając między nimi. – Jeśli Lena nie chce wrócić do ciebie powinieneś uszanować jej decyzję.
- Chcę, żebyś mi ją oddał. Możemy zerwać umowę, tylko chcę, by jeszcze dziś wróciła ze mną do domu.
Lena zaczerpnęła głośno powietrza, przeżywając swoiste deja vu.
- Lena sama podjęła decyzję.
- Tamtym razem jakoś ci to nie przeszkadzało, Śmierć!
Śmierć znieruchomiał, a jego spojrzenie stało się lodowato groźne. Lucyfer wyglądał, jakby stracił zmysły.
- Popełniłem straszny błąd. Ale dopóki Lena chce tutaj zostać, będzie mogła być mieszkanką mojej krainy. Co więcej, nie pozwolę, by ktokolwiek zrobił jej krzywdę, ba, nawet sprawił jej przykrość. Dlatego muszę cię poprosić, byś odszedł. Umowa nadal obowiązuje, lecz jeżeli zostaniesz tutaj dłużej, będę musiał się poważnie zastanowić, czy jej nie zerwać.
- Do czego ona jest ci potrzebna? Mogę ci dać tysiąc dziwek, efekt będzie ten sam.
Nagle Lucyfer uniósł się w powietrze i uderzył o drzwi. Osunął się na posadzkę. Lena poczuła, jak w oczach wzbierają się jej łzy.
- Nie pozwolę, byś się tak do mnie zwracał, ani do mnie, ani do Leny. Pamiętaj, że to ja jestem silniejszy, a ty jesteś w moim domu. Poważnie naruszyłeś zasady, lecz ze względu na przyjaźń, jaka nas łączyła postanawiam dać ci ostatnią szansę i pozwolić ci odejść.
Demon podniósł się z trudem i rozpłynął w powietrzu. Śmierć zauważył, że po policzkach dziewczyny spływają łzy.
- Jesteś smutna.
- Nie – odwróciła głowę na bok. – Po prostu nie spodziewałam się po nim takich słów. Nie wiedziałam, że tak zareaguję. A w dodatku ty... Broniłeś mnie i w ogóle. Dziękuję.
- Zrobiłem to, co zrobiłem, bo cię kocham. Nie sądziłem, że po odejściu Nadziei kiedykolwiek wypowiem do kogoś te słowa, ale teraz mówię je tak lekko, tak łatwo, jakby były najoczywistszą rzeczą na świecie. Kocham cię. – uklęknął przed nią, łapiąc jej dłonie i przysuwając je do swoich ust. – Nareszcie odnalazłem sens mojego istnienia, środek Wszechświata, a jesteś nim właśnie ty.
Zarumieniła się słysząc te słowa, lecz jednocześnie poczuła ulgę i szczęście.
- Więc jesteśmy razem – stwierdziła, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Tak.
- Trzeba to uczcić – zaśmiała się i spojrzała na Śmierć.
- Oczywiście – złapał jej talię i uniósł do góry, na co oplotła go nogami i objęła za szyję. – Może piknik i wino?
- Mam lepszy pomysł – mrugnęła do niego i pocałowała go w usta. – Twoja sypialnia wydaje się być bardzo samotna.
- Tak, to szczyt egoizmu pozostawiać łóżko samemu sobie.
Śmierć zaniósł Lenę z powrotem na górę, a później kochali się, jakby za cel postawili sobie milion wybuchów ich układanki.
Mijały kolejne dni ich sielanki, dni, które później przeradzały się w miesiące. Śmierć był opiekuńczy, troskliwy i kochający, a Lena oddana i szaleńczo do niego przywiązana. Ciągle ją zaskakiwał, ciągle powodował żeby nie zapomniała za co go kocha.
Tego szczęścia, które ogarnęło ich serca nic nie mogło przegonić. Nad królestwem Śmierci świeciło nareszcie słońce.

niedziela, 5 kwietnia 2015

XIV. Na rozstaju dróg

Kochani Czytelnicy! Dla Leny nadszedł ważny moment - nie zdradzę jaki, w końcu zaraz się dowiecie, lecz od razu zadam Wam pytanie:
Co zrobilibyście na miejscu Leny?
Na odpowiedzi oraz opinie na temat rozdziału czekam w komentarzach, a oprócz tego czekają również dobre sny.

                                                                           ***


Lena leżała w białej, krótkiej sukience na łące pełnej chabrów i maków. Podparła się na ramieniu w półleżącej pozycji i spoglądała w stronę zbliżającego się powoli Snu. Wonny zapach nagrzanych kwiatów pieścił jej nozdrza, lecz ona nie zwracała na to uwagi. W głowie miała chaos. Jedna druga część tego mętliku w głowie szła właśnie ku niej, a pozostała połowa była w tym momencie poza jej zasięgiem.
