poniedziałek, 18 maja 2015

XXI. Miłość nie umiera

            Leżała na łóżku, a w ramionach trzymała niemowlę o nadzwyczaj bystrych, zielonych oczach wpatrzonych w jej twarz. Uśmiechnęła się szeroko. Dziecko było przepiękne – jasna skóra kontrastowała z kruczoczarnymi włoskami, ogromne oczy obramowane były gęstymi, ciemnymi rzęsami. Chwilę później dziewczynka zaczęła płakać – Lena przytuliła ją do siebie i delikatnym kołysaniem próbowała ją uspokoić. Przeniosła wzrok na białą pościel, którą była przykryta i ujrzała na niej krew. Poczuła, jak jej ciało drętwieje, nie mogła się poruszyć.
            Do pokoju wszedł Śmierć. Chciała się do niego odezwać, lecz nie mogła wykrztusić ani słowa. Jego wzrok był pusty, jakby był tylko skorupą, albo nierealną zjawą. W ręku trzymał srebrny sztylet. Powolnym krokiem zaczął się zbliżać do dziewczyny, a ona, mimo przerażenia nie była zdolna wykonać ani jednego ruchu.
Mężczyzna pochylił się nad nią i wziął od niej dziecko. Lena próbowała krzyczeć, lecz nadal nie była w stanie. Śmierć uniósł sztylet i…
            Obudziła się głośno dysząc. Śmierć głaskał ją po głowie, zorientowawszy się, że miała koszmar. Przez moment Lena miała ochotę wyrwać się z jego uścisku.
- To tylko sen – wyszeptał cicho. Uspokoiła się trochę, mimo, że przed oczami nadal miała przyśnione obrazy. Wtuliła się w Śmierć, mając szeroko otwarte oczy.
- Już dobrze – powiedziała. Śmierć spojrzał na nią z niepokojem. Po chwili dziewczyna podniosła się, może trochę za szybko, bo poczuła zawroty głowy. Śmierć przytrzymał ją.
- Nie tak szybko – poprosił. Usiadł obok niej na łóżku, okrywając ją pościelą. Pocałował ją w policzek, a następnie przyłożył rękę do jej brzucha, delikatnie go gładząc. Lena położyła swoją dłoń na jego, przymykając oczy. Nagle poczuła delikatne kopnięcie. Roześmiała się.
- Ktoś tu się niecierpliwi – powiedziała z uśmiechem na twarzy. Śmierć wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą dłonią wyczuł ruch dziecka. Poczuł narastającą czułość do małej istotki, lecz później jego myśli pobiegły w inną stronę.
Zostały dwa tygodnie.
            Przez ostatnie miesiące starał się być ciągle przy swojej ukochanej. Momenty, w których przy niej nie był można policzyć na palcach u jednej dłoni. Starał się jak tylko mógł, by z jej twarzy ani na moment nie schodził szczery uśmiech. Od ostatniej rozmowy na temat tego, co miało wydarzyć się po porodzie ani razu nie poruszył tej kwestii. Ale to wcale nie znaczy, że o tym nie myślał – nawet w najszczęśliwszych chwilach widmo śmierci Leny czaiło się w jego umyśle, gotowe zaatakować.
            Sen również nie mógł się wyzbyć tych ponurych myśli. Dlatego też, w każdej wolnej chwili, we wszystkich światach prowadził na własną rękę dochodzenie. Oddałby wszystko, aby znalazł się jakikolwiek sposób, by Lena mogła przeżyć. Z każdej takiej wyprawy wracał jednak bez jakichkolwiek dobrych wieści. Żaden z bogów, żadna z istot, ba, nawet sam Lucyfer, do którego w ostateczności się zgłosił, nie miał pojęcia jak można wyjść z tego impasu. Sen nie poddawał się – lecz z każdym dniem jego nadzieje słabły i nabierały szaleńczych barw.
            Kiedy Lucyfer dowiedział się o wszystkim od Snu zachował kamienny wyraz twarzy – ale w głębi serca, nadal żałując utraty dziewczyny poczuł wszechogarniający smutek i gorycz. Był wściekły na Śmierć, bo uważał, że to przez jego lekkomyślność Lena straci życie. Jednak kiedy poprosił o spotkanie z dziewczyną, zarówno ona, jak i jej ukochany odmówili – wciąż pamiętali jego brutalne słowa.
            Życie natomiast wciąż z utęsknieniem oczekiwała, że jej brat zabije nienarodzone dziecko – nie zależało jej na śmierci dziewczyny, chodziło tylko o Śmierć. Zarówno ona, jak i jej córki niecierpliwie obserwowały całą sytuację, niczym sępy latające nad dogorywającym zwierzęciem.
            A Lena… Lena nie myślała o tym. Jej szczęściu nic nie mogło zapobiec, a myśli o przyszłości z pewnością zachmurzyłyby jej pogodę ducha. Żyła chwilą, mając przy sobie swojego ukochanego i najlepszego przyjaciela pod słońcem. Tyle jej wystarczało. Kiedy pomyślała, że mogłaby nadal żyć wśród ludzi… Nie wyobrażała sobie tego. Jej miejsce było tutaj, nigdzie indziej.
Czasami nachodziła ją ta myśl o końcu, jednak z uwagi na Śmierć nie mogła okazywać strachu. Zresztą czy nie udowodnił jej, że śmierci nie powinno się bać? Śmierć to nie koniec. Wiedziała, że w końcu spotka się z ukochanym, po drugiej stronie zwierciadła nieskończoności, jakim jest cykl życia i śmierci.
„Bywa, że wznosimy wokół siebie mury, budujemy je długo i mozolnie i sądzimy, że są bardzo mocne. Jednak potem zjawia się ktoś i obala je zwykłym dotknięciem lub tchnieniem oddechu” – Deb Caletti
Śmierć po odejściu Nadziei zagrodził się murem smutku, gniewu i żalu. Lena wiedziała, że to ona rozbiła ten mur, sprawiła, że jego serce ujrzało światło dzienne. Miała nadzieję, że po jej odejściu ich dziecko sprawi, że nowy mur wokół serca Śmierci nie powstanie. Tylko tyle chciała. To była jej ostatnia wola.

