niedziela, 10 maja 2015

XX. Kilka słów o Nadziei. Część druga.

            Każdy przecież wie, że kiedyś umrze. To, że Lena wiedziała kiedy wcale nie robiło żadnej różnicy. Chociaż Śmierć miał ją uczynić nieśmiertelną… On tego nie rozumiał. Nie rozumiał, że śmierć wiąże się z byciem człowiekiem. Mimo, że ludzie się jej boją, to w rzeczywistości każdy z nich ją akceptuje – ma ją w końcu wpisaną w swoim życiorysie.
Lena nie czuła strachu. Nie czuła rozczarowania, mimo, iż miała żyć wiecznie. Wiedziała, że Śmierć to nie koniec i, że pozostawi po sobie cząstkę siebie samej.
Ale w głębi jej serca czaiła się ONA. Delikatnie pieściła jej umysł, mówiąc „jeszcze nic nie jest przesądzone”. I w takich momentach Lena czuła, że są jeszcze szanse na to, by przeżyła i wiodła wymarzone życie ze Śmiercią i ze swoim małym skarbem. Byłaby głupia, gdyby nie chciała żyć. Ale życie jest zbyt trudne, zbyt skomplikowane i faktem było, że często kończyło się w najmniej odpowiednim momencie. Lecz człowiek jest z natury buntownikiem – i chociażby czuł na szyi sznur szubienicy, to i tak bezwarunkowo przez jego umysł przeszłaby myśl – „jeszcze nic nie jest przesądzone”.
To Nadzieja jej nie opuszczała.

            Śmierć również ją czuł. Tego odczucia nie zapomniałby nigdy w swoim istnieniu. Tej siły nie mógłby przeoczyć. Kiedy ogarniała go ta błoga moc przed oczami stawała mu ta postać, która kiedyś była jego centrum wszechświata.
Jednak teraz wolałby, żeby nie musiał jej czuć. Żeby nie musiał bezmyślnie wierzyć, że Lena przeżyje, że będą się z tego śmiać.
To dziecko, które tak pokochała… On był pewny, że nie będzie mógł obdarzyć go tą samą miłością. Ale za nic w świecie nie powie o tym Lenie.
Nadal był samolubną istotą, lecz starał się, by ona o tym nie wiedziała. Tak bardzo trudno wyprzeć się swojej natury. Czuł złość, kiedy myślał o dziecku. Złość i nienawiść. Chociaż wszystkie te negatywne odczucia znikały kiedy patrzył na swoją ukochaną.
„Jeszcze nic nie jest przesądzone” – pomyślał i przytulił Lenę. Nie mógł spać. Chciał chłonąć każdą sekundę spędzoną z dziewczyną, bo czuł, że te sekundy są policzone. Absorbował wzrokiem każdą cząstkę jej złocistego ciała, jej włosy spływające w falach po nagich plecach, jej usta, rozchylone delikatnie w uśmiechu.
Gdyby tylko mógł oddałby swoje istnienie, by mogła żyć. Gdyby mógł, zabił by dziecko, lecz wiedział, że nie przeżyje późniejszej rozpaczy Leny. Gdyby tylko mógł… Cofnął by czas. Ale Pan Czas nigdy nie zgodziłby się na to. Skąd o tym wiedział? A stąd, że go o to poprosił. Kiedy również miał powód, by wrócić się do niego z tą prośbą.
Pocałował ją w głowę i spędził resztę nocy na uczeniu się jej na pamięć.
            Sen siedział na swoim tronie. Oparł brodę na swojej dłoni, a na jego twarzy widać było groźny grymas. Wydawało się, że powietrze wokół niego paruje. Nigdy nie czuł takiej złości, takiego gniewu. Nie wiedział co robić.
Musiał porozmawiać ze swoja siostrą. Był pewien, że tylko ona mogłaby odwrócić to, co się stało. Tylko dzięki niej Lena i dziecko mogły by przeżyć.

            Czas nieuchronnie mijał. Wahadło, które miało wykonywać ruch przez te kilka miesięcy coraz bardziej słabło. Słabło, chociaż w rzeczywistości nie można było tego ujrzeć. Lenie służyła ciąża, nawet Śmierć uśmiechał się patrząc na jej delikatnie zaokrąglony już brzuch. Oboje zachowywali się tak, jakby koniec wcale nie nadchodził – oczywiście tylko z zewnątrz, bo ta myśl ani na chwilę ich nie opuszczała.
Wizyty u lekarza przebiegały spokojnie i bez komplikacji. Dziecko było zdrowe i nic mu nie groziło. Po czwartym miesiącu ciąży Lena miała tyle żywotnej energii, że trudno było uwierzyć, iż cokolwiek jej groziło. Groźba jej odejścia na moment odpłynęła.