- Lena – Sen usiadł obok niej i zgarnął dłonią włosy rozproszone po jej twarzy. Spojrzała na niego i nic nie powiedziawszy zbliżyła usta do ust przyjaciela. Pocałowała go namiętnie, zbliżając się coraz bardziej do niego, aż w końcu Sen przewrócił ją na plecy i kontynuował z jeszcze większym zaangażowaniem pocałunek, jednocześnie uchwyciwszy jej dłonie w stalowym uścisku ponad jej głową. Uśmiechnęła się, kiedy jego usta zjechały niżej, tuż nad jej obojczyki. Przygryzł jej skórę i zamruczał cicho.
- Mogłabyś mnie zawsze tak witać – szepnął, owiewając jej ciało chłodnym oddechem. Wolną dłoń przeniósł pod jej kolano i zaczął przesuwać ją do góry. Znowu odnalazł jej usta i jego język rozpoczął dziki taniec.
Sen wiedział, że coś jest nie tak.
Lena poddawała się tym pieszczotom, chociaż była nieco spięta. Jej ciałem owładną strach – w jego dotyku, dotychczas tak niepowtarzalnym i pożądanym, coś się zmieniło. Musiała to sprawdzić. Musiała sama się przekonać.
Poczuła rozpacz.
Kiedy Sen dotknął dłonią koronki pod sukienką, jej ciałem wstrząsnął lekki dreszczyk. Oderwał się od jej ust i patrząc w jej otwarte oczy powoli cofał rękę. Próbowała zachować zimną krew, ale w głębi serca bała się, że zdoła ujrzeć coś w jej spojrzeniu, że zobaczy tą niepewność i niezdecydowanie.
- Może jednak powiesz mi o co chodzi? – zapytał z uśmiechem i uwolnił ją. Wstał i podciągnął ją do góry. Nie chciała na niego patrzeć, lecz złapał palcami jej brodę i zmusił, by na niego spojrzała.
- Jesteśmy przyjaciółmi – przypomniał jej.
- Czy ta przyjaźń nie miała przerodzić się w coś innego? – zapytała cicho. Sen spojrzał na nią pytająco. –Tyle, że ja nie czuję tego.
- Czego nie czujesz?
- Pożądania. Kocham cię, ale jak przyjaciela – odwróciła się od niego. Kiedy usłyszała jego wdzięczny śmiech, zdezorientowana wbiła w niego wzrok.
- Lena, myślałem, że powiesz mi coś, czego nie wiem.
- Jak to? – zapytała z oburzeniem. Nie wiedziała co myśleć o jego dziwacznej reakcji. Sen uśmiechnął się szeroko.
- Nie wierzę, że czujesz się winną swoich uczuć. To, że niegdyś mieliśmy jakieś plany… To nie znaczy, że musisz dostosować swoje życie. Przecież uczucia się zmieniają.
- Ale od tak dawna miałam być z tobą! Nie czujesz złości?! – krzyknęła ze zdenerwowaniem, lecz jej gniew tylko spowodował większy uśmiech na twarzy przyjaciela.
- Myślisz, że jestem jakimś draniem bez uczuć? – zapytał żartobliwie. – To mnie rani.
Na twarz Leny wstąpiła ulga. Mimo jego wyjaśnienia i wykluczenia jednej z dwóch ścieżek, którą mogłaby podążyć, nadal nie miała pojęcia czy wybierając drugą nie spotka znaku „koniec drogi”.
            Lena obudziła się w świetnym nastroju. Przy śniadaniu zaproponowała Śmierci, by zrobili dzisiaj piknik. Usiedli na łące. Śmierć najwidoczniej postanowił nie komentować wydarzeń z poprzedniego dnia, lecz Lenie wydawało się, że jest nadzwyczaj pogodny.
Patrzyła na niego uważnie, oceniając go. Jego twarz rozjaśniona uśmiechem była najbardziej pociągającym obrazem jaki Lena mogła sobie wyobrazić – być może dlatego, że tak rzadko się uśmiechał. Przy oczach pojawiły mu się zmarszczki, które dodawały mu uroku i bardziej ludzkiego wyglądu. W jej umyśle zakiełkowało pytanie – co takiego się stało, że Śmierć na ogół jest taki smutny, taki ponury.
- Coś się stało? – zapytał, zaniepokojony jej nieobecnym wzrokiem. Wyrwała się z rozmyślań i zarumieniła.