            Lena siedziała na kocu, ukryta przed słońcem liściastą zasłoną. Włosy zebrała w niezdarny kok, ubrała szeroką, chabrową sukienkę, a na ramiona zarzuciła szal. Jedną rękę położyła na brzuchu, a drugą podpierała się z tyłu. Czuła się tak ciężko. Odwróciła głowę do tyłu, słysząc kroki.
- Przyniosłem ci sok – powiedział Śmierć, siadając obok niej. Chciała ułożyć się w innej pozycji, lecz skrzywiła się, czując ból w kręgosłupie. Śmierć pomógł jej się przesunąć bliżej drzewa i położył za jej plecami dużą poduchę, by mogła się oprzeć.
- Czuję się taka olbrzymia – powiedziała uśmiechając się. – Zaczyna mi brakować tamtej swobody ruchu.
- Wyglądasz prześlicznie – pocałował ją w policzek.
- Twoje stwierdzenie całkowicie mnie usatysfakcjonowało – zaśmiała się. – Pomóż mi wstać. Mam dość tego siedzenia.
Delikatnie uniósł ją do góry, a później pozwolił oprzeć jej się o swoje ramię i powoli ruszyli przed siebie. Lena uśmiechnęła się do siebie.
- Co cię rozbawiło? – zapytał z ciekawością Śmierć, bacznie obserwując jej twarz. Zarumieniła się lekko.
- Przypomniałam sobie coś tylko.
- Co dokładnie?
Lena zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- Nasze pierwsze spotkanie. Byłam przerażona, kiedy Sen mnie do ciebie przyprowadził. Zastanawiałam się po prostu co o mnie pomyślałeś w tamtym momencie. Wydałeś się taki znudzony i niezainteresowany czymkolwiek.
- Byłem zirytowany zachowaniem mojego brata. Za każdym razem, kiedy z nim podróżuję próbuje przedstawić mnie wszystkim swoim znajomym. Jednocześnie zaintrygowałem się tobą – zastanawiałem się dlaczego u Lucyfera mieszka człowiek. Tylko tyle.
- Tamto spotkanie wydaje mi się niemal nierealne. Za nasze prawdziwe pierwsze spotkanie uznałam to w szpitalu. Pamiętam nawet smak tej okropnej kawy, którą piliśmy w szpitalnej kawiarence – skrzywiła się na to wspomnienie. Śmierć uśmiechnął się.
- Przyznaje, że była okropna. Ale mógłbym wypić wtedy dziesięć kubków tej lury, by móc spędzić z tobą wtedy więcej czasu.
- To wielkie poświęcenie, jestem zaszczycona – roześmiała się.
- Dla mnie najstraszniejszym wspomnieniem było to, kiedy pierwszy raz dotknęłaś mojej dłoni. Byłem tak zszokowany, że przez moment myślałem, że śnię.
- Byłam później strasznie zła na ciebie. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Przez następne dni bardzo skutecznie mnie unikałeś – zmarszczyła z irytacją brwi. – Za to podobał mi się finał – zagryzła usta, kiedy przed oczami stanęły jej obrazy spędzonej ze Śmiercią nocy.
- Mnie również – przyznał. Wspominając stare czasy poczuli, że ich wspólne życie, mimo, że krótkie, to pełne szczęśliwych momentów.
Cała trójka miała marzenia. Lena wspominała, jak będąc mała zamykała się w swoich światach, tworzyła inne rzeczywistości, wymyślała jak będzie wyglądać przyszłość. Każda istota ma jakieś marzenia – tylko z biegiem czasu one odchodzą, znikają, zabijane przez życiowe doświadczenie. Ale przybierają wtedy bardziej realną formę, przez co są bliższe spełnienia. Teraz marzeniem każdego z nich było spowolnienie nieuchronnie płynącego czasu. Ale to marzenie dziecięce i niemożliwe do spełnienia.
I każdy mijający dzień dawał im małą cząstkę zrozumienia, że mimo usilnych starań, czasu nie oszukają.
Śmierć czekał na Lenę przy stole, kiedy usłyszał jej głos, wołający go do siebie. Zerwał się z krzesła i pobiegł w stronę, z której napływał.
- Lena! Co się…
Stała na korytarzu trzymając od dołu swój brzuch.
- Wody mi odeszły – oznajmiła oddychając gwałtownie. Śmierć podszedł do niej, czując jak cała krew odpływa mu z twarzy. Wezwał Sen.
- Spokojnie – powiedział bardziej do siebie, niż do niej. Powolnym krokiem skierowali się do wcześniej przygotowanego pokoju. To nie powinno się jeszcze zdarzyć – myślał gorączkowo Śmierć. – Jeszcze parę dni…
Lena zwinęła się z bólu i zaczerpnęła głośno powietrza. Poczuła skurcz i próbując zachować jak największy spokój poleciła mu sprawdzić która godzina. Wiedziała, że on jest bardziej przerażony niż ona sama.
Niedługo później przybył Sen wraz z położną. Lena powiedziała kobiecie, co ile ma skurcze, a ta, po krótkim przebadaniu poleciła jej chwilę pochodzić. Opierając się na ramieniu Snu chodziła tam i z powrotem. Śmierć siedział na krześle, wpatrując się tępo w swoje dłonie.
- Śnie – szepnęła cicho do przyjaciela. – Pamiętaj co masz zrobić, ale najpierw zapewnij ochronę mojej córce.
Skinął tylko głową.
Po dwóch godzinach skurcze zaczęły przybierać na sile i występowały coraz częściej. Lena leżała, ściskając dłoń Śmierci, próbując poprawnie oddychać. Ból był nie do wytrzymania, ale nie przejmowała się nim – chodziło jej tylko o dziecko.
            A Śmierć wpatrywał się wciąż w jej zmęczoną z wysiłku twarz. Obcierał szmatką jej czoło, na którym występowały kropelki potu. Zatracił się w czasie – nie wiedział ile go już minęło, ani ile zostało. Liczyła się tylko ona.
Spotkał się Koniec z Początkiem. Śmierć z Życiem.
- Jeszcze chwilę, Lena. Dasz radę – dziewczyna usłyszała głos Snu, jakby wołał do niej z innego pokoju. Resztkami sił zaparła się w sobie i było po wszystkim.
Lena chciała ją zobaczyć… Ale ciemność nadchodziła, otaczała ją coraz ciaśniej, tak, że dostrzegała tylko czarne, kryształowe oczy Śmierci. Próbowała coś powiedzieć, lecz jej głos był zbyt słaby, by ktokolwiek go usłyszał. Chciała powiedzieć mu, jak bardzo go kocha, ale dobrze wiedziała, że on o tym wie. Chciała powiedzieć „żegnaj”, lecz wiedziała, że za chwilę go spotka. Wciąż trzymał jej dłoń. Ostatkiem sił ścisnęła ją, a następnie jej uścisk poluźniał, a ona pozwoliła pochłonąć się przez mrok.
Głośny płacz dziecka, normalnie wywołujący uśmiech na twarzy, Śmierci wydał się być apokaliptyczną trąbą, zwiastującą rychły koniec. Czas jakby zwolnił, a on obserwował, jak z wbitego w niego zmęczonego spojrzenia ukochanej upływa ostatni płomyk życia. Jego siostra oddała mu ją ostatecznie. Wolałby, żeby należała na wieki do Życia.