            Pewnego dnia Lena odwiedziła Sen. Starała się spędzać z nim wystarczająco dużo czasu, chociaż spotykała się z nim co dzień w nocy. Spacerowali po wybrzeżu, czekając na powrót Śmierci. Suknia dziewczyny kierowana wiatrem przylgnęła do jej skóry, ukazując zaokrąglony brzuszek. W pewnym momencie przyłożyła dłoń do brzucha i stanęła. Sen obejrzał się za siebie i przez chwilę na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
- Lena, coś cię boli? – zapytał ze zdenerwowaniem. Dziewczyna nie odpowiedziała mu od razu. Skupiona była na delikatnych muśnięciach, jakie nagle odczuła. Przedtem zdarzały jej się bóle związane z rozciąganiem się ciała, lecz tego uczucia jeszcze nie znała.
- Poruszyło się! – powiedziała z radością. Nie ruszyła się już z miejsca, chcąc poczuć jeszcze raz swoje dziecko. Sen objął ją z uśmiechem na twarzy, widząc jak bardzo zaabsorbowała ją ta chwila.
- Popatrz, Śmierć już jest – wskazał palcem mężczyznę w oddali. – Idź się mu pochwalić.
Lena ruszyła dosyć szybkim krokiem w stronę ukochanego, a jej przyjaciel podążył za nią. Rzuciła się w jego ramiona, witając go pocałunkiem. Śmierć roześmiał się i po chwili odstawił ją na ziemie.
- Czułam jak się rusza, Śmierć – pochwaliła się. Przez twarz mężczyzny przebiegł strach zauważony tylko przez jego brata, lecz sekundę później zawitał tam szeroki uśmiech. Sen zastanawiał się przez moment nad jego szczerością, lecz odegnał od siebie tą myśl, kiedy Śmierć uklęknął i przyłożył usta do jej brzucha. Później wstał i jeszcze raz pocałował usta swojej ukochanej.
- Tak bardzo się cieszę – powiedział cicho i tylko on wiedział, że to wcale nie była prawda. Zachował jednak wszelki pozory radości i w miłej atmosferze spędzili czas w Śnieniu.
Kiedy wrócili do domu Lena zaproponowała wspólną kąpiel. W dużej, jasnej łaźni Lena pomogła ściągnąć mu ubranie, czując pożądanie. Lekarz powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, by Lena nie mogła się kochać.
Śmierć musnął dłonią jej policzek i delikatnie ściągnął z niej sukienkę. Zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując go na chwilę przy jej widocznie uwypuklonym brzuchu.
Nie myśl o tym – rozkazał sam w sobie myślach i odgarnął jej włosy do tyłu. Zaczął wodzić językiem wzdłuż jej obojczyka, by następnie przyssać się w zagłębienie za jej uchem. Usłyszał jej cichy jęk pełen niecierpliwości i poczuł jej dłonie na swoim torsie. Zjechał ustami niżej, powodując, że jej głowa odleciała do tyłu. Utorował z pocałunków ścieżkę przez jej brzuch, docierając nareszcie do jej łona. Klęczał przed nią, drażniąc jej rozpalone ciało przez chwilę, lecz nagle oderwał się od niej, powodując jej rozdrażnienie. Wziął ją za rękę i pociągnął za sobą do wielkiej wanny wbudowanej w podłogę.
- Chcę, żebyś mnie pieścił, Śmierć – wydyszała, kiedy obrócił ją przodem do siebie. Rozkazał, by usiadła na schodkach umieszczonych pod wodą tak, by na powierzchni znajdowały się jej ramiona i głowa. Podparła się na łokciach czując nadpływającą falę podniecenia. Śmierć odnalazł jej usta i przez chwilę smakował językiem jej słodyczy. Ponownie zjechał ustami na jej szyję, by później powoli zniknąć pod wodą, idąc wcześniej wyznaczoną ścieżką. Czuła jego głowę między swoimi udami, czuła dotyk jego języka. Sama miała ochotę zanurzyć się pod przyjemnie ciepłą i pachnącą wodę, lecz nawet na powierzchni brakowało jej powietrza.
Po paru minutach wynurzył się, przysuwając swoje ciało jeszcze bliżej niej.
- Nie przestawaj, proszę – jęknęła tylko, a on spełnił jej prośbę. Wszedł w nią delikatnie, obserwując błogi wyraz na jej twarzy. Jego silne ruchy doprowadzały ją do szaleństwa, czuła, że tonie w rozkoszy, jaką ją obdarzył.
Później wyniósł ją z wody, nim zrobiła się zbyt chłodna, dokładnie wytarł jej nadwrażliwe na dotyk ciało i nie zawracając sobie głowy zakładaniem ubrania zaniósł ją do łóżka. Mimo, że wyszli z wody, tej nocy tonęli w tym morzu przyjemności jeszcze kilka razy, łapczywie nabierając powietrza w płuca, łapczywie czerpiąc z czasu, jaki pozostał.

            Natomiast gdzieś indziej ktoś inny próbował całkowicie zażegnać wszelkie niebezpieczeństwo.
- Życie, chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział cicho i chwilę później znalazł się przed nią. Uśmiechnęła się widząc Sen – i nie był to uśmiech ani nieszczery, ani szyderczy. Przywodził na myśl dawne czasy, nim jeszcze zaczęła się zmieniać. Sen objął ją delikatnie na powitanie. Usiedli przy zakurzonym stole.
- Wiesz o czym chcę rozmawiać? – zapytał.
- Zakładam, że o naszym bracie. Jednak od razu muszę zastrzec, że sprawa jest już przesądzona.
Uderzył zaciśniętą pięścią w stół, czując złość.
- Nie! Ty nie rozumiesz…
- Rozumiem aż za dobrze, Śnie.
- Lena jest mi droga. Nie ocalisz jej ze względu na mnie? Wiem, że masz taką moc – dodał szybko, widząc, że chce mu przerwać.
- Dobrze wiesz jak możesz ją ocalić. Śmierć też wie.
- Dlaczego nie dasz mu spokoju? Nawet jeśli go zabijesz, to nie znaczy, że na wszystkich światach nagle go zabraknie. Zabijesz tylko jego postać.
Życie uśmiechnęła się obrzydliwie.
- Znam swoją moc. I znam dobrze jego. Jest słaby i rozchwiany. Jeśli ona umrze nie sądzę, by mógł utrzymać się w ryzach. Opanuje go szał, a ja wykorzystam jego utratę zdrowych zmysłów i dla dobra wszystkich przezwyciężę Śmierć.
- Nie uda ci się… Stwórca…
- Nie zorientowałeś się, że Stwórcą jesteśmy my? Dawno temu przestał istnieć jako osobna istota. Zagnieździł się w nas i nie ma już nic do gadania.
- Nie pozwolę na to, Życie! – wstał z groźną miną.
- Nie masz nic do gadania – wysyczała przez zaciśnięte zęby. – Odebrał mi wszystko – piękno, zdrowie, szczęście. To przez niego zaczęłam się zmieniać. Przez to, że życie nie trwa wiecznie. Dlatego zniszczę całą jego świadomość i nic na to nie poradzisz, no najwyżej, że zabijesz dziecko.
- Jeśli to zrobisz… Wiesz, że nie będę mógł na to patrzeć z boku. Jeśli nie dam rady cię zniszczyć, to zniszczę twoje córki – zagroził jej cicho.
- Nie masz takiej mocy – zarechotała. Sen wstał i chłodno na nią popatrzył.
- Przypominam, że ty nigdy – zaakcentował to słowo – nie widziałaś mojej mocy.
Zobaczył w jej oczach niepewność, lecz dobrze wiedział, że nic nie wskóra. Rozpłynął się w powietrzu i znowu był w Śnieniu. Deszcz i wiatr szargały jego sercem. Łzy mieszały się z nawałnicą. Poczuł, że przegrali. Uklęknął na mokrej ziemi i spuścił wzrok na swoje dłonie. Czuł niepokój wszystkich śniących i w głębi duszy wiedział, że powinien się wziąć w garść, lecz… Nie był pewny, czy da radę.
W jego Krainie pierwszy raz rozpętała się burza. Nadzieja odeszła i teraz już nic nie mógł zrobić.
- Śmierć – mimo, iż wyszeptał imię swego brata w tej nawałnicy, to i tak rozbrzmiało ono w każdym zakątku królestwa.
- Tak, bracie? – usłyszał. Zdał mu relację jego rozmowy z Życiem. Śmierć nie odezwał się już ani słowem.
- Tak mi przykro… - powiedział łamiącym się głosem, jednak nie doczekał się żadnej reakcji.
- Idę do ciebie – usłyszał Sen i wpuścił Śmierć. Jego cierpienie było niemal namacalne.
- Nie chcę tego dziecka. Proszę, spróbuj ją przekonać. Mogłaby być z tobą. Z tobą mogłaby mieć dzieci.
- Śmierć, dobrze wiesz, że to się nie uda.
- Ja chcę tylko, by żyła – po jego twarzy popłynęły łzy. – Widząc jak się zmienia… Widząc jej szczęście… Ja nie mogę wiecznie udawać, że cieszę się razem z nią.
- Wiesz co, Śmierć? – Sen uśmiechnął się łagodnie. – Ja myślę, że ona dobrze wie o tym co czujesz do tego dziecka. I jestem pewien, że nie ma ci tego za złe. Ale proszę… Zostań z nią do końca. I nie okazuj strachu – błagam, nie spraw, by umierała w strachu. Chcę, żeby odchodząc czuła szczęście.
I nie był to koniec odwiedzin tej nocy.
- Śnie, mam do ciebie prośbę – oznajmiła Lena. Sen zdążył do jej przyjścia nieco opanować harmider w jej królestwie, lecz mimo widocznych pozostałości po burzy dziewczyna nie skomentowała tego.
Sen skinął głową i uśmiechnął się do niej, chociaż w pierwszym odruchu chciał przytulić się do niej i wyżalić się, poprosić o to, by została z nim. Ale wiedział, że tak nie może.
Nadzieja i tak nie odchodzi – nawet, gdy czujemy sznur na szyi, a kat pociąga za dźwignie. Zaszczepiła się w dwóch sercach dwóch braci, jak pasożyt, który opanowuje stopniowo cały umysł.
I nie odejdzie do śmierci. 