- Nie, nic – odpowiedziała gorączkowo i opuściła wzrok na złożone na kolanach ręce. Przypomniała sobie podsłuchaną dawniej rozmowę Śmierci i Snu. To, jak Śmierć z rozpaczą w głosie zapytał brata czy „ją” pamięta. Tajemnicza „ona”, czy raczej „jej” los był zapewne odpowiedzią na jej pytanie, lecz bała się zapytać.
Śmierć patrzył na nią badawczo, widząc, że nie jest całkiem szczera.
- Tak tu pięknie – powiedziała rozglądając się dookoła. Wiatr poruszał liśćmi, które błyszczały w świetle słońca. Ciepłe promienie muskały jej twarz, powodując mimowolnie uśmiech.
- To dzięki tobie – oznajmił cicho. Popatrzyła na niego ze zdziwieniem. – Odkąd tutaj jesteś na niebie nie pojawiła się prawie żadna chmura. Cały krajobraz się zmienił – nie zauważyłaś?
Dopiero kiedy to powiedział zdała sobie z tego sprawę – przedtem nie pamiętała żeby było tu tak słonecznie, tak porażająco. Nawet powietrze nie było takie ciężkie – chociaż możliwe, że to przyzwyczajenie.
- Czyli wygląd tego świata odzwierciedla to, jak się czujesz? Tak jak w tę deszczową noc? – palnęła głupio, obserwując jak jego twarz kamienieje na moment. – Przepraszam – powiedziała szybko. – Nie chciałam…
- Nic się nie stało, Lena – wykrzywił usta. Wspomnienie tamtego bolesnego spotkania z Pożądaniem na moment zaćmiło mu umysł, lecz kiedy tylko spojrzał na dziewczynę wszystko odpłynęło. Ona zamilkła, zawstydzona.
- Ale teraz jest już dobrze – wyszeptała cicho.
- Tak. Teraz tak – potwierdził.
Zamilkli na parę minut.
- Lena, o co chciałaś mnie zapytać?
Zaczerwieniła się ponownie.
- Potrzebujesz czegoś? – pokręciła szybko głową, chcąc się zapaść pod ziemię. – A więc, o co chodzi?
- Hmm. – próbowała zebrać w sobie odwagę. – Ja… Zastanawiałam się nad czymś tylko.
- A konkretnie?
- Sen mi powiedział, że… - zawahała się. – Że kiedyś byłeś inny. A po jakimś wydarzeniu zmieniłeś się. Zastanawiałam się, co takiego się stało – dokończyła, nie patrząc na niego. Każda sekunda oczekiwania na jego reakcję zmieniała się w wieczność.
- Straciłem kogoś, na kim mi zależało – powiedział z prostotą. Lena zerknęła na niego i ujrzała ból na jego twarzy.
- Przepraszam, nie musisz nic więcej mówić.
- Dziękuję ci, Lena.
- Ale myślę również, że nie powinieneś tego w sobie tłumić. Więc jeśli będziesz chciał mi o czymś powiedzieć… - ściszyła głos – To po prostu mów. Jak będziesz gotowy.
- Będę o tym pamiętał.
Jego wzrok stał się odległy. Widząc to Lena delikatnie położyła dłoń na jego dłoni. Drgnął i skupił wzrok na niej – zaczerwieniła się i cofnęła rękę. Wpatrywał się w nią z niemałym zaskoczeniem. Nie powiedział już ani słowa, ani dzisiaj, ani przez następne dni, wciąż zastanawiając się nad jej niespodziewanym dotykiem. Chociaż prawda była taka, iż jej unikał. Unikał rozmowy z nią.
W końcu, pewnego dnia spotkał ją w bibliotece. Zabrakło mu refleksu by dostatecznie szybko wyjść.
- Śmierć – zauważyła go, odwracając wzrok od książki. Spojrzenie miała smutne i zatroskane.
- Lena.
Spuściła wzrok z jego oczu.
- Jesteś na mnie zły za moje słowa.
Zaczerpnął głośno powietrza.
- Nie! Nie rozumiesz…
- Więc mi wytłumacz! – krzyknęła ze złością. - Chcę wiedzieć dlaczego się nie odzywałeś!
Popatrzył na nią wzrokiem winnego.
- Ja… Dawniej byłem dla ciebie zły. A ty z taką łatwością mnie dotknęłaś – powiedział, a ona poczuła w umyśle rozgrzany do białości pręt wściekłości.
- Nie mów tak! Mówiłam, że to przeszłość. Sam wiesz, że to nie była twoja wina!
- A ja ci tłumaczyłem, że to nie do końca prawda – odpowiedział zachowując spokój, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało.