Tak byłoby łatwiej, prościej.
Wciąż trzymał jej szczupłą dłoń. Wciąż czuł ciepło bijące w jej żyłach, wciąż czuł tak dobrze mu znany aksamit jej skóry. A później poczuł, że coś go przywołuje. Coś, do czego od początku był stworzony. Jakaś jego część zniknęła na moment, a kiedy mrugnął ujrzał znajomą ciemność, korytarz, którym odprowadza wszystkie dusze.
I ujrzał Lenę. Jej zasmucone oczy dziwnie kontrastowały z delikatnym uśmiechem na twarzy. Dziewczyna czuła się jakby była nierealną mgłą, strzępkiem dymu. Przez chwilę nie mogła przypomnieć sobie co tutaj robi, lecz pamięć szybko wróciła, wbiła się w jej umysł jak sztylet w serce. W swoim niematerialnym już ciele podpłynęła do Śmierci, który wciąż wbijał w nią skrzywdzone spojrzenie.
- Ty żyjesz – usłyszała jego pusty głos. – Ty nie umarłaś – w jego oczach zaświeciło się szaleństwo. Lena zrozumiała, że tak łatwo nie zaakceptuje jej odejścia.
- Nie, Śmierć. Mnie już nie ma – powiedziała ostrzej, chcąc, by odzyskał jasność myślenia. Niespodziewanie poczuła jakby ktoś ciągnął za niewidzialny sznur przywiązany do jej serca. Odwróciła się w stronę z której nadchodziło to dziwne wrażenie i ujrzała zbliżające się, białe światło.
- Ja… muszę już iść – powiedziała prosto. Śmierć spojrzał na nią z rozpaczą.
- Tak bardzo cię kocham, Lena. Gdybym tylko mógł cofnąć czas… Gdybym wiedział, że to tak się skończy… - podszedł do niej i bezmyślnie spróbował ją dotknąć, lecz jej postać tylko rozmyła się na moment.
- Ja też cię kocham –uniosła dłoń, zbliżając ją do jego policzka. – I nie żałuje żadnej chwili. – Czuła łzy w oczach. Światło było coraz bliżej i bliżej. Odwróciła się od ukochanego.
- Pójdę z tobą – powiedział pewnie, a ona pokręciła tylko głową. Później, czując ciepło światła na twarzy odwróciła się przez ramie.
- Nie pozwól, żeby Życie zwyciężyło nad Śmiercią. Nad Śmiercią może zwyciężyć tylko miłość.
Białe światło pochłonęło ją.
            Stał przy łóżku, tępo patrząc na jej ciało. Wziął Lenę na ręce i przytulając do siebie zszedł do holu. Usłyszał zwielokrotniony głos, który przebijał na wskroś całe jego serce.
- Pozwoliłeś jej odejść – zamarł słysząc te słowa. Na ramieniu poczuł czyjąś dłoń. – Znowu zabiłeś kogoś, kto próbował ci pomóc, Śmierć.
Kątem oka zobaczył Pożądanie, a nieco dalej Gniew, Zazdrość i Pychę. Poczuł wściekłość. Mimo, że się nie poruszył, Pożądanie jęknęła, kiedy niespodziewanie w jej głowie rozległ się straszny pisk. Skuliła się, lecz po chwili wyprostowała i dumnie uniosła głowę.
- Zabij je. Zabij dziecko. To przez nie ona zginęła – powiedziały wszystkie siostry. Śmierć potrząsnął głową, jakby chciał odpędzić ich namowy.
Odeszła. Ona odeszła. Miała być z nim, ale odeszła.
Delikatnie odłożył Lenę na zimną posadzkę, by następnie z czułością pogłaskać ją po policzku. Uniósł się powoli i wbił wzrok w Pożądanie.
            Nieokiełznana fala uderzeniowa rozeszła się od Śmierci, wybijając wszystkie okna, niszcząc kwiaty, kładąc wysokie trawy do ziemi – jednocześnie w całym królestwie nastała nienaturalna cisza. Niebo sczerniało a w oddali widać było złowrogie błyski. Temperatura niespodziewanie spadła, powietrze wychodzące z ust obecnych zamarzało.
Nieludzki ryk rozbrzmiał w całej krainie. A później rozpętało się piekło. Wokół Śmierci rozbłysnęły czarne płomienie. W jego oczach nie było ani krzty człowieczeństwa.
Szał, w jaki popadł nie został niezauważony. Jego moc raniła tych, których nie powinna, a omijała istoty, których kres powinien nastąpić w tym momencie.
Pożądanie uśmiechnęła się szeroko.
Rozdzierająca moc nadal wydobywała się z jego serca. Sen wyczuł to i kiedy tylko ukrył dziecko w bezpiecznym miejscu pod opieką wezwanego Cauchemara wrócił do zdewastowanego holu. Zadowolenie na twarzy Nieczystości było dla niego impulsem. Z wściekłością skupił senną moc na jej postaci. W jej oczach było widać przerażenie.
Po chwili zniknęła, a jej odejście nie było nawet zauważone przez pozostałe siostry, które nadal torturowały Śmierć.
- Przestańcie. To już koniec.
Głos ten, niczym bat przeciął powietrze – był tak ostry, że nie byłoby zdziwieniem, gdyby w powietrzu trysnęły krople krwi.
Siostry umilkły, wiedząc, że zbliża się ten, który ma moc nad wszystkimi istotami. Niespodziewanie ich oblicza spokorniały, a oczy, dotąd śmiało patrzące na swą ofiarę opadły na dół.
Śmierć, nadal w wszechogarniającej rozpaczy, pozbywszy się ostatków opanowania, skulony na posadzce niesłusznie używał swych mocy, dotykając nią przypadkowych ludzi.
W tym momencie tylko jedna istota nie zamarła w trwodze.
            Sen szedł spokojnie w stronę swego brata, nie przejmując się cyklicznie nadchodzącymi falami mocy, która uwolniła się od swego Pana. A moc ta nie była wobec Snu obojętna – im bliższy był Śmierci, tym więcej na jego obliczu było ran, cienkich, zadanych niewidzialnym, ostrym narzędziem.
W szarych oczach było widać smutek. Kiedy nareszcie stanął na wyciągnięcie ręki od Śmierci, położył mu na ramieniu dłoń i kojącym, lecz stanowczym głosem przemówił.
- Dość już, mój bracie.
Śmierć usłyszawszy jego głos podniósł głowę i wbił w niego oczy.
- Nie mogę... – wyszeptał ciężko. – Oni wszyscy muszą zginąć...
- Jej już tutaj nie ma – przerwał mu Sen bezlitośnie. – Ciągnąc to sam wydajesz na siebie wyrok.
- Nie! Ona...– Śmierć zacisnął zęby i ponownie schował twarz w dłoniach.
Sen widząc, że jego brat potrzebuje pomocy, przykucnął obok niego i pocałował go w głowę.
- Daję ci sen, bracie. A obudzisz się z niego dopiero wtedy, kiedy będziesz na to gotowy. To mój dar dla ciebie.
Moc jego brata zaczęła wygasać, zasypiać. On sam powoli, powoli zaczął odpływać w niebyt. Po chwili upadł na posadzkę.