                                                                           
                                                                            ***

Witajcie, Czytelnicy. 
Wiem, że rozdział nie jest zbyt długi, ale myślę, że jest również wystarczający. Następny będzie rozstrzygnięciem tej sytuacji, lecz nie będzie ostatnim. Tak więc jeszcze chwilę będę ciągnąć tę historię. Co myślicie o tym rozdziale? Zapraszam do komentowania.

piątek, 1 maja 2015

XIX. Początek końca

            Życie podpełzała cicho, nie zauważona przez nikogo, niczym cień. Wiedziała, że nikt jej nie zatrzyma – jest to niemal niemożliwe. Wiedziała również, że Śmierć pod wpływem tego, co ludzie zwali miłością jest nieostrożny, wiedziała, że teraz jest najbardziej odsłonięty i podatny na atak. A najpiękniejsze w tym było to, że cokolwiek by zrobił i tak jest stracony – intuicyjnie przeczuwała jego koniec. To Życie, jako Początek przerwie tą niekończącą się ósemkę, to równanie nieskończoności jakim była razem ze swoim bratem. Co prawda Sen nie będzie tym usatysfakcjonowany – ona sama kochała Sen, lecz nienawiść do Śmierci przezwyciężyła to uczucie. Nie miała zamiaru odpuścić.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Dokonało się – rzekła w głębie swojego królestwa, a jej głos brzmiał i brzmiał, odbijając się echem po pustych wnętrzach.