- Och, wkurzasz mnie! – walnęła ze zdenerwowania pięścią w stolik. Popatrzył na nią ze złością.
- Dziwi mnie, że tak szybko zerwałaś z przeszłością.
- Wcale z nią nie zerwałam! Ale wybaczyłam ci wszystko, pogodziłam się. A ty… Może również powinieneś spróbować!
Jego twarz skamieniała. Lena położyła dłoń na czole, przeklinając się w duchu.
- Znowu to zrobiłam. Ja po prostu nie wiem co cię dręczy, ale nie potrafię wyobrazić sobie czegoś, z czym nie mógłbyś się pogodzić. Owszem, przeszłość nas kształtuje, ale powinieneś skupić się na tym, co jest teraz, i na tym, co będzie w przyszłości – jej głos załamał się, widząc jego zrozpaczoną minę. – Chcę ci tylko pomóc...
Wstała z krzesła i odwróciła się od niego, nie chcąc, by zobaczył jej zaszklony wzrok.
- Nadzieja –usłyszała i spojrzała na niego przez ramię. – Tak nazywała się ta, którą kochałem.
- Śmierć… - zaczęła, lecz uciszył ją gestem.
- To było tak bardzo dawno temu. Była idealna. Odnajdowała piękno i dobro we wszystkich istotach. Odnalazła je we mnie… Spędziłem z nią mnóstwo czasu. Wytłumaczyła mi, że nie robię nic złego, bo przecież istoty, którym zabieram życie nie umierają tak naprawdę. Dała mi siebie samą… Ale nie pasowaliśmy do siebie. Pożądanie to wykorzystała i sprawiła, że ona… Że musiała odejść.
Zaczerpnął głośno powietrza, jakby mówienie o tym sprawiało, że się dusi.
- A w rzeczywistości – kontynuował – wykorzystała fakt, że moja istota wiąże się z zanikaniem nadziei. A moja ukochana nie mogła tego wytrzymać. Chciałem ją mieć dla siebie, Pożądanie sprawiła, że nie pozwoliłem, by odeszła nim będzie za późno. Ja naprawdę ją kochałem… Ale nie pozwoliłem jej odejść. To ją zgubiło. Pożądanie sprawiła, że obudził się we mnie ten egoistyczny instynkt, zrobiła to specjalnie. Od tamtej pory… - załamał mu się głos i odwrócił się od Leny. – Po prostu nie mogę…
Lena przeszła bezszelestnie przez dzielącą ich odległość i nieśmiało objęła jego ramiona.
- Tak mi przykro, Śmierć – szepnęła z bólem. Poluźniła uścisk, kiedy niespokojnie drgnął i odwrócił się do niej.
- Dlaczego to robisz? – zapytał, marszcząc brwi. Lena zmieszała się i zrobiło jej się gorąco. Był tak blisko. Przysunęła się tak, że stykali się ciałem na całej długości. Wyciągnęła dłoń i przytknęła ją do jego policzka.
- Nie chcesz, żebym to robiła? – przymknął oczy, ale po chwili jego ciało napięło się i zrobił zdecydowany krok w tył.
- Powinnaś się już położyć. Jutro rano przyjdzie Sen – powiedział chłodno i odszedł, nawet na nią nie patrząc. Zaczerwieniła się ze złości, zgrzytając zębami.

Kto powiedział, że druga droga będzie prostą autostradą. 

czwartek, 2 kwietnia 2015

XIII. Poznać Śmierć

Pożądanie szła szarym korytarzem pałacu matki kręcąc ponętnie biodrami. Jej czerwona, zwiewna suknia falowała z każdym jej ruchem. Na jej pięknej twarzy nie było, jak zwykle uśmiechu – jej usta były zaciśnięte, a w oczach błyskały gniewne iskry.
Czuła Zazdrość – była już blisko, ale czuła ją również w sercu. Pożądanie bowiem bardzo dawno temu sama czegoś pożądała. A raczej kogoś. Śmierci.
Była zła na matkę, która nie chciała podjąć żadnych kroków, by zniszczyć Śmierć. Chciała, by cierpiał, by cierpiał teraz.
Otworzyła drzwi komnaty i zastała tam bladą, czarnowłosą postać siostry. Zazdrość była jej ulubioną siostrą – często Pożądanie działała z pobudek Zazdrości i wiedziała, że jej siostra w połączeniu z jej mocą może być bardzo groźna.
- Ciągle o nim myślisz. Porzygam się zaraz – powiedziała wysokim, dziewczęcym głosem Zazdrość. – Dobrze wiesz, że to za wysokie progi dla ciebie.