Śmierć na wszystkich światach pierwszy raz zamarła.

                                                                                   ***

Drodzy Czytelnicy, mówiliście, że zabijecie mnie, jeśli ja zabiję kogokolwiek z tej trójki, lecz tak musi być. Mam nadzieję, że nie jesteście oburzeni, a słowa Leny was pokrzepią…
Bo w końcu miłość nie umiera!
Proszę o komentarze :)
PS. Następny rozdział dodam już jutro.

niedziela, 10 maja 2015

XX. Kilka słów o Nadziei. Część druga.

            Każdy przecież wie, że kiedyś umrze. To, że Lena wiedziała kiedy wcale nie robiło żadnej różnicy. Chociaż Śmierć miał ją uczynić nieśmiertelną… On tego nie rozumiał. Nie rozumiał, że śmierć wiąże się z byciem człowiekiem. Mimo, że ludzie się jej boją, to w rzeczywistości każdy z nich ją akceptuje – ma ją w końcu wpisaną w swoim życiorysie.
Lena nie czuła strachu. Nie czuła rozczarowania, mimo, iż miała żyć wiecznie. Wiedziała, że Śmierć to nie koniec i, że pozostawi po sobie cząstkę siebie samej.
Ale w głębi jej serca czaiła się ONA. Delikatnie pieściła jej umysł, mówiąc „jeszcze nic nie jest przesądzone”. I w takich momentach Lena czuła, że są jeszcze szanse na to, by przeżyła i wiodła wymarzone życie ze Śmiercią i ze swoim małym skarbem. Byłaby głupia, gdyby nie chciała żyć. Ale życie jest zbyt trudne, zbyt skomplikowane i faktem było, że często kończyło się w najmniej odpowiednim momencie. Lecz człowiek jest z natury buntownikiem – i chociażby czuł na szyi sznur szubienicy, to i tak bezwarunkowo przez jego umysł przeszłaby myśl – „jeszcze nic nie jest przesądzone”.
To Nadzieja jej nie opuszczała.