            Śmierć siedział w Pokoju bez Drzwi. Czuł nieuzasadniony niepokój, wdzierający się do jego serca, powodujący mrowienie na karku. Wrażenie to odnosił od paru tygodni, lecz nie zdradzał niczego Lenie – zresztą on sam nie rozumiał czego ono dotyczy. Ale niepokój ten nasilał się z dnia na dzień, co nie dawało mu spokoju.
            Usłyszał głos swojej ukochanej – szukała go na zewnątrz. Zmusił się do uśmiechu i chwilę później znalazł się przy niej.
- Przepraszam, miałem dużo pracy – usprawiedliwił się, kiedy spytała gdzie się podziewał. Wydawała się nieco bledsza niż zwykle, lecz nie skomentował tego. W zamian za to zaproponował, by coś zjadła. Widział jak kiwa głową, lecz ze znikomym entuzjazmem. Obserwował ją uważnie, kiedy powoli jadła sałatkę z kurczakiem. Nie zjadła nawet połowy, kiedy stwierdziła, że chciałaby się jeszcze położyć. Zaniósł ją do łóżka i położył się obok, przytulając się do niej.
- Lena, coś ci dolega? – zapytał cicho.
- Trochę źle się dzisiaj czuję – powiedziała słabo, lecz uśmiechnęła się. Nigdy wcześniej nie miała takich problemów przed miesiączką, lecz dobrze wiedziała, że takie objawy nie zwiastują niczego złego. Oparła głowę o jego tors i pozwoliła gładzić się po plecach. Zdrzemnęła się na chwilę.
A parę dni później wszystko się wyjaśniło.
            Powinna dostać okres dwa dni temu. Jej obawy narastały. Przecież miesiączka nigdy się jej nie spóźniała. Kiedy usłyszała, że Śmierć ją woła z sypialni, zbladła i poczuła przytłaczającą słabość. Próbując brzmieć jak najnormalniej powiedziała, że za chwilę przyjdzie. Schowała głowę między nogi i zaczęła głęboko oddychać. Nie była jeszcze niczego pewna, lecz mimowolnie na jej twarzy rozkwitł uśmiech, który kilka sekund później zrzedł.
Nieprzewidywalna reakcja Śmierci napawała ją strachem. To wszystko nie mieściło jej się w głowie, i nie miała pojęcia jak sama ma zareagować. Wiedziała tylko, że dopóki się nie upewni, nie zdradzi Śmierci, że jest w ciąży. Teraz tylko musiała jakimś cudem dostać się do świata żywych i pójść do lekarza. Ale czy to rzekome dziecko będzie tylko człowiekiem? W końcu będzie to dziecko Śmierci.
Ktoś musiał jej pomóc. Jej myśli pobiegły ku jednej osobie.
Opłukała twarz zimną wodą i wyszła uśmiechnięta z toalety.
- Będę musiał zostawić cię dzisiaj samą – oznajmił ze smutkiem, a Lenie zapaliła się w głowie mała żaróweczka. – Mam mnóstwo pracy. Poradzisz sobie? – zapytał, jakby była małym dzieckiem.
- Może wybiorę się do Śnienia? – zapytała mimochodem, bacznie obserwując jego reakcję. Nie zauważył niczego dziwnego w tej zachciance i skinął głową.
- To świetny pomysł – przyznał. – Nie lubię zostawiać cię tutaj samej.
Po śniadaniu i soczystym pożegnaniu Lena ujęła w dłoń swój Łapacz Snów, by po chwili znaleźć się przed olbrzymim zamkiem Śnienia. Przyjaciel wyszedł do niej z uśmiechem i zaprosił do środka. Lena nie mogła powstrzymać się od uśmiechu mimo strachu, który ją obleciał. Usiadła w dziennym pokoju na kanapie, a Sen na fotelu.
- Śnie, musimy porozmawiać – zaczęła poważnym tonem. Spojrzał na nią z przestrachem.
- Zrobił ci coś?
- Kto? – zapytała ze zdezorientowaniem. – Śmierć? Nie… - pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się. – To znaczy nie do końca. Chociaż jeszcze nie jestem pewna.
- Nic nie rozumiem – słyszała w jego głosie rozdrażnienie. Kto by pomyślał, że tak łatwo go rozjuszyć. Uśmiechnęła się szerzej.
- Wydaje mi się… - odwaga na podzielenie się tą nowiną ze Snem nagle wyparowała. – To znaczy… Tak tylko myślę, że…
- Lena, za chwilę z tobą oszaleję. Mów co… - podniósł głos, lecz dziewczyna mu przerwała.
- Chyba jestem w ciąży – jej głos był ledwie słyszalny, lecz w ciszy, jaka nastała wydał się głośnym okrzykiem. Uczucia na twarzy Snu były zróżnicowane – zbladł, lecz zaraz później nabrał rumieńców i przytulił Lenę z całych sił.
- Śnie, udusisz mnie! Jeszcze nie jestem niczego pewna!
- Gratuluję! To naprawdę świetna wiadomość. Muszę pogratulować Śmie…
- Nie – powiedziała stanowczo, blednąc. Opadła z powrotem na kanapę i spuściła wzrok.
- Jak to?
- Nie powiedziałam mu. Jeszcze.
- Lena, nie sądzisz, że on powinien wiedzieć?
- Chcę się najpierw upewnić. Zresztą… - zawahała się i zaczęła bawić się palcami złożonymi na kolanach. – Boję się jego reakcji.
- Głuptasie! Przecież on będzie przeszczęśliwy, dobrze o tym wiesz.
- Myślę, że on nie ma pojęcia, że coś takiego jest możliwe. W końcu jest Śmiercią.
Zastanowił się.
- Pójdę z tobą do lekarza. A później zastanowimy się, jak mu to powiedzieć. Dobrze?
Skinęła głową.
Sen wybrał znajomego lekarza z Polski, który wiedział o ich istnieniu. Co prawda Lena nieco obawiała się wtajemniczonych osób, lecz widząc, że Sen mu ufa zgodziła się zostać z nim sama.
Wizyta nie trwała długo. Kiedy wyszła z gabinetu Sen spojrzał na nią pytająco.
- Szósty tydzień. To dlatego odczuwam mdłości – Lena przełknęła ślinę, zwilżając zaschnięte ze stresu gardło. Cieszyła się, naprawdę cholernie się cieszyła, lecz za każdym razem stawał jej przed oczami Śmierć i jego sroga, nieludzka mina. Być może Sen miał rację, i jego reakcja w ogóle nie będzie przypominać tej, którą wyimaginowała Lena, lecz pierwotne poczucie strachu nie opuszczało jej.
Po chwili dotknęła płaski jeszcze brzuch i, chociaż to praktycznie niemożliwe, poczuła tryskającą energię życia, tak piękną, tak zjawiskową. Wewnątrz niej był mały pierwiastek, tak bardzo wyjątkowy i niepowtarzalny.
Jej mały skarb.
            Sen zaproponował jej, że będzie przy jej rozmowie ze Śmiercią, lecz ona stanowczo odmówiła. To ona sama musiała mu o tym powiedzieć, inaczej zachowałaby się jak tchórz – zresztą i tak się tak czuła.
            Weszła cicho do zamku, nie chcąc spotkać Śmierci – oczywiście ten czekał na nią w holu, ukryty niemal w ciemności. Kiedy się odezwał Lena podskoczyła.
- Gdzie byliście? – zapytał z udawaną obojętnością, lecz pod tym pozorem spokoju kryła się złość. Lena wiedziała, że nie powinna przebywać w świecie ludzi bez jego opieki, a przynajmniej bez jego wiedzy.
- Tu i tam – odpowiedziała cicho, starając się zachować normalny wyraz twarzy. Przeszła obok niego, muskając dłonią jego policzek.
- Położę się, jestem zmęczona – oznajmiła.
- Wiesz, jak się wystraszyłem? Nie mam nic przeciwko, byś razem ze Snem odwiedzała świat żywych, lecz mogłaś mnie uprzedzić o twoich planach – zarzucił ją pretensjami.
Zatrzymała się słysząc te słowa. Ponownie poczuła przytłaczającą słabość i drżenie rąk.
- Więc co było tak pilne, że nie mogliście mi powiedzieć, że wychodzicie ze Śnienia? – Czuła, że na nią patrzy, lecz brakowało jej odwagi, by się odwrócić. Słyszała jego powolne kroki i spięła wszystkie mięśnie, w bezwarunkowym odruchu ucieczki. Poczuła jak jego dłoń delikatnie przesuwa się po jej ramieniu, by w końcu zmusić ją do odwrócenia się przodem do niego. Starała się nie patrzeć mu w oczy, by nie zobaczył jak bardzo się boi, ani, że w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Milczysz. Nie wiem jak to interpretować – oznajmił, nie kryjąc już zdenerwowania. Spróbował palcem unieść jej brodę do góry, lecz odsunęła się od niego.
- Byłam u lekarza – wyszeptała, czując niemiły ścisk w żołądku.
- Coś ci dolega? Coś cię boli? – zapytał z przestrachem w głosie. Przypomniał sobie ostatnie dziwne zachowanie dziewczyny, nienaturalną bladość jej skóry i brak apetytu. Strach oblepił jego serce.
- Nie. Nic mi nie jest – zapewniła szybko, rzucając mu nerwowe spojrzenie. Śmierć z troską się jej przyglądał i zrozumiała, że przecież nie ma się czego bać – przecież on tak samo pokocha to dziecko, jest w końcu jego ojcem. Czując przypływ pewności siebie wzięła głęboki oddech. – Jestem w ciąży.
Obserwowała jego twarz, chcąc wyłapać z niej wszelkie emocje. Najpierw na jego obliczu widać było niedowierzanie, które z czasem przerodziło się w szeroki uśmiech. Już miała odetchnąć z ulgą, kiedy nagle jego spojrzenie zmieniło się, jakby coś sobie nagle przypomniał.
- Śmierć? – zapytała z wahaniem.
- Muszę… - powiedział cicho, czując jak zasycha mu w gardle. – Muszę coś sprawdzić. Nie ruszaj się stąd – rozkazał beznamiętnie i rozpłynął się w powietrzu. Jego nagłe zniknięcie zszokowało Lenę – poczuła, jak niespodziewanie po policzkach zaczęły płynąć jej łzy. Osunęła się na kolana, jakby wraz z odejściem Śmierci zniknęło napięcie, które utrzymywało ją w ryzach. Jej szloch odbił się echem od ścian, a ona sama była zaskoczona reakcją swojego ciała.
Poczuła urazę i smutek. Jak mógł ją opuścić, kiedy wyznała mu, że nosi w sobie owoc ich miłości? Przez parę sekund była pewna, że się ucieszy… A teraz ta pewność legła w gruzach.