Pożądanie parsknęła śmiechem. Przeszła przez szarą, przytłaczającą komnatę i usiadła na zakurzonym łożu.
- A ty powinnaś wiedzieć, że jego już nie chcę. Jedyną rzeczą jaką chcę jest jego cierpienie.
- Matka kazała ci czekać – przypomniała jej siostra i podeszła do niej bliżej. – Nieładnie, siostro. Chcesz się jej sprzeciwić?
- Nie. Chcę przyśpieszyć to, co i tak jest nieuniknione. Pomożesz?
Jej siostra przegarnęła długimi palcami włosy. Usiadła obok niej i przysunęła usta do ucha siostry.
- Mogłabym – szepnęła i uśmiechnęła się pożądliwie.
- Czuję to cholerne uczucie jakim Śmierć obdarzył tą dziwkę – powiedziała z obrzydzeniem Pożądanie. - Nie chcę tego czuć.
- Ty czegoś „nie chcesz”? – na lekko wydłużonej twarzy Zazdrości zaigrał kpiący uśmieszek. Pożądanie zacisnęła zęby.
- Ta suka musi umrzeć. Musimy to tak rozegrać, żeby Śmierć w jakiś sposób nam ją wystawił. On jest bardzo podatny na nasze wpływy, więc nie powinno przysporzyć to nam problemu – głos Nieczystości przybrał profesjonalny ton, jakby takie rzeczy planowała codziennie.
- Nasza matka wie co mówi – znienacka rozległ się głos pełen wyższości. W ciemności za otwartymi drzwiami wyłoniła się następna postać. Miała skórę jak mleko i ubrana była we wspaniałą pudrową suknię opadającą do ziemi. Jej blond włosy opadały w falach do ramion, a blade usta były bez wyrazu.
- Nikt nie prosił cię o zdanie, Dumo – wysyczała Pożądanie. Pycha zmroziła ją szarym chłodem oczu.
- Kiedy zaplanowałaś, by nasz wuj wziął dziewczynę do siebie jakoś ci nie przeszkadzała moja ingerencja – odwróciła wzrok od sióstr. – Po prostu mówię, że nasza matka może na zewnątrz jest zniszczona, ale jej umysł jest nadprzeciętny. Jeśli mówi, że mamy czekać to znaczy, że ma jakiś plan.
- Trzeba działać szybko! Dopóki ich uczucie jest najgorętsze! – krzyknęła Pożądanie, na co Duma tylko zachichotała zakrywając usta dłonią.
- Ale zemsta najlepiej smakuje na zimno…


            Śmierć siedział naprzeciwko Leny i wpatrywał się w nią. Dziewczyna nie zwracała na to uwagi, albo tylko udawała, że nie widzi i nie krępując się jadła obiad. Zamyślił się.
Kiedy grał jej na pianinie kątem oka zobaczył jej wzruszenie. Widział jak się w niego wpatruje i jak wiele emocji wywołała w niej jego gra. Śmierć był ciekaw, o czym dokładnie myślała w tamtej chwili.
- Nie jesteś głodny? – z zamyślenia wyrwał ją jej głos. – Nic nie zjadłeś.
- Nie, Lena, nie jestem głodny – uśmiechnął się lekko, jakby jej słowa były zrozumianym tylko dla niego żartem. Spojrzała na niego pytająco.
- Nie czuję głodu – pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Mogłam się domyślić – uśmiechnęła się szeroko i napiła się czerwonego wina. – Sen zawsze tak dużo je, ale wspominał kiedyś, że nie jest mu to potrzebne. Czasami zapominam, że przecież nie jesteście ludźmi.
- Tak? – zainteresował się Śmierć. Dziewczyna widząc jego badawcze spojrzenie nieco się zaczerwieniła, ale ciągnęła dalej.
- W końcu wyglądacie jak ludzie. I po prostu… Twoje zachowanie czasami również jest bardzo ludzkie. Wiesz co mam na myśli? – odkaszlnęła speszona i spuściła wzrok na swój talerz.
- Nigdy nie zwracałem uwagi na to, żeby zachowywać się jak człowiek – odpowiedział cicho.
- Może i nie zwracałeś, ale wierz mi, że w wielu sprawach jesteś podobny do ludzi.
- Czy to jest, twoim zdaniem, dobre? – zapytał z ciekawością. Lena popatrzyła mu w oczy i miała już przytaknąć, lecz przypomniała sobie rozmowę ze Snem po tym, jak spotkała Śmierć w hospicjum.