            Śmierć również ją czuł. Tego odczucia nie zapomniałby nigdy w swoim istnieniu. Tej siły nie mógłby przeoczyć. Kiedy ogarniała go ta błoga moc przed oczami stawała mu ta postać, która kiedyś była jego centrum wszechświata.
Jednak teraz wolałby, żeby nie musiał jej czuć. Żeby nie musiał bezmyślnie wierzyć, że Lena przeżyje, że będą się z tego śmiać.
To dziecko, które tak pokochała… On był pewny, że nie będzie mógł obdarzyć go tą samą miłością. Ale za nic w świecie nie powie o tym Lenie.
Nadal był samolubną istotą, lecz starał się, by ona o tym nie wiedziała. Tak bardzo trudno wyprzeć się swojej natury. Czuł złość, kiedy myślał o dziecku. Złość i nienawiść. Chociaż wszystkie te negatywne odczucia znikały kiedy patrzył na swoją ukochaną.
„Jeszcze nic nie jest przesądzone” – pomyślał i przytulił Lenę. Nie mógł spać. Chciał chłonąć każdą sekundę spędzoną z dziewczyną, bo czuł, że te sekundy są policzone. Absorbował wzrokiem każdą cząstkę jej złocistego ciała, jej włosy spływające w falach po nagich plecach, jej usta, rozchylone delikatnie w uśmiechu.
Gdyby tylko mógł oddałby swoje istnienie, by mogła żyć. Gdyby mógł, zabił by dziecko, lecz wiedział, że nie przeżyje późniejszej rozpaczy Leny. Gdyby tylko mógł… Cofnął by czas. Ale Pan Czas nigdy nie zgodziłby się na to. Skąd o tym wiedział? A stąd, że go o to poprosił. Kiedy również miał powód, by wrócić się do niego z tą prośbą.
Pocałował ją w głowę i spędził resztę nocy na uczeniu się jej na pamięć.
            Sen siedział na swoim tronie. Oparł brodę na swojej dłoni, a na jego twarzy widać było groźny grymas. Wydawało się, że powietrze wokół niego paruje. Nigdy nie czuł takiej złości, takiego gniewu. Nie wiedział co robić.
Musiał porozmawiać ze swoja siostrą. Był pewien, że tylko ona mogłaby odwrócić to, co się stało. Tylko dzięki niej Lena i dziecko mogły by przeżyć.

            Czas nieuchronnie mijał. Wahadło, które miało wykonywać ruch przez te kilka miesięcy coraz bardziej słabło. Słabło, chociaż w rzeczywistości nie można było tego ujrzeć. Lenie służyła ciąża, nawet Śmierć uśmiechał się patrząc na jej delikatnie zaokrąglony już brzuch. Oboje zachowywali się tak, jakby koniec wcale nie nadchodził – oczywiście tylko z zewnątrz, bo ta myśl ani na chwilę ich nie opuszczała.
Wizyty u lekarza przebiegały spokojnie i bez komplikacji. Dziecko było zdrowe i nic mu nie groziło. Po czwartym miesiącu ciąży Lena miała tyle żywotnej energii, że trudno było uwierzyć, iż cokolwiek jej groziło. Groźba jej odejścia na moment odpłynęła.

            Pewnego dnia Lena odwiedziła Sen. Starała się spędzać z nim wystarczająco dużo czasu, chociaż spotykała się z nim co dzień w nocy. Spacerowali po wybrzeżu, czekając na powrót Śmierci. Suknia dziewczyny kierowana wiatrem przylgnęła do jej skóry, ukazując zaokrąglony brzuszek. W pewnym momencie przyłożyła dłoń do brzucha i stanęła. Sen obejrzał się za siebie i przez chwilę na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
- Lena, coś cię boli? – zapytał ze zdenerwowaniem. Dziewczyna nie odpowiedziała mu od razu. Skupiona była na delikatnych muśnięciach, jakie nagle odczuła. Przedtem zdarzały jej się bóle związane z rozciąganiem się ciała, lecz tego uczucia jeszcze nie znała.
- Poruszyło się! – powiedziała z radością. Nie ruszyła się już z miejsca, chcąc poczuć jeszcze raz swoje dziecko. Sen objął ją z uśmiechem na twarzy, widząc jak bardzo zaabsorbowała ją ta chwila.
- Popatrz, Śmierć już jest – wskazał palcem mężczyznę w oddali. – Idź się mu pochwalić.
Lena ruszyła dosyć szybkim krokiem w stronę ukochanego, a jej przyjaciel podążył za nią. Rzuciła się w jego ramiona, witając go pocałunkiem. Śmierć roześmiał się i po chwili odstawił ją na ziemie.
- Czułam jak się rusza, Śmierć – pochwaliła się. Przez twarz mężczyzny przebiegł strach zauważony tylko przez jego brata, lecz sekundę później zawitał tam szeroki uśmiech. Sen zastanawiał się przez moment nad jego szczerością, lecz odegnał od siebie tą myśl, kiedy Śmierć uklęknął i przyłożył usta do jej brzucha. Później wstał i jeszcze raz pocałował usta swojej ukochanej.
- Tak bardzo się cieszę – powiedział cicho i tylko on wiedział, że to wcale nie była prawda. Zachował jednak wszelki pozory radości i w miłej atmosferze spędzili czas w Śnieniu.
Kiedy wrócili do domu Lena zaproponowała wspólną kąpiel. W dużej, jasnej łaźni Lena pomogła ściągnąć mu ubranie, czując pożądanie. Lekarz powiedział, że nie widzi przeciwwskazań, by Lena nie mogła się kochać.
Śmierć musnął dłonią jej policzek i delikatnie ściągnął z niej sukienkę. Zmierzył ją wzrokiem, zatrzymując go na chwilę przy jej widocznie uwypuklonym brzuchu.
Nie myśl o tym – rozkazał sam w sobie myślach i odgarnął jej włosy do tyłu. Zaczął wodzić językiem wzdłuż jej obojczyka, by następnie przyssać się w zagłębienie za jej uchem. Usłyszał jej cichy jęk pełen niecierpliwości i poczuł jej dłonie na swoim torsie. Zjechał ustami niżej, powodując, że jej głowa odleciała do tyłu. Utorował z pocałunków ścieżkę przez jej brzuch, docierając nareszcie do jej łona. Klęczał przed nią, drażniąc jej rozpalone ciało przez chwilę, lecz nagle oderwał się od niej, powodując jej rozdrażnienie. Wziął ją za rękę i pociągnął za sobą do wielkiej wanny wbudowanej w podłogę.
- Chcę, żebyś mnie pieścił, Śmierć – wydyszała, kiedy obrócił ją przodem do siebie. Rozkazał, by usiadła na schodkach umieszczonych pod wodą tak, by na powierzchni znajdowały się jej ramiona i głowa. Podparła się na łokciach czując nadpływającą falę podniecenia. Śmierć odnalazł jej usta i przez chwilę smakował językiem jej słodyczy. Ponownie zjechał ustami na jej szyję, by później powoli zniknąć pod wodą, idąc wcześniej wyznaczoną ścieżką. Czuła jego głowę między swoimi udami, czuła dotyk jego języka. Sama miała ochotę zanurzyć się pod przyjemnie ciepłą i pachnącą wodę, lecz nawet na powierzchni brakowało jej powietrza.
Po paru minutach wynurzył się, przysuwając swoje ciało jeszcze bliżej niej.
- Nie przestawaj, proszę – jęknęła tylko, a on spełnił jej prośbę. Wszedł w nią delikatnie, obserwując błogi wyraz na jej twarzy. Jego silne ruchy doprowadzały ją do szaleństwa, czuła, że tonie w rozkoszy, jaką ją obdarzył.
Później wyniósł ją z wody, nim zrobiła się zbyt chłodna, dokładnie wytarł jej nadwrażliwe na dotyk ciało i nie zawracając sobie głowy zakładaniem ubrania zaniósł ją do łóżka. Mimo, że wyszli z wody, tej nocy tonęli w tym morzu przyjemności jeszcze kilka razy, łapczywie nabierając powietrza w płuca, łapczywie czerpiąc z czasu, jaki pozostał.