            Śmierć czując się niczym pod wpływem silnego narkotyku zrobił coś, czego nie robił od bardzo dawna.
- Siostro? Możemy porozmawiać? – rzucił w głąb otaczającej go ciemności. Odpowiedział mu cichy chichot.
- Oczywiście, mój bracie – zezwoliła mu na wejście do swojego zdewastowanego królestwa.
- To twoja sprawka? – zapytał ostro, rezygnując z powitania.
- Niby co? – zapytała niewinnie. Poczuł wstręt do swej siostry.
- To dziecko.
- Nie sądzę, że mogłam mieć z tym coś wspólnego. To ty z się z nią pieprzyłeś.
- Przestań ze mną grać! Czułem, że coś jest nie tak. Czuję, że to ty jesteś za to odpowiedzialna. Nie wiem tylko jaki masz w tym cel.
- Nie rozumiesz bracie? To dziecko ma twój pierwiastek. Ta kobieta nie przeżyje porodu. Albo ona albo dziecko, wybieraj. – powiedziała to ze spokojem, chociaż w jej głosie było słychać rozbawienie. Śmierć zamurowało.
- Niemożliwe…
- To prawda. To dziecko jest częścią ciebie. Jego narodziny wiążą się z jej śmiercią. Jest tylko jeden sposób, by ją ocalić.
- Błagam. Ocal ją. Mogę odejść, tylko błagam, nie pozwól jej umrzeć.
- Nie. To ty do tego doprowadziłeś, więc ty naprawisz swój błąd. Tak czy siak jedna osoba musi umrzeć.
- Ty… - czuł jak jego moc domaga się uwolnienia, lecz nim zdążył cokolwiek zrobić poczuł dłonie swoich ramionach.
- Po prostu je zabij, a ona przeżyje – szepnęła mu do ucha Gniew. Kątem oka dostrzegł resztę siostrzenic. Odwrócił się do niej gwałtownie, i odepchnął od siebie, tak, że uderzyła z impetem o ścianę.
- Wynoś się! – rozdzierający krzyk Życia zaniknął w ciemności, która go ogarnęła. Był z powrotem u siebie.
Wiedział co musi zrobić.
Lena instynktownie wyczuła, że wrócił. Zbiegła po schodach do holu.
- Śmierć? Co to miało znaczyć? – Lena czuła, jak powietrze, do którego się przyzwyczaiła robi się coraz cięższe. Wystraszona cofnęła się, bacznie obserwując twarz mężczyzny, nieludzką maskę, o której już niemal zapomniała. Patrzył na nią, i chociaż w oczach było widać czułość, to coś w jego zachowaniu kazało jej mieć się na baczności.
- To dziecko nie może się urodzić – powiedział chłodnym, groźnym głosem, a z każdym jego słowem powietrze gęstniało coraz bardziej i bardziej. Lena czuła zamroczenie – złapała się za gardło i łapczywie brała płytkie oddechy.
- Co ty robisz, do cholery? – krzyknęła czując coraz większą panikę. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- Muszę to zrobić – jego nieludzki, cichy głos brzmiał w jej głowie niczym dzwon.
- Przestań Śmierć! – Lena czuła, że za chwilę zemdleje. Obraz przed jej oczami rozmazał się, ale widziała jak mężczyzna zbliża się do niej. Odruchowo sięgnęła do Łapacza Snów i po chwili już jej nie było.
            Leżała na rozgrzanej ziemi i nareszcie mogła nabrać więcej powietrza w płuca. Czuła, jak po jej twarzy spływają kropelki potu zmieszane ze łzami. Nie miała siły, by zawołać Sen, ale była pewna, że za chwilę się tu zjawi. Po kilku sekundach usłyszała jego krzyk.
- Lena! – troska i obawa rozbrzmiewały w jego głosie. Kiedy znalazł się przy niej podniósł ją z ziemi.
- Powiedział, że musi zabić to dziecko – wyszlochała z żalem, wtulając się w jego tors. – Nie mogłam już złapać oddechu… I… - nie była w stanie nic więcej powiedzieć. Sen zaniósł ją do zamku i położył na kanapie w saloniku.
- Dlaczego to powiedział? Na początku wydawało mi się, że się ucieszył… - opowiedziała mu o tym, jak zostawił ją samą, o jego powrocie i obcym zachowaniu. Sen nie krył oburzenia, a po chwili obrócił głowę w bok, jakby coś usłyszał.
- Próbuje tutaj wejść – powiedział jej, patrząc jak jej skóra blednie. – Spokojnie, on tutaj nie może nic zrobić. Pójdę z nim porozmawiać.
            Sen był wzburzony niczym morze huraganem. Wyszedł na zewnątrz i zobaczył swego brata. Pierwszy raz poczuł taką złość.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! – zagrzmiał, a jego głos niczym potężna fala dźwiękowa kazała Śmierci się zatrzymać. Sen zmienił się – łagodną twarz wykrzywił grymas, a wokół niego skrzyła się czarno-czerwona aura. Śmierć raptownie się zatrzymał z szokiem patrząc na brata.
Trzeba wiedzieć, że w równaniu nieskończoności Sen nie odgrywa żadnej roli. Życie i Śmierć byli tak naprawdę od siebie uzależnieni – ich moce uzupełniały się, a brak któregoś z nich spowodowałby dużo zamieszania. Ale Sen był inny.
Rodzeństwo wiedziało, że to on ma największą moc, lecz nie znało jego drugiej natury. Śmierć jeszcze nigdy nie widział jego złości – skulił się w sobie, kiedy uderzyła w niego senna fala.
- Byłem u Życia – odpowiedział rozpaczliwym głosem. – Narodziny tego dziecka równają się ze śmiercią Leny. Nie pozwolę na to…