- Nie. To znaczy… - zawahała się. – Nie do końca. Gdybyś był człowiekiem i pełnił rolę Śmierci… To nie byłoby dla ciebie dobre. Wiesz, kiedy spotkaliśmy się w hospicjum i zabierałeś ze sobą Petera pomyślałam, że takie odejście nie jest ani złe, ani smutne. Ale później Sen powiedział mi, że nie powinieneś tak robić, bo kiedy angażujesz się uczuciowo mógłbyś ulec destrukcji.
Śmierci zaschło w gardle.
- Czyli w ogóle nie powinienem zachowywać się jak człowiek?
- Nie – zaprzeczyła gwałtownie. – Chodziło mi o to, że podczas… pracy nie powinieneś być taki empatyczny. A w… innych sytuacjach owszem. Uczucia nie są niczym złym, każdy chce coś czuć. A wy… Nie wyobrażam sobie takiego istnienia. Jesteście tutaj od początku i…
- Rozumiem co masz na myśli – powiedział widząc, że dziewczyna nie do końca jest w stanie ubrać w słowa swoje myśli. Po jego sercu rozlało się ciepło. Czyli uważała, że ma prawo do ludzkich uczuć. Do przyjaźni, smutku… Do miłości. Jako tak długowieczna istota poszukiwanie sensu istnienia było dla niego bardzo ważne. Z początku nie brakowało mu niczego, lecz kiedy pojawili się ludzie… Widząc ich uczucia i emocje chcąc nie chcąc pożądał odczuwać to samo co oni – paradoksalnie, wywyższał się nad inne istoty, lecz pragnął być chociaż w części jak one. Jednak w sprawie emocji był laikiem – to dlatego tak bardzo bolało, kiedy jego dawna miłość zniknęła. Ludzie potrafią sobie radzić ze stratą – byli w tym mistrzami, a on, chociaż zawierał pierwiastek doskonalszy od człowieka nie potrafił poradzić sobie z jej odejściem. Przez to, że Śmierć nie był człowiekiem jego uczucia były takie silne, tak nieopanowane. Jeśli chciał być jak ludzie, musiałby uczyć się od nich – i oto nadarzyła się okazja, siedziała tuż przed nim.
            Wiedział, że Lena już wiele w nim zmieniła. Widział to patrząc na swoje odbicie w lustrze, widział to w krajobrazie swego królestwa, czuł to w sercu. Jedyną rzeczą, jakiej się bał była ponowna utrata czegoś, na czym będzie mu zależeć. Tego nie da rady znieść. Wcześniej sądził, że nic nie jest w stanie go zniszczyć, lecz teraz wiedział, że to nieprawda. Destrukcyjna jest strata swojej miłości, niszczy ona od wewnątrz, aż w końcu chce się zapaść w nicość, nie istnieć. Śmierć musiał nauczyć się życia, tak, jak dziecko uczy się pisać, metodą prób i błędów. A dzięki Lenie miał szansę, żeby błędów było o wiele mniej.
            Po obiedzie wybrali się na spacer. Postanowili wspiąć się na najwyższy z okolicznych pagórków – Lena chciała zobaczyć całe królestwo. Droga nie była męcząca, chociaż czasami Śmierć musiał pomagać dziewczynie przytrzymując ją za ramię, by nie upadła – miejscami było dosyć stromo, a jej pantofelki nie były dobrym obuwiem na takie wędrówki. Za każdym razem, kiedy ją przytrzymywał na jej policzki wstępował rumieniec, a jej oddech na moment zamierał. Kilkadziesiąt minut później znaleźli się na szczycie. Lena miała zaczerwienioną twarz z wysiłku i dosyć porywistego wiatru. Rozejrzała się dookoła. Mimo, że znajdowali się w najwyższym okolicznym miejscu i tak nie była w stanie dojrzeć granic królestwa. Gdzie nie sięgnąć wzrokiem widać było łąki, kolorowe lasy, jeziora. Lenie zdawało się, że na północy widzi jakieś większe wzniesienia, lecz było to tak daleko, że mogły się one okazać przewidzeniem. Na południe od zamku rozciągał się ocean, również zdający się nie mieć końca.
- Nie sądziłam, że twoja kraina jest tak wielka – jej oddech powoli się uspokajał.
- Jestem pewien, że ona nigdy się nie kończy – odpowiedział. Widząc jej pytające spojrzenie pośpieszył z wyjaśnieniami. – Jeśli obrałabyś sobie jakiś kierunek, to wątpię, że znalazłabyś nagle jakąś nieprzekraczalną granicę. Podejrzewam, że idąc na północ w końcu doszłabyś do morza. Ale tutaj wszystko lubi się zmieniać.