            Natomiast gdzieś indziej ktoś inny próbował całkowicie zażegnać wszelkie niebezpieczeństwo.
- Życie, chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział cicho i chwilę później znalazł się przed nią. Uśmiechnęła się widząc Sen – i nie był to uśmiech ani nieszczery, ani szyderczy. Przywodził na myśl dawne czasy, nim jeszcze zaczęła się zmieniać. Sen objął ją delikatnie na powitanie. Usiedli przy zakurzonym stole.
- Wiesz o czym chcę rozmawiać? – zapytał.
- Zakładam, że o naszym bracie. Jednak od razu muszę zastrzec, że sprawa jest już przesądzona.
Uderzył zaciśniętą pięścią w stół, czując złość.
- Nie! Ty nie rozumiesz…
- Rozumiem aż za dobrze, Śnie.
- Lena jest mi droga. Nie ocalisz jej ze względu na mnie? Wiem, że masz taką moc – dodał szybko, widząc, że chce mu przerwać.
- Dobrze wiesz jak możesz ją ocalić. Śmierć też wie.
- Dlaczego nie dasz mu spokoju? Nawet jeśli go zabijesz, to nie znaczy, że na wszystkich światach nagle go zabraknie. Zabijesz tylko jego postać.
Życie uśmiechnęła się obrzydliwie.
- Znam swoją moc. I znam dobrze jego. Jest słaby i rozchwiany. Jeśli ona umrze nie sądzę, by mógł utrzymać się w ryzach. Opanuje go szał, a ja wykorzystam jego utratę zdrowych zmysłów i dla dobra wszystkich przezwyciężę Śmierć.
- Nie uda ci się… Stwórca…
- Nie zorientowałeś się, że Stwórcą jesteśmy my? Dawno temu przestał istnieć jako osobna istota. Zagnieździł się w nas i nie ma już nic do gadania.
- Nie pozwolę na to, Życie! – wstał z groźną miną.
- Nie masz nic do gadania – wysyczała przez zaciśnięte zęby. – Odebrał mi wszystko – piękno, zdrowie, szczęście. To przez niego zaczęłam się zmieniać. Przez to, że życie nie trwa wiecznie. Dlatego zniszczę całą jego świadomość i nic na to nie poradzisz, no najwyżej, że zabijesz dziecko.
- Jeśli to zrobisz… Wiesz, że nie będę mógł na to patrzeć z boku. Jeśli nie dam rady cię zniszczyć, to zniszczę twoje córki – zagroził jej cicho.
- Nie masz takiej mocy – zarechotała. Sen wstał i chłodno na nią popatrzył.
- Przypominam, że ty nigdy – zaakcentował to słowo – nie widziałaś mojej mocy.
Zobaczył w jej oczach niepewność, lecz dobrze wiedział, że nic nie wskóra. Rozpłynął się w powietrzu i znowu był w Śnieniu. Deszcz i wiatr szargały jego sercem. Łzy mieszały się z nawałnicą. Poczuł, że przegrali. Uklęknął na mokrej ziemi i spuścił wzrok na swoje dłonie. Czuł niepokój wszystkich śniących i w głębi duszy wiedział, że powinien się wziąć w garść, lecz… Nie był pewny, czy da radę.
W jego Krainie pierwszy raz rozpętała się burza. Nadzieja odeszła i teraz już nic nie mógł zrobić.
- Śmierć – mimo, iż wyszeptał imię swego brata w tej nawałnicy, to i tak rozbrzmiało ono w każdym zakątku królestwa.
- Tak, bracie? – usłyszał. Zdał mu relację jego rozmowy z Życiem. Śmierć nie odezwał się już ani słowem.
- Tak mi przykro… - powiedział łamiącym się głosem, jednak nie doczekał się żadnej reakcji.
- Idę do ciebie – usłyszał Sen i wpuścił Śmierć. Jego cierpienie było niemal namacalne.
- Nie chcę tego dziecka. Proszę, spróbuj ją przekonać. Mogłaby być z tobą. Z tobą mogłaby mieć dzieci.
- Śmierć, dobrze wiesz, że to się nie uda.
- Ja chcę tylko, by żyła – po jego twarzy popłynęły łzy. – Widząc jak się zmienia… Widząc jej szczęście… Ja nie mogę wiecznie udawać, że cieszę się razem z nią.
- Wiesz co, Śmierć? – Sen uśmiechnął się łagodnie. – Ja myślę, że ona dobrze wie o tym co czujesz do tego dziecka. I jestem pewien, że nie ma ci tego za złe. Ale proszę… Zostań z nią do końca. I nie okazuj strachu – błagam, nie spraw, by umierała w strachu. Chcę, żeby odchodząc czuła szczęście.
I nie był to koniec odwiedzin tej nocy.
- Śnie, mam do ciebie prośbę – oznajmiła Lena. Sen zdążył do jej przyjścia nieco opanować harmider w jej królestwie, lecz mimo widocznych pozostałości po burzy dziewczyna nie skomentowała tego.
Sen skinął głową i uśmiechnął się do niej, chociaż w pierwszym odruchu chciał przytulić się do niej i wyżalić się, poprosić o to, by została z nim. Ale wiedział, że tak nie może.
Nadzieja i tak nie odchodzi – nawet, gdy czujemy sznur na szyi, a kat pociąga za dźwignie. Zaszczepiła się w dwóch sercach dwóch braci, jak pasożyt, który opanowuje stopniowo cały umysł.
I nie odejdzie do śmierci. 

                                                                           
                                                                            ***

Witajcie, Czytelnicy. 
Wiem, że rozdział nie jest zbyt długi, ale myślę, że jest również wystarczający. Następny będzie rozstrzygnięciem tej sytuacji, lecz nie będzie ostatnim. Tak więc jeszcze chwilę będę ciągnąć tę historię. Co myślicie o tym rozdziale? Zapraszam do komentowania.

piątek, 1 maja 2015

XIX. Początek końca

            Życie podpełzała cicho, nie zauważona przez nikogo, niczym cień. Wiedziała, że nikt jej nie zatrzyma – jest to niemal niemożliwe. Wiedziała również, że Śmierć pod wpływem tego, co ludzie zwali miłością jest nieostrożny, wiedziała, że teraz jest najbardziej odsłonięty i podatny na atak. A najpiękniejsze w tym było to, że cokolwiek by zrobił i tak jest stracony – intuicyjnie przeczuwała jego koniec. To Życie, jako Początek przerwie tą niekończącą się ósemkę, to równanie nieskończoności jakim była razem ze swoim bratem. Co prawda Sen nie będzie tym usatysfakcjonowany – ona sama kochała Sen, lecz nienawiść do Śmierci przezwyciężyła to uczucie. Nie miała zamiaru odpuścić.
Uśmiechnęła się szeroko.
- Dokonało się – rzekła w głębie swojego królestwa, a jej głos brzmiał i brzmiał, odbijając się echem po pustych wnętrzach.