Na twarzy Snu wstąpiła rozpacz. Pohamował moc, która tak niespodziewanie zaatakowała Śmierć.
- Niemożliwe… - wyszeptał.
- Nie mogę na to pozwolić – wycedził Śmierć przez zaciśnięte zęby i ruszył w stronę drzwi. Niespodziewanie upadł na kolana i przyłożył dłoń do krwawiącej wargi. Nawet nie zdążył zauważyć, kiedy Sen go uderzył.
- Ty skończony idioto! Obiecałeś jej, że już nigdy jej nie skrzywdzisz, a teraz chcesz jej odebrać to, co pokochała. Jesteś egoistyczną ciotą, Śmierć!
- Mam dać jej odejść? – zapytał rozpaczliwie.
- Masz z nią porozmawiać i masz ją wspierać. Obiecałeś jej coś. Spróbuj ją tknąć, a obiecuję, że skończysz w męczarniach. Rozumiesz?
Śmierć skinął głową, a później jego brat pomógł mu wstać. Weszli do zamku, kierując się ku dziewczynie. Kiedy weszli do salonu Lena gwałtownie wstała. Śmierć na nią nie patrzył, czując wstyd za to, co zrobił.
- Zostawiam was – oznajmił Sen głosem nieznoszącym sprzeciwu. Wychodząc zwrócił się ostrzegawczo do Śmierci – Zachowuj się.
Nastała cisza. Pierwszy przerwał ją mężczyzna.
- Złamałem obietnicę – powiedział cicho. – Przepraszam.
Popatrzyła na niego skrzywdzonym wzrokiem.
- Przepraszam? – wyszeptała cicho, zbliżając się do niego. – Co ci odbiło, Śmierć? – zaczęła go okładać zaciśniętymi pięściami, czując nowy potok łez. – Ty… Jak mogłeś coś takiego w ogóle powiedzieć?
Złapał jej nadgarstki przyciągając do siebie, lecz ona nadal próbowała go uderzyć. Po jego twarzy spłynęła łza. Uklęknął przed nią, przyciskając głowę do jej tułowia, powodując tym samym, że znieruchomiała. Lena patrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Dlaczego zachowałeś się jak ostatni kretyn? – zapytała z powagą, emanując gniewem.
- Ja… Przepraszam za wszystko. Z mojej winy możesz umrzeć. To… dziecko – przełknął głośno ślinę. – Jeśli je urodzisz… Umrzesz – ostatnie słowo prawie wyszeptał, jakby było dla niego klątwą. Władca Śmierci zaczął obawiać się sam siebie.
- Że co?
- Ja nie wiedziałem, że takie coś może się zdarzyć. A teraz… Nasze dziecko posiada mój pierwiastek. Narodziny nowej Śmierci zakłóciłyby równowagę. Nic nie będę mógł zrobić, Lena. Nie chcę, żebyś odeszła.
Słuchała go, nie wierząc w to, co słyszy.
- Proszę, nie odchodź ode mnie – zakończył z rozpaczą w głosie.
- Śmierć – wyszeptała cicho i osunęła się na kolana, tak by mogła na niego spojrzeć. Po jego bladych, marmurowych policzkach spływały łzy. – Nie pozwolę zabić tego dziecka. To jest owoc naszej miłości. Nie mogę pozwolić, by ktokolwiek to zniszczył. Jeśli tego nie zaakceptujesz… - zawahała się. – Powiedziałeś, że już nigdy mnie nie skrzywdzisz.
- Właśnie to zrobiłem. To ja spowodowałem, że wkrótce umrzesz.
- Nie! Nie żałuję ani chwili spędzonej z tobą – była rozzłoszczona na niego. – Skrzywdzisz mnie, jeśli zrobisz coś sprzecznego z moją wolą.
- Lena, proszę. Nie dam rady żyć bez ciebie. Nie każ mi czekać spokojnie na twoją śmierć.
- Nie chcę już o tym dyskutować – przerwała mu ostro. – Chcę, żebyś cieszył się razem ze mną. Chcę żebyś przy mnie był do samego końca. Spróbuj mnie opuścić, a nie ręczę za siebie. A teraz chcę wrócić do domu – zakończyła władczo i wstała. Sen wszedł do komnaty.
- Lena… - powiedział cicho ze smutkiem. Spiorunowała go wzrokiem.
- Ani słowa, Śnie.
- A jakbym odszedł? Jakbym pozwolił Życiu na zniszczenie mojej istoty? Gdyby śmierci nie było na świecie… Lena by to przeżyła, razem z dzieckiem. Nie mogłaby wtedy odejść z tego świata.
Lena nabrała gwałtownie powietrza w usta i zaczerwieniła się ze złości.
- Nie zapominaj kim jesteś, bracie. Priorytetem twojego istnienia nie jest miłość. Ty zostałeś zobowiązany przez Stwórcę do stania na straży harmonii wszystkich światów. Pamiętaj, że Śmierć, który nie spełnia swoich obowiązków na nic się nikomu nie zda. Twoja postać zniknie i zostaniesz samą świadomością. Chcesz tego?
- Zamknijcie się obydwoje! – krzyknęła, zwracając na siebie ich uwagę. – Jeszcze nigdzie się nie wybieram. To dopiero drugi miesiąc, a wy już zachowujecie się, jakbym miała umrzeć za parę minut. Niech któryś z was powie coś na ten temat… A obiecuję, że tego pożałuje. Idziemy, Śmierć!
Wyszła z zamku, nie oglądając się za siebie. Tego dnia praktycznie nie odzywali się do siebie. Lena siedziała tylko w jego objęciach.
Nie mogła powiedzieć, że świadomość własnej śmierci ją nie obchodziła. Po prostu… Nie chciała okazywać przed ukochanym swoich obaw – dobrze wiedziała, co było powodem jego gwałtownej reakcji. Dobrze wiedziała, że jej śmierć nie wpłynie na niego dobrze. Ale nie wyobrażała sobie, by mogła pozwolić skrzywdzić tą małą istotkę w jej łonie i miała nadzieję, że to właśnie ona uratuje Śmierć, kiedy jej zabraknie.