- Czyli ta kraina jest jak osobna planeta? Kula? – zapytała z zafascynowaniem. Wzruszył ramionami.
- Czemu nie. Kula to figura doskonała. Zresztą nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Nieczęsto zwiedzam swoje królestwo. Nie mam na to czasu.
- Ale za to byłeś we wszystkich miejscach na świecie. To takie… Fascynujące. – zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad czymś. – Jak to jest, Śmierć, że jesteś tutaj ze mną, a jednocześnie gdzieś indziej, i to nie tylko w jednym miejscu?
- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć. Jestem tutaj jako antropomorficzna idea, lecz moja świadomość jest bardzo podzielna. Nie wiem jak inaczej to wyjaśnić.
- A odczuwasz zmęczenie? Przecież ciągle coś robisz.
- Prawie nigdy nie odczuwam fizycznego zmęczenia – powiedział tylko.
- A psychiczne częściej? – wypaliła nie myśląc. Jego twarz skamieniała na moment. – Przepraszam, ja nie chcę być wścibska.
- Prawie zawsze – odpowiedział cicho na jej pytanie. – Dawno nie czułem się psychicznie wypoczęty. Być może potrzebuję pomocy Snu.
- To dlaczego go nie poprosisz? – na jej pytanie uśmiechnął się krzywo.
- Jeśli Sen pomoże mi naprawdę zasnąć, to i moja świadomość zostanie uśpiona – w ten sposób na wszystkich światach nikt nie będzie mógł odejść. Niestety, ale nie mogę na to pozwolić. Ja i moje rodzeństwo jesteśmy tutaj po to, by utrzymać równowagę i harmonię. Kiedy zabrakłoby któregokolwiek z nas… Szkody mogłyby być nieodwracalne.
- Mogłyby? A nie mógłbyś później się pośpieszyć i zabrać tych, którzy mieli umrzeć?
Jego twarz się rozpogodziła – widząc jej zaangażowanie w temat miał ochotę się roześmiać, po raz pierwszy od tak dawna.
- Nie mam pojęcia. Widzę, że usilnie chcesz mnie uśpić – powiedział łagodnym tonem, na co ona zachichotała.
- Po prostu chcę, żebyś był wypoczęty – uśmiechnęła się do niego. Przez moment patrzyli na siebie, a później jednocześnie odwrócili głowy, jakby ich zachowanie zabrnęło nie w tym kierunku.  
- To wspaniałe, że byłeś w tylu miejscach. Tyle widziałeś – powiedziała rozmarzonym głosem.
- Jeśli tego pragniesz mogę cię zabrać ze sobą w kilka miejsc. Nawet teraz – zaproponował z wahaniem.
Lena na początku przeraziła się – miałaby towarzyszyć mu podczas jego pracy? Lecz wrodzona ciekawość  nie pozwoliła odmówić. Skinęła głową i podała mu dłoń. Ujął ją delikatnie i rozpłynęli się w powietrzu.

            W Lenę uderzyła fala ciepła. Zdezorientowana rozglądała się dookoła – najpierw ujrzała piękne, lazurowe morze, nieskazitelnie biały piach i palmy. Błękitne niebo pozbawione było chmur, a świeża bryza orzeźwiła jej ciało. Była na jakiejś rajskiej wyspie. Obejrzała się za siebie – Śmierć przyglądał się badawczo niebu, jakby widział w czystym błękicie coś niezwykłego. W czarnym stroju stanowił kontrast jasnej wyspy. Uśmiechnęła się do niego, ale on nadal patrzył nad nią. Dziewczyna zaniepokoiła się, kiedy usłyszała głośny szum. Odgłos narastał i narastał,  aż w końcu zza drzew wyłonił się płonący śmigłowiec. Usłyszała krzyki, a później maszyna uderzyła w ziemię jakieś pięćdziesiąt metrów od nich i nastąpił wybuch. Lena otworzyła szeroko oczy i zakryła dłonią usta. Fala uderzeniowa nie była silna, lecz dziewczyna opadła na kolana, a jej włosy rozwiały się we wszystkie strony. Spojrzała na Śmierć ze łzami w oczach – jego postać rozmyła się na moment, a na jego twarzy dostrzegła ten nieludzki, obcy wyraz. Sekundę później pojawił się przy niej i złapał ją za rękę. W następnym momencie klęczała na wybrukowanej uliczce, a zewsząd otaczały ją kolorowe domy. Śmierć pochylił się nad nią z zatroskaną miną.
- Przepraszam, Lena. Nie wiedziałem co dokładnie się wydarzy.
Dziewczyna była w szoku i nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Drżały jej ręce.