            Śmierć siedział w Pokoju bez Drzwi. Czuł nieuzasadniony niepokój, wdzierający się do jego serca, powodujący mrowienie na karku. Wrażenie to odnosił od paru tygodni, lecz nie zdradzał niczego Lenie – zresztą on sam nie rozumiał czego ono dotyczy. Ale niepokój ten nasilał się z dnia na dzień, co nie dawało mu spokoju.
            Usłyszał głos swojej ukochanej – szukała go na zewnątrz. Zmusił się do uśmiechu i chwilę później znalazł się przy niej.
- Przepraszam, miałem dużo pracy – usprawiedliwił się, kiedy spytała gdzie się podziewał. Wydawała się nieco bledsza niż zwykle, lecz nie skomentował tego. W zamian za to zaproponował, by coś zjadła. Widział jak kiwa głową, lecz ze znikomym entuzjazmem. Obserwował ją uważnie, kiedy powoli jadła sałatkę z kurczakiem. Nie zjadła nawet połowy, kiedy stwierdziła, że chciałaby się jeszcze położyć. Zaniósł ją do łóżka i położył się obok, przytulając się do niej.
- Lena, coś ci dolega? – zapytał cicho.
- Trochę źle się dzisiaj czuję – powiedziała słabo, lecz uśmiechnęła się. Nigdy wcześniej nie miała takich problemów przed miesiączką, lecz dobrze wiedziała, że takie objawy nie zwiastują niczego złego. Oparła głowę o jego tors i pozwoliła gładzić się po plecach. Zdrzemnęła się na chwilę.
A parę dni później wszystko się wyjaśniło.
            Powinna dostać okres dwa dni temu. Jej obawy narastały. Przecież miesiączka nigdy się jej nie spóźniała. Kiedy usłyszała, że Śmierć ją woła z sypialni, zbladła i poczuła przytłaczającą słabość. Próbując brzmieć jak najnormalniej powiedziała, że za chwilę przyjdzie. Schowała głowę między nogi i zaczęła głęboko oddychać. Nie była jeszcze niczego pewna, lecz mimowolnie na jej twarzy rozkwitł uśmiech, który kilka sekund później zrzedł.
Nieprzewidywalna reakcja Śmierci napawała ją strachem. To wszystko nie mieściło jej się w głowie, i nie miała pojęcia jak sama ma zareagować. Wiedziała tylko, że dopóki się nie upewni, nie zdradzi Śmierci, że jest w ciąży. Teraz tylko musiała jakimś cudem dostać się do świata żywych i pójść do lekarza. Ale czy to rzekome dziecko będzie tylko człowiekiem? W końcu będzie to dziecko Śmierci.
Ktoś musiał jej pomóc. Jej myśli pobiegły ku jednej osobie.
Opłukała twarz zimną wodą i wyszła uśmiechnięta z toalety.
- Będę musiał zostawić cię dzisiaj samą – oznajmił ze smutkiem, a Lenie zapaliła się w głowie mała żaróweczka. – Mam mnóstwo pracy. Poradzisz sobie? – zapytał, jakby była małym dzieckiem.
- Może wybiorę się do Śnienia? – zapytała mimochodem, bacznie obserwując jego reakcję. Nie zauważył niczego dziwnego w tej zachciance i skinął głową.
- To świetny pomysł – przyznał. – Nie lubię zostawiać cię tutaj samej.
Po śniadaniu i soczystym pożegnaniu Lena ujęła w dłoń swój Łapacz Snów, by po chwili znaleźć się przed olbrzymim zamkiem Śnienia. Przyjaciel wyszedł do niej z uśmiechem i zaprosił do środka. Lena nie mogła powstrzymać się od uśmiechu mimo strachu, który ją obleciał. Usiadła w dziennym pokoju na kanapie, a Sen na fotelu.
- Śnie, musimy porozmawiać – zaczęła poważnym tonem. Spojrzał na nią z przestrachem.
- Zrobił ci coś?
- Kto? – zapytała ze zdezorientowaniem. – Śmierć? Nie… - pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się. – To znaczy nie do końca. Chociaż jeszcze nie jestem pewna.
- Nic nie rozumiem – słyszała w jego głosie rozdrażnienie. Kto by pomyślał, że tak łatwo go rozjuszyć. Uśmiechnęła się szerzej.
- Wydaje mi się… - odwaga na podzielenie się tą nowiną ze Snem nagle wyparowała. – To znaczy… Tak tylko myślę, że…
- Lena, za chwilę z tobą oszaleję. Mów co… - podniósł głos, lecz dziewczyna mu przerwała.
- Chyba jestem w ciąży – jej głos był ledwie słyszalny, lecz w ciszy, jaka nastała wydał się głośnym okrzykiem. Uczucia na twarzy Snu były zróżnicowane – zbladł, lecz zaraz później nabrał rumieńców i przytulił Lenę z całych sił.
- Śnie, udusisz mnie! Jeszcze nie jestem niczego pewna!
- Gratuluję! To naprawdę świetna wiadomość. Muszę pogratulować Śmie…
- Nie – powiedziała stanowczo, blednąc. Opadła z powrotem na kanapę i spuściła wzrok.
- Jak to?
- Nie powiedziałam mu. Jeszcze.
- Lena, nie sądzisz, że on powinien wiedzieć?
- Chcę się najpierw upewnić. Zresztą… - zawahała się i zaczęła bawić się palcami złożonymi na kolanach. – Boję się jego reakcji.
- Głuptasie! Przecież on będzie przeszczęśliwy, dobrze o tym wiesz.
- Myślę, że on nie ma pojęcia, że coś takiego jest możliwe. W końcu jest Śmiercią.
Zastanowił się.
- Pójdę z tobą do lekarza. A później zastanowimy się, jak mu to powiedzieć. Dobrze?
Skinęła głową.
Sen wybrał znajomego lekarza z Polski, który wiedział o ich istnieniu. Co prawda Lena nieco obawiała się wtajemniczonych osób, lecz widząc, że Sen mu ufa zgodziła się zostać z nim sama.
Wizyta nie trwała długo. Kiedy wyszła z gabinetu Sen spojrzał na nią pytająco.
- Szósty tydzień. To dlatego odczuwam mdłości – Lena przełknęła ślinę, zwilżając zaschnięte ze stresu gardło. Cieszyła się, naprawdę cholernie się cieszyła, lecz za każdym razem stawał jej przed oczami Śmierć i jego sroga, nieludzka mina. Być może Sen miał rację, i jego reakcja w ogóle nie będzie przypominać tej, którą wyimaginowała Lena, lecz pierwotne poczucie strachu nie opuszczało jej.
Po chwili dotknęła płaski jeszcze brzuch i, chociaż to praktycznie niemożliwe, poczuła tryskającą energię życia, tak piękną, tak zjawiskową. Wewnątrz niej był mały pierwiastek, tak bardzo wyjątkowy i niepowtarzalny.
Jej mały skarb.
            Sen zaproponował jej, że będzie przy jej rozmowie ze Śmiercią, lecz ona stanowczo odmówiła. To ona sama musiała mu o tym powiedzieć, inaczej zachowałaby się jak tchórz – zresztą i tak się tak czuła.
            Weszła cicho do zamku, nie chcąc spotkać Śmierci – oczywiście ten czekał na nią w holu, ukryty niemal w ciemności. Kiedy się odezwał Lena podskoczyła.
- Gdzie byliście? – zapytał z udawaną obojętnością, lecz pod tym pozorem spokoju kryła się złość. Lena wiedziała, że nie powinna przebywać w świecie ludzi bez jego opieki, a przynajmniej bez jego wiedzy.
- Tu i tam – odpowiedziała cicho, starając się zachować normalny wyraz twarzy. Przeszła obok niego, muskając dłonią jego policzek.
- Położę się, jestem zmęczona – oznajmiła.
- Wiesz, jak się wystraszyłem? Nie mam nic przeciwko, byś razem ze Snem odwiedzała świat żywych, lecz mogłaś mnie uprzedzić o twoich planach – zarzucił ją pretensjami.
Zatrzymała się słysząc te słowa. Ponownie poczuła przytłaczającą słabość i drżenie rąk.
- Więc co było tak pilne, że nie mogliście mi powiedzieć, że wychodzicie ze Śnienia? – Czuła, że na nią patrzy, lecz brakowało jej odwagi, by się odwrócić. Słyszała jego powolne kroki i spięła wszystkie mięśnie, w bezwarunkowym odruchu ucieczki. Poczuła jak jego dłoń delikatnie przesuwa się po jej ramieniu, by w końcu zmusić ją do odwrócenia się przodem do niego. Starała się nie patrzeć mu w oczy, by nie zobaczył jak bardzo się boi, ani, że w jej oczach zaszkliły się łzy.
- Milczysz. Nie wiem jak to interpretować – oznajmił, nie kryjąc już zdenerwowania. Spróbował palcem unieść jej brodę do góry, lecz odsunęła się od niego.
- Byłam u lekarza – wyszeptała, czując niemiły ścisk w żołądku.
- Coś ci dolega? Coś cię boli? – zapytał z przestrachem w głosie. Przypomniał sobie ostatnie dziwne zachowanie dziewczyny, nienaturalną bladość jej skóry i brak apetytu. Strach oblepił jego serce.
- Nie. Nic mi nie jest – zapewniła szybko, rzucając mu nerwowe spojrzenie. Śmierć z troską się jej przyglądał i zrozumiała, że przecież nie ma się czego bać – przecież on tak samo pokocha to dziecko, jest w końcu jego ojcem. Czując przypływ pewności siebie wzięła głęboki oddech. – Jestem w ciąży.
Obserwowała jego twarz, chcąc wyłapać z niej wszelkie emocje. Najpierw na jego obliczu widać było niedowierzanie, które z czasem przerodziło się w szeroki uśmiech. Już miała odetchnąć z ulgą, kiedy nagle jego spojrzenie zmieniło się, jakby coś sobie nagle przypomniał.
- Śmierć? – zapytała z wahaniem.
- Muszę… - powiedział cicho, czując jak zasycha mu w gardle. – Muszę coś sprawdzić. Nie ruszaj się stąd – rozkazał beznamiętnie i rozpłynął się w powietrzu. Jego nagłe zniknięcie zszokowało Lenę – poczuła, jak niespodziewanie po policzkach zaczęły płynąć jej łzy. Osunęła się na kolana, jakby wraz z odejściem Śmierci zniknęło napięcie, które utrzymywało ją w ryzach. Jej szloch odbił się echem od ścian, a ona sama była zaskoczona reakcją swojego ciała.
Poczuła urazę i smutek. Jak mógł ją opuścić, kiedy wyznała mu, że nosi w sobie owoc ich miłości? Przez parę sekund była pewna, że się ucieszy… A teraz ta pewność legła w gruzach.