            Początki są zawsze najgorsze – trzeba się przyzwyczaić do nowej sytuacji. A początek końca niczym się nie różnił. Przeszłam już tyle początków – pomyślała Lena. – Z tym również sobie poradzę.

niedziela, 19 kwietnia 2015

XVIII. Początek wiosny, koniec lata

            Niezauważenie mijały dni i miesiące. Trudno było poznać odmienioną Krainę Śmierci – chmury praktycznie nie zakłócały błękitu nieba, liście skrzyły się złotem, a sam zamek dosłownie odmłodniał. Powietrze napęczniało od szczęścia i spokoju, a delikatny wiaterek cicho szumiał wśród traw. Chłodne morze nabrało intensywnej, egzotycznej barwy, a piach wyglądał jak skruszone złoto. Jedynie w oddali widać było mgłę okalającą najwyższe szczyty królestwa.
            Przyczyna tej zmiany wyszła właśnie na zewnątrz, ubrana w białą, zwiewną suknię tańczącą na wietrze. Rozpuszczone włosy były jeszcze w nieładzie. Musnęła palcami chłodną, złotą skórę jednego z gryfów – stworzenie przeciągnęło się i przymrużyło oczy, zadowolone z tej pieszczoty.
Lena dopiero wstała. Nie zastała Śmierci leżącego u swego boku, ale dobrze wiedziała, że miał pilne sprawy. Postanowiła, że przespaceruje się po swoim królestwie – teraz nie tylko w myślach nazywała je swoim. Tutaj był jej dom, nigdzie indziej. Miała dwadzieścia trzy lata i nareszcie odnalazła swoje miejsce w świecie – nawet, jeśli to nie był świat, do którego pierwotnie należała.
            Ponad rok upłynął od oświadczyn Śmierci, a wydawało jej się, jakby spędziła z nim o wiele więcej czasu. Mimo tego, nie bała się końca tej sielanki – miała ona trwać na wieki, zgodziła się na to, kiedy przyjęła oświadczyny. Nie żałowała tego. Śmierć działał na Lenę tak… ożywiająco. Jakby była stworzona do bycia jego towarzyszką, jakby był jej brakującą częścią, która nareszcie znalazła się na odpowiednim miejscu. Dawał jej tyle odwzajemnionego szczęścia i miłości. Otaczał ją opieką, a ona sprawiła, że był tą samą istotą, która niegdyś pokochała Nadzieję.
            Stanęła przy różanym ogrodzie, pieszcząc nos zapachem kwiatów. I wtedy niespodziewanie poczuła na swojej talii znajomą dłoń.
- Dzień dobry –powiedziała do Śmierci odwracając się w jego stronę. Wyglądał jak bóg, jej własny bóg – nie tylko ona zmieniała się przez tą miłość. Pocałował z umiłowaniem jej usta i wziął ją na ręce.
- Śniadanie? – zapytał. Jednak ona już jadła, dlatego usiedli w salonie, a Xavier przyniósł im czerwone wino.
- Mamy jakieś święto?
- Każdy dzień z tobą jest świętem – powiedział tylko podając jej kieliszek. Roześmiała się.
- W takim razie powinniśmy na co dzień chodzić pijani – odpowiedziała mu, upijając łyk wytrawnego wina. – Załatwiłeś wszystko, co chciałeś?
- Tak – skinął głową z tajemniczym wzrokiem. Spojrzała na niego pytająco, a wtedy wyciągnął zza pazuchy dwa eleganckie zaproszenia. Lena otworzyła jedno.
- Pomyślałem… - chrząknął. – Pójdziemy tylko na chwilę. Nic chyba się nie stanie.
- Opera! – wykrzyknęła z entuzjazmem i wskoczyła na jego kolana, obejmując go. – Dziękuję, kochanie. To naprawdę świetny pomysł.
- Tak myślisz? – zapytał z wahaniem, na co pokiwała głową. Rozpogodził się i schował bilety. Był usatysfakcjonowany jej reakcją – miał czasami wątpliwości, nie mógł się oszukiwać – Lena jako człowiek potrzebowała innych ludzi. Dlatego też, od czasu do czasu, zamiast spotkań z bogami i innymi istotami z nieludzkiego świata, zabierał ją gdzieś, tak, by przebywała wśród ludzi. Zachowywał wtedy nadzwyczajne środki ostrożności, ale dla jej uśmiechu zrobiłby wszystko.
Popołudniu Lena wyszykowała się do wyjścia – ubrała długą, czarną suknię na nieco szerszych szelkach z dosyć głębokim dekoltem, rozszerzającą się delikatnie ku dołowi. Upięła włosy, pomalowała się, a na koniec ubrała długie, koronkowe rękawiczki.
Tak wyobrażała sobie królową Śmierci.
Wieczorem złapała go za dłoń i w następnym momencie znajdowali się na niewielkim placyku wybrukowanym kostką. Było już ciemno, lecz latarnie oświetlały drogę.
Włochy – pomyślała Lena rozglądając się. Byli blisko, ponieważ spotkali więcej par ubranych w eleganckie suknie i garnitury. Budynek opery nie był duży, lecz pięknie zaprojektowany. Śmierć skierował ją do przestronnej sali, na dole której znajdywała się  scena. Lena spojrzała w górę – nie było dachu, tylko dobrze widoczne gwiazdy. Całą salę oświetlały pochodnie, nadając ludziom nieludzkiej nuty.
Weszli po schodach, do dwuosobowej loży. Śmierć nie wyglądał na całkiem rozluźnionego, co chwila spoglądał na boki, jakby obawiając się ataku. Ścisnęła mocniej jego dłoń i przeniosła wzrok na plan występu.
Siedziała oparta o niego, słuchając pieszczących ucho dźwięków, patrząc z góry na innych ludzi. Wydawało jej się to takie nierealne – jakby byli tylko jej wyobrażeniami, nierealnymi projekcjami. Wpatrywała się w nich, kiedy jej uwagę przykuł wysoki głos śpiewaczki. Spojrzała na nią, czując gęsią skórkę.
- Co to jest? – zapytała wskazując na scenę.
- Dante „La Vita Nuova” – wyjaśnił jej Śmierć i pokazał tłumaczenie na karcie. – A dokładniej „Vide Cor Meum”.

Chór: I myśląc o niej
Słodki sen ogarnął mnie

Jestem twym panem
Ujrzyj serce twe
To tym sercem płonącym
Sercem twym,

(Chór: Ona drżąc)
Posłusznie żywi się.
Płaczącym ujrzałem go wtedy,
Opuszczającego mnie.
Radość zmienia się
W najbardziej gorzkie łzy

Spokój otacza mnie
Serce me
Spokój otacza mnie
Ujrzyj serce me.
            