- Lena? – Śmierć oczekiwał odpowiedzi, przeklinając się w duchu za to, że zaproponował jej tą podróż. – Musimy iść. Wstań, odeślę cię do zamku.
- Nie… - zaschło jej w ustach i przełknęła ślinę. – Nic mi nie jest.
- Naprawdę przepraszam. Nie chciałem cię wystraszyć. Dla mnie takie rzeczy są normalne…
- Chodźmy dalej – wyszeptała tylko. Pomógł jej wstać i oparła się na jego ramieniu. Nadal drżała. Powolnym krokiem udali się do obdartej kamienicy. Z zaobserwowanych szyldów nad drzwiami wywnioskowała, że są w Meksyku. Pozwoliła Śmierci, by wychodząc po schodach budynku objął ją i pomógł wejść. Śmierć otworzył jedne z drzwi i w jej nozdrza uderzył odór choroby.
- Muerte – usłyszała chrapliwy, męski głos. W rogu zagraconego mieszkania, na kanapie siedział mężczyzna. Był stary, a jego skóra spalona przez słońce. Odkaszlnął i z jego ust wyleciała krew. – On wie kim jesteś? – zapytała słabym głosem. Śmierć skinął tylko głową.
- Octavio, twój czas dobiegł już końca – powiedział ze spokojem, na co mężczyzna uśmiechnął się. Następnie przeniósł spojrzenie na Lenę, paraliżując ją. Po chwili jego oczy zmatowiały, a głowa opadła na bok. Postać Śmierci ponownie się rozmazała i jego twarz ponownie straciła ludzki wyraz.
Lena nie mogła oderwać wzroku od zwłok mężczyzny. Czuła, jak z jej twarzy odpływa krew. Zakołysała się, w głowie jej zawirowało – w ostatniej chwili mężczyzna złapał ją i wziął na ręce.
- Lena! – w jego krzyku usłyszała… niepokój? Sama nie wiedziała. Poczuła przytłaczającą ciemność, jednak nie zemdlała. Przycisnęła głowę do torsu mężczyzny, próbując odzyskać jasność myślenia. Mrugnęła, a kiedy otworzyła oczy byli już w zamku. Śmierć posadził ją delikatnie na fotelu i przyklęknął przy niej.
- Powiedz coś! – rozkazał rozpaczliwie. – Jesteś blada jak…
- Śmierć? – weszła mu w słowo i mimo osłabienia uśmiechnęła się.
- To nie jest śmieszne, Lena. Gdybym wiedział, że tak zareagujesz…
- Daj spokój. Sama nie wiedziałam, że tak to we mnie uderzy – zamknęła oczy i posmutniała.
- Nadal czujesz się słabo? – zapytał z troską.
- Nie. Nie o to mi chodzi – odpowiedziała, lecz bała się dokończyć. Zobaczyła dwie śmierci i zareagowała tak impulsywnie. A on… Kto wie ile śmierci widzi na co dzień. Nie mogła tego pojąć. Zrobiło jej się go żal, zrozumiała bowiem, jak wielkie brzemię nosi.
- Jak ty to znosisz? – zapytała po chwili. Jego twarz stężała i Lena zobaczyła w nim tylko starą istotę, zmęczoną, smutną i samotną.
- Wyłączam to, co nazywasz człowieczeństwem. Wtedy jest trochę lżej – wyszeptał z bólem. W jego oczach zalśniły łzy. Lena nie wiedziała jak zareagować – impulsywnie objęła jego głowę i przytuliła do siebie, próbując go pokrzepić. Śmierć znieruchomiał na chwilę, lecz poddał się jej dotykowi. Po chwili odsunął się od niej i na jego twarz ponownie wstąpił chłód i dystans.
Ona jednak nie dała się oszukać. Nareszcie poznała Śmierć. Prawdziwego, bez nieludzkiej maski, którą przybiera na co dzień. 

                                                                          ***

Nadszedł czas na kolejny rozdział - powiedziałabym, że kluczowy, ale każdy może go odebrać inaczej. Czasami wydaje się, że kogoś znamy - w końcu wiem jak ma ten ktoś na imię, gdzie mieszka, czym się zajmuje... Ale nadchodzi taki moment, kiedy ten ktoś na chwilkę się odsłania - odsłania swoje prawdziwe oblicze. I to zawsze jest ten kluczowy moment, apogeum sytuacji, po którym wszystko albo wróci do normy, albo... albo wszystko się zmieni.
Czytelniku, jeśli przeczytałeś, pozostaw po sobie jakiś ślad. Dobre sny czekają do rozdania :)