            Śmierć czując się niczym pod wpływem silnego narkotyku zrobił coś, czego nie robił od bardzo dawna.
- Siostro? Możemy porozmawiać? – rzucił w głąb otaczającej go ciemności. Odpowiedział mu cichy chichot.
- Oczywiście, mój bracie – zezwoliła mu na wejście do swojego zdewastowanego królestwa.
- To twoja sprawka? – zapytał ostro, rezygnując z powitania.
- Niby co? – zapytała niewinnie. Poczuł wstręt do swej siostry.
- To dziecko.
- Nie sądzę, że mogłam mieć z tym coś wspólnego. To ty z się z nią pieprzyłeś.
- Przestań ze mną grać! Czułem, że coś jest nie tak. Czuję, że to ty jesteś za to odpowiedzialna. Nie wiem tylko jaki masz w tym cel.
- Nie rozumiesz bracie? To dziecko ma twój pierwiastek. Ta kobieta nie przeżyje porodu. Albo ona albo dziecko, wybieraj. – powiedziała to ze spokojem, chociaż w jej głosie było słychać rozbawienie. Śmierć zamurowało.
- Niemożliwe…
- To prawda. To dziecko jest częścią ciebie. Jego narodziny wiążą się z jej śmiercią. Jest tylko jeden sposób, by ją ocalić.
- Błagam. Ocal ją. Mogę odejść, tylko błagam, nie pozwól jej umrzeć.
- Nie. To ty do tego doprowadziłeś, więc ty naprawisz swój błąd. Tak czy siak jedna osoba musi umrzeć.
- Ty… - czuł jak jego moc domaga się uwolnienia, lecz nim zdążył cokolwiek zrobić poczuł dłonie swoich ramionach.
- Po prostu je zabij, a ona przeżyje – szepnęła mu do ucha Gniew. Kątem oka dostrzegł resztę siostrzenic. Odwrócił się do niej gwałtownie, i odepchnął od siebie, tak, że uderzyła z impetem o ścianę.
- Wynoś się! – rozdzierający krzyk Życia zaniknął w ciemności, która go ogarnęła. Był z powrotem u siebie.
Wiedział co musi zrobić.
Lena instynktownie wyczuła, że wrócił. Zbiegła po schodach do holu.
- Śmierć? Co to miało znaczyć? – Lena czuła, jak powietrze, do którego się przyzwyczaiła robi się coraz cięższe. Wystraszona cofnęła się, bacznie obserwując twarz mężczyzny, nieludzką maskę, o której już niemal zapomniała. Patrzył na nią, i chociaż w oczach było widać czułość, to coś w jego zachowaniu kazało jej mieć się na baczności.
- To dziecko nie może się urodzić – powiedział chłodnym, groźnym głosem, a z każdym jego słowem powietrze gęstniało coraz bardziej i bardziej. Lena czuła zamroczenie – złapała się za gardło i łapczywie brała płytkie oddechy.
- Co ty robisz, do cholery? – krzyknęła czując coraz większą panikę. Nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
- Muszę to zrobić – jego nieludzki, cichy głos brzmiał w jej głowie niczym dzwon.
- Przestań Śmierć! – Lena czuła, że za chwilę zemdleje. Obraz przed jej oczami rozmazał się, ale widziała jak mężczyzna zbliża się do niej. Odruchowo sięgnęła do Łapacza Snów i po chwili już jej nie było.
            Leżała na rozgrzanej ziemi i nareszcie mogła nabrać więcej powietrza w płuca. Czuła, jak po jej twarzy spływają kropelki potu zmieszane ze łzami. Nie miała siły, by zawołać Sen, ale była pewna, że za chwilę się tu zjawi. Po kilku sekundach usłyszała jego krzyk.
- Lena! – troska i obawa rozbrzmiewały w jego głosie. Kiedy znalazł się przy niej podniósł ją z ziemi.
- Powiedział, że musi zabić to dziecko – wyszlochała z żalem, wtulając się w jego tors. – Nie mogłam już złapać oddechu… I… - nie była w stanie nic więcej powiedzieć. Sen zaniósł ją do zamku i położył na kanapie w saloniku.
- Dlaczego to powiedział? Na początku wydawało mi się, że się ucieszył… - opowiedziała mu o tym, jak zostawił ją samą, o jego powrocie i obcym zachowaniu. Sen nie krył oburzenia, a po chwili obrócił głowę w bok, jakby coś usłyszał.
- Próbuje tutaj wejść – powiedział jej, patrząc jak jej skóra blednie. – Spokojnie, on tutaj nie może nic zrobić. Pójdę z nim porozmawiać.
            Sen był wzburzony niczym morze huraganem. Wyszedł na zewnątrz i zobaczył swego brata. Pierwszy raz poczuł taką złość.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! – zagrzmiał, a jego głos niczym potężna fala dźwiękowa kazała Śmierci się zatrzymać. Sen zmienił się – łagodną twarz wykrzywił grymas, a wokół niego skrzyła się czarno-czerwona aura. Śmierć raptownie się zatrzymał z szokiem patrząc na brata.
Trzeba wiedzieć, że w równaniu nieskończoności Sen nie odgrywa żadnej roli. Życie i Śmierć byli tak naprawdę od siebie uzależnieni – ich moce uzupełniały się, a brak któregoś z nich spowodowałby dużo zamieszania. Ale Sen był inny.
Rodzeństwo wiedziało, że to on ma największą moc, lecz nie znało jego drugiej natury. Śmierć jeszcze nigdy nie widział jego złości – skulił się w sobie, kiedy uderzyła w niego senna fala.
- Byłem u Życia – odpowiedział rozpaczliwym głosem. – Narodziny tego dziecka równają się ze śmiercią Leny. Nie pozwolę na to…
Na twarzy Snu wstąpiła rozpacz. Pohamował moc, która tak niespodziewanie zaatakowała Śmierć.
- Niemożliwe… - wyszeptał.
- Nie mogę na to pozwolić – wycedził Śmierć przez zaciśnięte zęby i ruszył w stronę drzwi. Niespodziewanie upadł na kolana i przyłożył dłoń do krwawiącej wargi. Nawet nie zdążył zauważyć, kiedy Sen go uderzył.
- Ty skończony idioto! Obiecałeś jej, że już nigdy jej nie skrzywdzisz, a teraz chcesz jej odebrać to, co pokochała. Jesteś egoistyczną ciotą, Śmierć!
- Mam dać jej odejść? – zapytał rozpaczliwie.
- Masz z nią porozmawiać i masz ją wspierać. Obiecałeś jej coś. Spróbuj ją tknąć, a obiecuję, że skończysz w męczarniach. Rozumiesz?
Śmierć skinął głową, a później jego brat pomógł mu wstać. Weszli do zamku, kierując się ku dziewczynie. Kiedy weszli do salonu Lena gwałtownie wstała. Śmierć na nią nie patrzył, czując wstyd za to, co zrobił.
- Zostawiam was – oznajmił Sen głosem nieznoszącym sprzeciwu. Wychodząc zwrócił się ostrzegawczo do Śmierci – Zachowuj się.
Nastała cisza. Pierwszy przerwał ją mężczyzna.
- Złamałem obietnicę – powiedział cicho. – Przepraszam.
Popatrzyła na niego skrzywdzonym wzrokiem.
- Przepraszam? – wyszeptała cicho, zbliżając się do niego. – Co ci odbiło, Śmierć? – zaczęła go okładać zaciśniętymi pięściami, czując nowy potok łez. – Ty… Jak mogłeś coś takiego w ogóle powiedzieć?
Złapał jej nadgarstki przyciągając do siebie, lecz ona nadal próbowała go uderzyć. Po jego twarzy spłynęła łza. Uklęknął przed nią, przyciskając głowę do jej tułowia, powodując tym samym, że znieruchomiała. Lena patrzyła na niego ze zdziwieniem.
- Dlaczego zachowałeś się jak ostatni kretyn? – zapytała z powagą, emanując gniewem.
- Ja… Przepraszam za wszystko. Z mojej winy możesz umrzeć. To… dziecko – przełknął głośno ślinę. – Jeśli je urodzisz… Umrzesz – ostatnie słowo prawie wyszeptał, jakby było dla niego klątwą. Władca Śmierci zaczął obawiać się sam siebie.
- Że co?
- Ja nie wiedziałem, że takie coś może się zdarzyć. A teraz… Nasze dziecko posiada mój pierwiastek. Narodziny nowej Śmierci zakłóciłyby równowagę. Nic nie będę mógł zrobić, Lena. Nie chcę, żebyś odeszła.
Słuchała go, nie wierząc w to, co słyszy.
- Proszę, nie odchodź ode mnie – zakończył z rozpaczą w głosie.
- Śmierć – wyszeptała cicho i osunęła się na kolana, tak by mogła na niego spojrzeć. Po jego bladych, marmurowych policzkach spływały łzy. – Nie pozwolę zabić tego dziecka. To jest owoc naszej miłości. Nie mogę pozwolić, by ktokolwiek to zniszczył. Jeśli tego nie zaakceptujesz… - zawahała się. – Powiedziałeś, że już nigdy mnie nie skrzywdzisz.
- Właśnie to zrobiłem. To ja spowodowałem, że wkrótce umrzesz.
- Nie! Nie żałuję ani chwili spędzonej z tobą – była rozzłoszczona na niego. – Skrzywdzisz mnie, jeśli zrobisz coś sprzecznego z moją wolą.
- Lena, proszę. Nie dam rady żyć bez ciebie. Nie każ mi czekać spokojnie na twoją śmierć.
- Nie chcę już o tym dyskutować – przerwała mu ostro. – Chcę, żebyś cieszył się razem ze mną. Chcę żebyś przy mnie był do samego końca. Spróbuj mnie opuścić, a nie ręczę za siebie. A teraz chcę wrócić do domu – zakończyła władczo i wstała. Sen wszedł do komnaty.
- Lena… - powiedział cicho ze smutkiem. Spiorunowała go wzrokiem.
- Ani słowa, Śnie.
- A jakbym odszedł? Jakbym pozwolił Życiu na zniszczenie mojej istoty? Gdyby śmierci nie było na świecie… Lena by to przeżyła, razem z dzieckiem. Nie mogłaby wtedy odejść z tego świata.
Lena nabrała gwałtownie powietrza w usta i zaczerwieniła się ze złości.
- Nie zapominaj kim jesteś, bracie. Priorytetem twojego istnienia nie jest miłość. Ty zostałeś zobowiązany przez Stwórcę do stania na straży harmonii wszystkich światów. Pamiętaj, że Śmierć, który nie spełnia swoich obowiązków na nic się nikomu nie zda. Twoja postać zniknie i zostaniesz samą świadomością. Chcesz tego?
- Zamknijcie się obydwoje! – krzyknęła, zwracając na siebie ich uwagę. – Jeszcze nigdzie się nie wybieram. To dopiero drugi miesiąc, a wy już zachowujecie się, jakbym miała umrzeć za parę minut. Niech któryś z was powie coś na ten temat… A obiecuję, że tego pożałuje. Idziemy, Śmierć!
Wyszła z zamku, nie oglądając się za siebie. Tego dnia praktycznie nie odzywali się do siebie. Lena siedziała tylko w jego objęciach.
Nie mogła powiedzieć, że świadomość własnej śmierci ją nie obchodziła. Po prostu… Nie chciała okazywać przed ukochanym swoich obaw – dobrze wiedziała, co było powodem jego gwałtownej reakcji. Dobrze wiedziała, że jej śmierć nie wpłynie na niego dobrze. Ale nie wyobrażała sobie, by mogła pozwolić skrzywdzić tą małą istotkę w jej łonie i miała nadzieję, że to właśnie ona uratuje Śmierć, kiedy jej zabraknie.

            Początki są zawsze najgorsze – trzeba się przyzwyczaić do nowej sytuacji. A początek końca niczym się nie różnił. Przeszłam już tyle początków – pomyślała Lena. – Z tym również sobie poradzę.