           Poczuła dreszcze słysząc głos śpiewaków. Do oczu mimowolnie napłynęły jej łzy wzruszenia i przytuliła się do Śmierci. Na końcu utworu po twarzy spłynęła jej łza.
- Piękne – wyszeptała cicho do niego.
- Też tak uważam – przyznał, spoglądając na nią, lecz ona nic już nie powiedziała.
Dopiero po zakończeniu, kiedy wyszli na zewnątrz mogła nabrać głębszego oddechu – występ zrobił na niej piorunujące wrażenie, zapierał dech w piersiach. Cieszyła się, że Śmierć wymyślił coś takiego – miła odmiana miłej codzienności.
- Wracamy? – zapytał, wciąż obsesyjnie rozglądając się na boki. Uśmiechnęła się widząc jego nerwy i skinęła głową.

            Stojąc już w sypialni Śmierć objął Lenę.
- Podobało ci się? – upewnił się.
- Tak – pytał się o to już chyba piąty raz od ich powrotu, i piąty raz słyszał tą samą odpowiedź. – To był naprawdę udany prezent, Śmierć.
Uśmiechnął się ze szczerością, a Lena pocałowała go w usta, łapczywie, jakby mogła go mieć tylko przez chwilkę. Ściągnęła jego koszulę, rzucając ją niedbale w bok. On zjechał dłońmi w dół i zaciskając je zaraz przed kolanami uniósł ją do góry. Zachichotała, kiedy upadli na łóżko i przewróciła go na plecy, tak, że znajdowała się na górze. Sięgając do tyłu odsunęła suwak sukienki, i patrząc mu w oczy ściągnęła ją. Uwolniła włosy z upięcia, rozrzucając je na wszystkie strony. Śmierć nie wytrzymał i chciał usiąść, tak, by ustami dotykać jej ciała, lecz ona pchnęła go z powrotem na pościel. Zaczęła wodzić dłonią po jego torsie, obserwując jego przymknięte oczy, czując jego dłonie zaciskające się na jej udach. Kiedy dotarła do jego spodni i rozpięła guzik złapał jej dłoń i chciał ją przyciągnąć do siebie, lecz wyrwała mu się i groźnie pokiwała palcem. Wróciła do rysowania palcami ścieżek na jego piersi.
- Doprowadzisz mnie do szaleństwa – powiedział Śmierć, oddychając głęboko. Spojrzała na niego niewinnie i poruszyła delikatnie biodrami, obserwując jego reakcję.
- Tym? – zapytała z powagą. Nie odpowiedział jej, skupiając całą siłę woli na tym, by nie przyciągnąć jej do siebie. Zaczęła się bawić odpiętym guzikiem jego spodni, by następnie schylić się i celowo omijając usta pocałować go w ich kącik, nie dając mu możliwości na odwzajemnienie.
- Czy tym? – szepnęła i zjechała ustami do jego szyi. Składała mu słodkie pocałunki, aż nie wytrzymał i szybko zamienił się rolami, i teraz to ona leżała na plecach i była obdarowywana pocałunkami. Jego usta utorowały ścieżkę biegnącą do skraju koronki majtek. Lena wygięła się do tyłu, w oczekiwaniu. Czuła przez materiał jego oddech, czuła jego dotyk. Nagle przestał ją pieścić i ponownie jego usta znalazły się przy jej szyi, podczas gdy ręce ściągały z niej bieliznę. Czuła ciepło na podbrzuszu i nie mogła już czekać, chciała go poczuć. Wszedł w nią powoli. Jęknęła z pożądania, kiedy wycofał się i objęła go nogami, przyciągając do siebie.
- Teraz to ty doprowadzasz mnie do szaleństwa – wydyszała, czując na uchu jego marmurowe wargi. Usłyszała cichy śmiech, a później, nie chcąc trzymać ją w tej denerwującej niepewności z powrotem zawitał w jej ciele i nie odłączył się od niej do samego końca w tym tańcu miłości.
            Kiedy Lena zasnęła Śmierć lawirował wśród myśli, zmęczony, ale spełniony. Zastanawiał się nad słowami, które kiedyś usłyszał od brata. Powiedział mu, że Lena jest naprawdę niezwykła. Wiedział dokładnie dlaczego. Po pierwsze potrafiła go pokochać – istotę, przez którą tak drastycznie zmieniło się jej życie. Po drugie on sam nie wierzył, że kiedykolwiek kogoś znowu pokocha – dla niego miłość odeszła wraz z Nadzieją.
A ostatnią rzeczą było to, że dała mu Nadzieję, chociaż ona odeszła wieki temu. Dała mu coś, na czym tak bardzo mu zależało… A nim się zorientował okazało się, że teraz tylko na niej mu zależy, że nie ma już dawnej ukochanej, bo nie jest mu potrzebna ta przeszłość. Nigdy nie zdoła jej tego wynagrodzić.
- Dziękuję – szepnął do śpiącej dziewczyny i zamknął oczy.
           
W ciemnej komnacie na tronie siedziała Życie. Obok tronu, na zimnej, zakurzonej posadzce spoczywała Pożądanie, opierając głowę o kolana matki. Życie gładziła ją po włosach. Na jej twarz wstąpił obrzydliwy uśmiech.
- Już niedługo, moje słońce – powiedziała spokojnie. Pożądanie obrzuciła ją zaszklonym spojrzeniem pełnym nadziei. – Lato już się kończy, a z jego końcem tym razem prócz zimy przyjdzie wiosna.
Pożądanie uśmiechnęła się złośliwie. Czuła miłość Śmierci i Leny. Czuła ich wzajemny dotyk. Obietnica końca naprawdę poprawiła jej humor.


                                                                           ***

Witajcie :) Obudziłam się tak wcześnie, więc postanowiłam spożytkować ten czas na poprawienie rozdziału, który co prawda obiecywałam dodać za tydzień, lecz nie mogłam się powstrzymać (może dlatego, że kiedy mam się uczyć zawsze szukam innego zajęcia). 
W każdym razie, komentujcie, dzielcie się swoimi opiniami i interpretacjami. Jestem ciekawa co wymyślicie :)
Jednocześnie zapowiadam, że następny rozdział już wkrótce zaskoczy was swoją objętością - jednocześnie uchylę rąbek tajemnicy i zdradzę, że do końca zostały trzy rozdziały (to nie znaczy, że skończę powieść, tylko, że akurat TA historia się zakończy) :) Zamykam buzie na kłódkę i wyrzucam kluczyk, bo za chwilę powiem za dużo.

Miłych Snów - powiedziała Igrająca ze Śmiercią, po czym zasłoniła okna i poszła do Śnienia :)